Wszyscy wiedza, ze nikt piekniej niz Monet nie namalowal lilii wodnych, dalii, irysow i slonecznikow...ani japonskiego mostku rozciagajacego sie nad stawikiem odbijajacym w swojej wodzie dlugowlose wierzby. Ale nie wszystkim wiadomo, ze zrodlem inspiracji dla malarza byl jego wlasny ogrod w ktorym on sam chodowal niezliczone odmiany kwiatow, krzewow i drzew. Ten magiczny ogrod, polozony w Giverny, wybralismy na ostatnia niedzielna eskapade sierpnia, ostatnia niedziele wakacji...
Do Giverny jedzie sie z Paryza autostrada w strone Rouen, skreca w strone Vernon, aby po kilkuset metrach znalezc sie w malowniczej wiosce, tonacej we wszelkiego rodzaju zielonosciach...
Monet mieszkal i malowal w Giverny przez ponad czterdziesci lat. Pozostal w nim az do smierci w 1926 roku. Byl pasjonatem ogrodnictwa i korespondowal chetnie z innymi zakochanymi w naturze malarzami m.in z Caillbote i Mirbeau. Zielony raj, ktory sam sobie stworzyl w Giverny bedzie dla niego modelem dla wiekszosci malowanych plocien. Posrodku ogrodu, wsrod sznurow dzikiego wina, rozciaga sie spora budowla w ktorej malarz zamieszkal wraz ze swa rodzina. Przede wszystkim intryguje bajeczna kolorystyka pomieszczen: zolc dla jadalni, blekit dla wielkiego salonu i kuchni zdobionej blekitna ceramika z Delft.
Giverny, dzieki nowo powstalej kolei podmiejskiej, bedzie czesto odwiedzane przez przyjaciol malarza: Pissara, Renoira, Rodina...
Do lat 60-tych dom i ogrod malarza byl opuszczony. w 1966 roku dom zostal zapisany przez syna Akademii sztuk pieknych i od tego momentu ruszyly prace przywracania posiadlosci malarza dawnej swietnosci. Nie bylo to latwe zadanie, wiele roslin, posadzonych w XIX wieku przez artyste nie bylo juz nawet w sprzedazy. Ale udalo sie i od 1980 roku ziemski raj jest znow dostepny zwiedzajacym. Warto tam zajrzec, jadac z Paryza do Normandii.
O życiu kulturalnym, ksiażkach, historii, teatrze i polonikach. Spacery po Paryżu dla ciekawskich
niedziela, 30 sierpnia 2009
W ogrodzie Clauda Moneta
czwartek, 27 sierpnia 2009
Wielki meczet czyli basnie z tysiaca i jednej nocy
niedziela, 23 sierpnia 2009
Polskie akcenty zamku w Chambord
osiadl w nim ziec krola francji, Stanislaw Leszczynski. Nie byl zachwycony warunkami tam panujacymi. Nie bylo mebli, a te ktore przywiozl, nie starczyly, aby umeblowac tak ogromny palac. Ponadto utrzymanie takiego zamku wymagalo sluzby, na ktora Leszczynskiego nie bylo po prostu stac...Na domiar tego wszystkiego, zamek otaczala blotnista fosa, wylegarnia przenoszacych bakterie muszek i pierwszego lata, na zolta febre wymarla mu polowa sluzby.
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Francja i jej tajemnice: piramida Luwru-prezent dla Anne Pingeot
Dla niewtajemniczonych, monumentalna, przezroczysta piramida stojaca na dziedzincu Luwru jest tylko jednym z wielkich projektow zrealizowanych podczas prezydentury Mitteranda.Ale jest juz dzis tajemnica poliszynela, ze na projekt i realizacje „Wielkiego Luwru” miala ogromny wplyw kochanka prezydenta, Anne Pingeot. Mial z nia nawet corke, Mazarine, ale przez blisko 20 lat fakt ten byl najbardziej strzezona tajemnica panstwowa we Francji.
Swiat dowiedzial sie o istnieniu Mazarine dopiero pod sam koniec jego zycia, w roku 1995. Wtedy to fotoreporter Paris Matcha zlamal niepisana umowe i zrobil zdjecia Mitteranda podrozujacego ze swoja corka do Egiptu. O zyciu prywatnym, o jego drugim domu z Anna Pingeot nie wolno bylo dotad ani pisac ani mowic, choc zwiazek ten trwal co najmniej od 1975 roku. Lewicowi dziennikarze, kochajacy Mitteranda trzymali sie umowy i nigdy, zadna informacja o jego zyciu prywatnym nie przesiaknela do prasy.
Dopiero na pogrzebie, w styczniu 1996 roku, swiat ujrzal dwie rodziny prezydenta razem, zjednoczone nad Jego grobem w Jarnac. Bylo to ich pierwsze spotkanie, Danielle Mitterand, matka dwoch jego synow, Gilberta i Jana Krzysztofa stala obok Anne Pingeot i Mazarine...
A piramida w Luwrze? Dzis juz wiadomo, ze osoba, ktora sprawowala duchowy i merytoryczny nadzor nad pracami byla kochanka Mitteranda.Posiadala wielkie kompetencje, za ktore podziwial ja Mitterand a pracowala jako glowny konserwator innego pieknego muzeum paryskiego, Muzeum d’Orsay.
Francuzi twierdza, ze taka sytuacja moze byc tolerowana jedynie we Francji. Mitterand dopisal sie jedynie do wielowiekowej francuskiej tradycji. Prawie kazdy krol francuski mial kochanki. Chocby Ludwik XV, na ktorego dworze nie krolowala zona, Maria Leszczynska, ale ... Pani de Pompadour...
niedziela, 9 sierpnia 2009
Helena Rubinstein i palac na wyspie St. Ludwika
sobota, 8 sierpnia 2009
A jednak emir Kataru przebuduje Hotel Lambert...
czwartek, 6 sierpnia 2009
Zbieranie skorupiakow na obiad
Wakacje. Przejscie przez Gois. Wyspa Noirmoutier w sierpniu.
Mialo byc w tym roku autentycznie i oryginalnie. A zainspirowala mnie wizyta przyjaciol z Warszawy, ktorzy blagali przez okres pobytu w Paryzu przede wszystkim o "Owoce morza". Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, ich coreczki, po prostu zajadaly sie wszelkiego rodzaju "robakami" przyniesionymi z pobliskiego targu. A wiec wakacje mialy byc przedluzeniem tego morskiego lakomstwa.
Najpierw odkrylismy porte Bonhomme. Miejsce dokad kazdego wieczora dostarczano niesamowite ilosci ostryg i malz. Nic dziwnego, cala wyspa pokryta jest polami na ktorych sie je uprawia. Jedlismy je w ogromnych ilosciach a poniewaz maz sie denerwowal a wiec przejelam role otwieracza ostryg. Przyznam, nie jest to latwe zajecie.W jeden wieczor potrafilam otworzyc 24 i to tych duzych, najwiekszych, "jedynek"!
Ale nie wypada spedzac wakacji w Normoutier i nie wybrac sie na przejscie przez tzw. Gois. Coz to takiego? Otoz Noirmoutier jest wyspa, ktora poddawana jest silnym wplywom ksiezyca dosc, ze sa na niej i do tego porzadne przyplywy i odplywy. Dopoki nie wybudowano mostu, czyli do 1971 roku, jedynym polaczeniem z wyspa bylo przejscie przez droge dostepna jedynie 2 razy na dobe po dwie godziny. Przez pozostala czesc dnia i nocy, droga ta byla zalana 2,5 metrowym poziomem wody.
Dzis ta droga jest przede wszystkim wielka atrakacja turystyczna a takze, ogromna atrakcja gastronomiczna dla Francuzow. Dwie godziny przed najnizszym poziomem morza i dwie godziny po, tlumy slimakojadow wraz z calymi rodzinami, koszykami, grabkami rozmaitej wielkosci wyruszaja na szukanie wszelkiego rodzaju skorupiakow. Nie bede wymieniac tych wszystkich stworzen, ktore zbieraja, dosc, ze zainteresowanie jest tym tzw. "lowieniem pieszo" tak ogromne, ze wladze musialy wprowadzic ograniczenia. Nie wiecej niz dwa, trzy kilo kazdego rodzaju.
O jakie skorupiaki chodzi, nie bede pisac, bo musialabym szukac w polskim wydaniu encyklopedii zwierzat skorupkowych...a polapac sie w tym wszystkim nie latwo.
wtorek, 4 sierpnia 2009
Paryska Opera, ksiaze Walewski i miod...
Gdy wyjezdzalam do Paryza, jedna z moich przyjaciolek westchnela: "Ach, gdybym tak mogla, choc jeden raz w zyciu, odwiedzic Opere Garnier"... Po przyjezdzie do Paryza, przejezdzalismy ktorejs nocy taksowka obok bajecznie oswietlonego budynku o imponujacej architekturze. To byla wlasnie Opera Garnier! Budynek tej Opery stal sie zrodlem inspiracji dla Lloyda Webera do napisania slynnego musicalu "Upior w operze".

