foto

foto
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lutego 2013

"Nędznicy" Anno Domini 2013


Ostrzeżona przez Bee, że przed seansem trzeba się wyposażyć w porcję chusteczek, wyruszyłam w piątek na anglosaską wersję „Nędzników”. Prasa francuska rozpływa się nad tym filmem od kilku dni, szukając nawet w dzisiejszym, realnym świecie ludzi, którzy odpowiadaliby charakterom z dziewiętnastowiecznej powieści Victora Hugo. I okazuje się, że  o współczesnych „nędzników” i ich obrońców w dzisiejszej Francji wcale nie jest tak trudno. Są nimi chociażby Romowie, a obrońcy? Na przykład obecny burmistrz Paryża Bertrand Delanoe, który ostatnio wysunął projekt, aby tuż obok najbardziej snobistycznych klubów tenisowych oraz toru wyścigów konnych Longchamps w Lasku Bulońskim zbudować miejsce postoju dla Cyganów i aby ich dzieci uczęszczały do pobliskich szkół w 16 dzielnicy! O filmie sporo się też ostatnio mówi, gdyż pojawiła się nadzieja, że film ten zgarnie co najmniej kilka nagród podczas niedzielnej ceremonii Oscarów.

Bee napisała znakomitą recenzję z filmowej wersji musicalu, mnie natomiast zainteresowało to, co jeszcze on ze sobą niesie.  Film rozpoczyna się bardzo sugestywnym słowem komentarza, że nareszcie, po wielu latach, we Francji znów zapanował pokój i monarchia. Jest rok 1815. Minęło zaledwie kilkanaście lat od wstrząsu jakim była rewolucja, upadek monarchii, ścięcie głowy Ludwikowi XVI, okresu terroru rewolucyjnego,  wojen i ostatecznego upadku Napoleona.  W Wiedniu podpisano pokój, ale europejscy monarchowie drżą przed Francją i jej rewolucyjnymi ideami, których ze społeczeństwa nie udało się przecież wykrzewić. To "drżenie" znakomicie ilustruje wypowiedź Metternicha, który mówi : „kiedy Paryż kichnie, Europa dostaje kataru”. Francja po kongresie wiedeńskim jest zmęczona, ale przede wszystkim podzielona na zwolenników Republiki, wolności i równości-spadkobierców myśli rewolucyjnych oraz tych, którzy za wszelką cenę chcą utrzymać monarchię, dominację Kościoła i własność. 

Taki jest kontekst powieści Victora Hugo i w filmie widać, że Hooper jest wyraźnie zafascynowany ideałami  wolnościowymi republiki, Francją i Paryżem. Po dwóch stronach barykady stają zwolennicy dwóch porządków, dwóch światów: aparat opresji i utrzymania status quo, którego przedstawicielem jest Javert, (ale który w filmie duszą staje po stronie ludu, gdy na barykadzie zdejmuje z piersi krzyż i kładzie go na piersiach martwego Gavroche'a) a po drugiej stronie,  ofiary starego porządku: Jean Valjean, Fantina, Cosette i ci, którzy z tym starym porządkiem chcą walczyć -Marius i jego koledzy.  

„Nędznicy” w wersji Hoopera, to również hymn na chwałę miasta Paryża, które zrywa się w filmie w 1832 roku i jeszcze wiele, wiele razy w swojej historii... Na jego barykadach  ginie Gavroche, a z jego ścieków Jean Valjean wynosi na plecach  Mariusa. Ale cały film nie miałby takiej siły, nie robiłby na nas takiego wrażenia, gdyby nie finałowa scena, w której cały Paryż zamienia się w jedną wielką barykadę, a na niej, z trójkolorowymi sztandarami w dłoniach stają razem bohaterowie filmu. Paryż republikański, Paryż wolny, Paryż- wzór demokracji dla całej reszty świata.

Czy jest to zwyczajny, porządnie zrobiony kostiumowy musical, czy też chodzi w nim o coś jeszcze? Czy trójkolorowy sztandar powiewający nad barykadą, w dzisiejszej Europie coś jeszcze znaczy?  Francja jest nadal dziś, tak jak w czasach Victora Hugo rozbita na dwa obozy.  Utraciła niegdysiejszy splendor, przestała być dla Europy i dla świata wzorem oszczędności i pracowitości. Krytykowany jest jej rozdmuchany system polityki socjalnej, ochrony zdobyczy socjalnych robotników, władzy związków zawodowych. Przestała być konkurencyjna, jej produkcja przenosi się na wschód Europy albo do Azji. Artyści i sportowcy uciekają przed płaceniem zbyt wysokich podatków. Ale ta anglosaska wersja "Nędzników" przypomina nam, że Francja to również spadkobierca najpiękniejszych idei rewolucji: wolności poglądów, równości, tolerancji, szacunku dla drugiego człowieka. I w filmie Toma Hoopera jest to wyraźnie widoczne.  Bo przecież nie tylko warstwa estetyczna tego filmu jest ważna, ale również jego przepiękne przesłanie. 



niedziela, 27 stycznia 2013

Jak wyzwolono Paryż w dziesięć dni?



Od tygodnia tkwię po uszy w historii Francji okresu drugiej wojny światowej. A to za sprawą Guciamal, która zupełnie niewinnie w komentarzu, przy okazji mojego wpisu z wystawy „Sztuka czasu wojny” napomknęła  o książce Alana Ridinga „A zabawa trwała w najlepsze”- o życiu kulturalnym w okupowanym Paryżu. Czy można pisać o sztuce w okresie wojny, jeśli nie czytało się  tego ważnego opracowania? Nie. Książkę właśnie kończę i obiecuję, że już niedługo o niej napiszę, a dziś kilka zdań na temat dotyczący tego samego okresu, sierpnia 1944 roku i wyzwolenia Paryża.

Zdarzyło mi się, że spacerując ulicami  tego pięknego miasta, zadawałam sobie pytanie, jak to się stało, że uniknęło ono losu Warszawy, że nie zostało przed wycofaniem się Wermachtu zrównane z ziemią? Co się na to złożyło?
Gdy więc przed kilkoma dniami natrafiłam przypadkowo we FNAC-u, na film René Clément'a z 1966 roku „Czy Paryż pali się?” –i przeczytałam na koszulce, że dotyczy on wyzwolenia miasta, zdecydowałam się ten film obejrzeć.  Grają w nim same debiutujące wówczas gwiazdy: Alain Delon, Jean Paul Belmondo, Leslie Caron, Orson Welles, Simone Signoret, Yves Montand…, lecz nie jest to jedynie film fabularny,  ma ambicję dokładnej rekonstrukcji wydarzeń z ostatnich tygodni przed wyzwoleniem miasta, w fabułę wplecione zostały dokumenty z epoki.


Leslie Caron i Alain Delon jako członkowie ruchu oporu w jednej ze scen filmu

Spłakałam się na tym filmie jak bóbr, gdy generał Leclerc, wbrew woli swojej alianckiej hierarchii, wyrusza na pomoc powstańcom, jego czołgi pędzą na Paryż gorąco witane po drodze przez ludność cywilną.  Eisenhower obiecał de Gaulle'owi, że to francuskie oddziały wyzwolą Paryż i tak się stało.  Powstanie warszawskie trwało już wówczas od trzech tygodni, nie doczekało się tak szczęśliwego zakończenia

Jak więc doszło do wyzwolenia Paryża? Akcja filmu rozgrywa się na kilka tygodni przed, ale po 20 lipca 1944 roku, tuż po zamachu na Hitlera oraz po inwazji wojsk alianckich na Normandię. Hitler wzywa do swojej kwatery w Prusach Wschodnich generała von Choltitza i mianuje go gubernatorem Paryża, powtarzając wielokrotnie, że jeśli miałoby dojść do kapitulacji i wyprowadzenia wojsk niemieckich, to Paryż należy spalić, zniszczyć, zrównać z ziemią…


Plac Zgody, scena z filmu "Paryż pali się?"

Minęły wówczas już cztery lata od dnia, w którym Francja, reprezentowana przez marszałka Petaine’a podpisała  haniebne zawieszenie broni, oddając władzę, gospodarkę i kulturę w ręce niemieckich okupantów. Niemcy mieli nieograniczone pełnomocnictwa aby kraść, mordować, wywozić do obozów, wspomagani przez francuską administrację, policję i żandarmerię. Wedle warunków zawartego porozumienia, Francja musiała za to jeszcze słono płacić. W Londynie, generał de Gaulle budował ruch oporu i rząd. I tak minęły cztery lata. 6 czerwca 1944 roku rozpoczęło się lądowanie Aliantów w Normandii. Krok za krokiem, niszcząc obronę niemiecką, armie złożone z wojsk alianckich posuwały się na wschód. Nie było konkretnego planu wchodzenia do Paryża i wyzwalania go. Ale na wieść o ich sukcesach , w strachu, że miasto znajdzie się pod okupacją Aliantów a wreszcie w związku z zamordowaniem (wersja filmowa) kilka dni wcześniej grupy studentów, 15 sierpnia wybuchło w Paryżu powstanie, które postawiło sobie za cel uwolnienie miasta o własnych siłach. A tak na marginesie, może paryskie powstanie było częściowo zainspirowane powstaniem w Warszawie? Na ile powstanie w Warszawie mogło być katalizatorem wydarzeń paryskich? -zupełnie luźno dywaguję.

Yves Montand w filmie "Czy Paryż pali się?"

15 sierpnia strajk rozpoczęli pracownicy Prefektury Policji. Zajęli lokal i zagrozili zbrojnym oparciem każdemu, kto będzie chciał ich stamtąd wyrzucić. Przestały od tego momentu działać komisariaty. Następnego dnia, generał von Choltitz, gubernator Paryża, wezwał ludność Paryża do zachowania spokoju.  Następnie, wstrzymana została dystrybucja gazu, w wielu dzielnicach zabrakło wody. Gestapo ulokowane w hotelu Majestic opuściło Paryż. Po trochu zamknięte zostały wszystkie biura, strajk generalny rozpoczęła poczta, z miasta wyjechał również rząd Vichy i przeniósł się do Nancy. Przestały działać ”gadzinówki” a ruch oporu zaczął wieszać flagi na największych budynkach w mieście. Nie było wody, gazu ani transportu, nie funkcjonowało metro. 19 sierpnia na ulicach toczyły się walki, ale obie strony były wyjątkowo słabo uzbrojone,   nie były to więc regularne walki, ale raczej potyczki. Wszyscy czekali na interwencję Aliantów. Stopniowo, odzyskana została kontrola nad najważniejszymi instytucjami niemieckimi. W mieście pozostał jedynie  sztab wojskowy generała von Choltitza. Ale jak pokazuje w filmie René Clément  Choltitz właściwie nie interweniował, spokojnie czekał na rozwój wydarzeń, wiedział, że uwolnienie Paryża spod okupacji niemieckiej, to już sprawa tylko godzin, może dni…oddał się dobrowolnie w ręce Aliantów, miasta nie zniszczył, chociaż mógł, ale wiedział, że mu się to nie opłaci...


Alain Delon w filmie " Czy Paryż się pali?"

Wybuchają jeszcze gdzie nie gdzie potyczki pomiędzy patrolami niemieckimi i przedstawicielami francuskiego ruchu oporu, ale generalnie, Wermacht się wycofuje.  Trzykolorowa flaga zostaje zawieszona  na ratuszu miejskim i prefekturze policji. Budowane są barykady, trwają bitwy uliczne. 24 sierpnia wieczorem dywizja generała Leclerca wkracza do Paryża i już w nocy dociera do ratusza, gdzie oczekują na niego przedstawiciele Narodowego Komitetu Ruchu Oporu. W środku nocy biją dzwony. Paryż jest wolny. W dziesięć dni.

Dzień później, 25 sierpnia, Polami Elizejskimi będzie defilował generał de Gaulle. To jest obraz, który przejdzie do historii. Powstańcom warszawskim pozostaną jeszcze dwa długie miesiące wal i tragiczny koniec. Aż trudno uciec przed porównaniami.


26 sierpnia 1944 generał de Gaulle defiluje Polami Elizejskimi

To nie były takie same powstania. Jak wynika z filmu „Czy Paryż pali się” opartego na faktach historycznych, w Paryżu, zarówno powstańcy  jak i Niemcy byli  bardzo słabo uzbrojeni, ale przede wszystkim Niemcy nie bronili się z takim uporem i z taką zawziętością jak w Warszawie, czując zbliżanie się frontu z północy. General Von Choltitz, gubernator Paryża nie zamierzał zniszczyć miasta, mimo nakazu Hitlera, ograniczył się do rozmieszczenia materiału wybuchowego pod mostami oraz na kilku najważniejszych obiektach. To nie determinacja ruchu oporu, ani waleczność Francuzów spowodowały, że miasta nie zniszczono. To szczęśliwy zbieg okoliczności. No i to, że Francja znalazła się w innej strefie wpływów, generałowi Leclerc w wyzwalaniu Paryża pomagały wojska amerykańskie. Stalin nie zamierzał się w tę strefę wtrącać. My nie mieliśmy szans.

Odbicie miasta przez ruch oporu i oddział generała Leclerca z rąk niemieckich było determinujące w późniejszej negocjacjach Aliantów. Ale to już zupełnie inna historia. Ja chciałam tylko podzielić się tymi kilkoma, z pewnością niekompletnymi, informacjami dlaczego Paryż pozostał nietknięty, a Warszawa wyglądała po wojnie tak, jak na słynnym zdjęciu Roberta Capy, choć w obu miastach wybuchły, mniej więcej w tym samym czasie, powstania liczące na interwencję wojsk alianckich. Paryż pozostał nietknięty, z Warszawy została kupa gruzu...nie mieliśmy szczęścia.


Robert Capa, kościół Sw. Augustyna Warszawa

niedziela, 11 grudnia 2011

"Lęk wysokości" Bartosza Konopki na festiwalu KinoPolska

Najważniejszy w życiu jest czas bezinteresownie poświęcony drugiej osobie. Miałam wielkie szczęście w dzieciństwie mieć taką osobę blisko mnie, był nią mój ojciec. Spędzałam z nim każdą wolną chwilę wywołując nocami zdjęcia, grając na fortepianie, jeżdżąc na łyżwach, reperując samochody czy majsterkując. Taki czas spędzony razem buduje i daje na całe życie wiarę w siebie. A ponieważ tak jak nie sposób jest oddzielić sztukę od swojego własnego życia, tak samo nie sposób oglądanych dzieł sztuki czy filmów analizować nie myśląc o własnych doświadczeniach.

„Lęk wysokości” Bartosza Konopki, który przedwczoraj obejrzałam na paryskim festiwalu Kinopolska zadedykowany jest „tacie” i oparty na osobistym doświadczeniu realizatora, który przez dwanaście lat zmagał się z chorobą psychiczną ojca. Ale jest pięknym, uniwersalnym, niezwykle wzruszającym obrazem szukania wzajemnej relacji, walki syna o utrzymanie kontaktu z „uciekającym mu” ojcem.

Film rozpoczyna się sceną, w której syn szpera po mieszkaniu ojca, brudnym, zapuszczonym,  nie sprzątanym od wielu lat. Wszędzie walają się tony książek, gazet i śmieci. Czołowe miejsce zajmuje w tej przestrzeni telewizor, do sufitu przymocowane są dziesiątki pilotów, które dyndają na długaśnych sznurkach. Ojciec trafił do szpitala psychiatrycznego gdzieś daleko od Warszawy. Gdy syn zjawia się tam, żeby go odwiedzić, ten nie chce nawet z nim rozmawiać, prosi tylko o przyniesienie mu pary skarpetek „Tylko tyle?”-pyta syn.

Syn jest telewizyjną gwiazdą, nowoczesnym polskim człowiekiem sukcesu mieszkającym na nowo zbudowanym luksusowym osiedlu, z piękną żoną. Ojciec, człowiekiem przegranym, który utracił chęć do życia, który nie potrafi się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć.

Właściwie to od samego początku zastanawiałam się, co się stało, jakie były źródła jego choroby, jego „odstawania”. I właściwie nie musiałam zbyt długo szukać. Bartosz Konopka zrobił wspaniały film o ogromnej przepaści, pomiędzy młodym, ultra dynamicznym, pracującym na swój sukces, dobrze zarabiającym pokoleniem a generacją ich rodziców, żyjących często na finansowym i życiowym marginesie, pokiereszowanych życiem, połamanych doświadczeniami. Nie tylko o chorobie.

Trudno powiedzieć w którym momencie życie ojca Tomka załamało się, mamy na to kilka śladów-zdradzająca żona, rozpad rodziny…ale to tylko tyle. Bartosz Konopka nie wpadł w pułapkę opowiadania o polskiej historii ostatnich lat i chyba lepiej.

Na kilku filmach nagranych w dzieciństwie Tomka widzimy jak ojciec się nim zajmuje, jak razem wspinają się po górach, spędzają razem czas. I dla mnie, to właśnie te szczęśliwe chwile z dzieciństwa,  powodują, że Tomek nie kapituluje przed wszystkimi trudnościami, jakie nie tylko tkwią w nim samym, ale które również na każdym kroku robi mu ojciec, który ucieka z psychiatryka, podpala mieszkanie sąsiadów, barykaduje się, nie mówi…Syn szuka klucza i w końcu, po wielu chaotycznych próbach udaje mu się z nim znaleźć, choćby na jakiś czas, porozumienie.  

Jest w tym filmie scena, w której syn przypadkowo włącza jedną, spośród setek  nagranych przez ojca, kaset wideo. Na ekranie telewizora widać nagle jego własną telewizyjną twarz. Czy ojciec, pozornie obojętny na to, co działo się z synem nagrywał wszystkie jego reportaże?

Po projekcji odbyła się pasjonująca dyskusja z reżyserem filmu Bartoszem Konopką. W Paryżu rozpoczyna się międzynarodowa kariera tego filmu, tu we Francji ma siedzibę dystrybutor. Życzę mu wielu sukcesów, jest lepszy od dziesiątek obrazów, które miałam okazję ostatnio oglądać (między innymi od potwornie nudnej i schematycznej „Rzeźni” Polańskiego. Trzymam kciuki za "Lęk wysokości"!

środa, 12 stycznia 2011

"Kobieta o pięciu słoniach" tlumaczy Dostojewskiego

O pracy tlumacza wiemy zazwyczaj niewiele. Jest to jeden z tych zawodow, ktore pozostaja w cieniu, wykonywane sa niemal w ukryciu. Dlatego tez chwala szwajcarskiemu rezyserowi, Vadimowi Jendreyko,  za to, ze poswiecil „Kobiecie o pieciu sloniach”, Swietlanie Geier, tlumaczce najwiekszych dziel Dostojewskiego  piekny dokument, ktory obejrzalam w sobotni poranek w paryskim kinie Balzac. Choc nie jest to film li tylko o tlumaczeniu.

Dokument ten prawdopodobnie nigdy by nie powstal, gdyby nie wiez, jaka nawiazala sie miedzy szwajcarskim dokumentalista i 87-letnia starsza pania. Zwrocil sie do niej szukajac informacji o Dostojewskim i zaczeli sie regularnie widywac. Podczas tych spotkan narodzil sie pomysl nakrecenia o niej filmu a starsza dama zgodzila sie na filmowanie, tak do konca nie rozumiejac, co moze byc w niej interesujacego.W filmie pada bardzo niewiele slow, czasem jakies pytanie Jendreyki, wiekszosc dokumentu to obrazy z jej codziennego zycia. Obserwujemy jak przygotowuje posilek dla calej rodziny, na wpol zgieta, o siwiutenkich wlosach, pieknej pomarszczonej twarzy i dloniach.  Precyzyjnie szatkuje warzywa,  opowiada o sztuce haftowania, o obrusach, ktore tkala jej babcia, przetykajac biale plotno nicia. „Bo przeciez tekst i tekstylia maja te same korzenie”.Wreszcie seans tlumaczenia. Swietlana Geier opowiada jak opracowuje tekst sama, czyta az do zdarcia kartki a pozniej dyktuje na glos, od lat tej samej maszynistce. I wreszcie, niemieckojezyczny przyjaciel siada naprzeciwko niej w fotelu.  Sluchaja razem kazdej frazy, spieraja sie, ale to ona zawsze na koncu decyduje, jaka ma byc ostateczna wersja. Mimo wieku, jest przekorna i nieustepliwa, rzadko zgadza sie na zmiany.

Swietlana Geier byla przez ponad piecdziesiat lat tlumaczem dziel pisarzy rosyjskich na niemiecki. Ostatnie pietnascie lat spedzila na tlumaczeniu Dostojewskiego. Te piec „sloni”, ktore pojawiaja sie w tytule to Bracia Karamazow, Zbrodnia i kara, Biesy i Idiota. Wyklada je na biurko i liczy...

Z offu rezyser opowiada o dramatycznych losach jej zycia, czasem zatrzymuje sie na dluzej, innym razem unika wnikania w drobiazgi. Urodzila sie w Kijowie. Miala zaledwie szesnascie lat, gdy jej ojciec zostal wywieziony do gulagu. Bity, torturowany, zostaje w koncu jakims szczesliwym zbiegiem okolicznosci wypuszczony z obozu. Przez szesc miesiecy opiekuje sie ojcem, ale na skutek odniesionych ran, ojciec umiera. W dniu w ktorym otrzymuje mature, do Kijowa wchodza Niemcy, witani na Ukrainie przez duza czesc ludnosci jako wyzwoliciele. Swietlana zna swietnie niemiecki, zostaje zatrudniona jako tlumacz u oficera Wermahtu, ksiecia Kerssebrocha. „ Czy slyszala Pani o Babim Jarze, o egzekucjach dokonywanych na Zydach? –pyta w sposob niezwykle dyskretny Jendreyko. Swietlana Geier przyznaje, ze zginela tam jej najlepsza przyjaciolka. Ale temat nie jest juz dalej rozwijany, wyraznie dla obu stron drazliwy. 


Latem 1943 roku juz wiadomo, ze do miasta wejda Rosjanie. Niemcy sie wycofuja, obiecujac jej, ze pomoga w otrzymaniu stypendium Fundacji Humbolta. Wyjezdza do Niemiec, choc poczatki nie sa latwe, trafia najpierw do obozu, podejrzana o szpiegostwo. Wreszcie studia, malzenstwo, rodzina...i renoma na uniwersytetach, gdzie pracuje jako tlumacz jezyka rosyjskiego. „ Tlumaczyc trzeba z wysoko podniesionym nosem” mowi Swietlana Geier w filmie swoim studentkom.

Przez 65 lat nie powrocila na Ukraine „bo po co mialaby tam powracac?”-pyta. Ale w filmie odbywa podroz na Ukraine. Po raz pierwszy. Opatulona w cieple szale, wyrusza  z wnuczka w srodku zimy do miejsc znanych z dziecinstwa. Odwiedza po raz pierwszy grob ojca, ale nie zostaje wpuszczona do rodzinnej daczy.
Tak naprawde, nie wiem co jest w tym filmie najbardziej urzekajace. Piekna postac i osobowosc siwiutkiej, ale pelnej milosci i dobroci babci? Jej niezwykly, trudny los, czy tez poetyka samego dokumentu, w ktorym pada tak malo slow, ale zastepuja je obrazy? Wychodzimy z kina  oczarowani magicznym, fascynujacym i pelnym subtelnego humoru swiatem wielkiej tlumaczki Dostojewskiego.


środa, 10 lutego 2010

Heroiczne zycie Serge Gainsbourge’a

W zaden sposob nie moge pojac, dlaczego biograficzny film o francuskim kompozytorze Serge’u Gainsbourgu nosi podtytul „zycie heroiczne”. Heroizm, w naszym, srodkowoeuropejskim rozumieniu, ogranicza sie do czynow odwaznych, bohaterskich, ale w wypadku Gainsbourge’a...? Chyba, ze w tym wypadku heroizm mamy rozumiec „à la française”, a wiec jako nieposkromiona odwage w zdobywaniu kobiecych serc...

Wszystkim wiadomo, ze Francuzi maja w tej materii dluga i piekna tradycje. Od Franciszka I, obok oficjalnej zony, kazdy krol francuski posiadal spory harem kochanek i naloznic, calkowicie tolerowanych przez lud i kosciol. Pod tym wzgledem, najbardziej „heroiczny” byl chyba Henryk IV, ktory, o ile dobrze licze, mial oficjalnych naloznic trzydziesci trzy! (polecam strone o kochankach krolow francuskich!).

Francja, Francja, slodka Francja...Mieszkaly razem z krolem zony i kochanki a bekarty i dzieci krolewskie czesto chowaly sie razem... Swoboda obyczajowa we Francji, opisywana juz przez Brantôma w „Zywotach pan swowolnych” jest po prostu cecha narodowa.Pisze o tym nieprzypadkowo, gdyz Gainsbourg jest tej tradycji wiernym nasladowca.

 Kazda dorastajaca panienka robi sobie liste cech idealnego mezczyzny. A wiec ma byc przystojny, elegancki, miec piekne rece, romantyczny charakter...Gainsbourg byl brzydki, mial olbrzymi nos, odstajace uszy, byl chudy, mial patykowate nogi a do tego wyjatkowo paskudny charakter, pil na umor, palil piec paczek Gauloisow dziennie a mimo to najpiekniejsze kobiety we Francji padaly przed nimi na kolana...I gdzie tu logika? Co w nim przyciagalo kobiety?

Jak opowiadala o nim ostatnio jego pierwsza zona i przyjaciolka, Elizabeth Levitzky, gdy po raz pierwszy zobaczyla go w Akademii malarstwa Monmartre, naprawde nie wygladal ciekawie „Mial okropny nos, odstajace uszy i byl zle ubrany, ale natychmiast mnie wytropil i regularnie odprowadzal do rodzinnego pensjonatu w ktorym mieszkalam. Ale, ze byl zbyt niesmialy, to nie prosil o nic wiecej. Ktoregos dnia zaprosilam go na kawe, wyjal gitare i zaczal grac piosenki Préverta... peklam. Oczywisicie nigdy nie ujawnil mojego nazwiska w wywiadach, ale to o mnie chodzilo gdy mowil „ siedem razy z rzedu...jak krawczyk”. Oczywiscie ten z bajki.

Byla jego pierwsza zona, ale po niej nadeszly dalsze zwiazki i romanse. Te najslynniejsze, z Brigitte Bardot , Petula Clarke, Juliette Greco, Catherine Deneuve, Isabella Adjani, Françoise Hardy, Michèle Mercier ( Angelika), France Gall czy wreszcie Vanessa Paradis...Lista moze byc oczywiscie duzo dluzsza, ale nie chce zanudzac. Kochanki, przyjaciolki, kobiety dla ktorych komponowal, ktore walczyly, aby napisal dla nich choc jedna, jedyna piosenke. Niczym Pigmalion wyczarowywal z niesmialych mlodych dziewczynek pelne sily i wiary w siebie piosenkarki.

Film jest wiec opowiescia o „heroicznym” zyciu, troche z bajki, mniej z rzeczywistosci. Ale ma forme bajki. Bajki o zydowskim chlopcu, ktory w czasie wojny zaklada zlota gwiazde Dawida na rekaw marynarki i ktory chwali sie, ze ” jesli juz ma rendez-vous, to tylko z ladnymi babkami”.

Piosenka „Je t’aime...moi non plus” spiewana w 1969 roku z Jane Birkin wywolala planetarny skandal. Sluchania jej zakazal w wielu krajach kosciol, co oczywiscie zrobilo mu niesamowita reklame. Mowi sie , ze ta piosenka przyspieszyl albo nawet wywolal rewolucje seksualna we Francji. Byl kontrowersyjny, bezkompromisowy i arogancki.

Zapytalam wczoraj znajomego Francuza, co dla niego w Gainsbourgu jest wazniejsze, jego osobowosc czy tez jego muzyka. Odpowiedzial-„ i jedno i drugie”. Mysle podobnie. Film trzeba obejrzec, Gainsbourg to troche taki francuski Wysocki...a czym bylaby kultura rosyjska bez Wysockiego, tym bylaby Francja bez Gainsbourga.





A oto slowa ( dla uroczej znajomej w Oksfordzie, ktora marzy o nauczeniu sie francuskiego!)

Je t'aime, je t'aime
oh, oui je t'aime!
moi non plus
oh, mon amour...
comme la vague irrésolu

je vais, je vais et je viens
entre tes reins
je vais et je viens
entre tes reins
et je me retiens

je t'aime, je t'aime
oh, oui je t'aime!
moi non plus
oh mon amour...
tu es la vague, moi l'le nue
tu va, tu va et tu viens
entre mes reins
tu vas et tu viens
entre mes reins
et je te rejoins

je t'aime, je t'aime
oh, oui je t'aime!
moi non plus
oh, mon amour...
comme la vague irrésolu
je vais, je vais et je viens
entre tes reins
je vais et je viens
entre tes reins
et je me retiens

tu va, tu va et tu viens
entre mes reins
tu vas et tu viens
entre mes reins
et je te rejoins

je t'aime, je t'aime
oh, oui je t'aime!
moi non plus
oh mon amour...
l'amour physique est sans issue
je vais, je vais et je viens
entre tes reins
je vais et je viens
et je me retiens
Non! Maintenant viens!

środa, 20 stycznia 2010

„Welcome” in France!

Skusilam sie jednak wczoraj na obejrzenie kolejnego filmu. Tym razem moj wybor padl na glosno rozreklamowany w ubieglym roku obraz francuskiej produkcji i o angielskim tytule„Welcome” Philipa Lioret. Troche o tym filmie slyszalam, znalam mniej wiecej historie, wiec przypuszczalam, ze obejrze kolejny francuski melodramat. Bardzo sie pomylilam. Byl to najbardziej zaangazowany spolecznie film jaki widzialam od lat.




Pierwsza scena rozgrywa sie w sklepie. Do supermarketu usiluje wejsc dwoch mezczyzn o ciemnej skorze, nieogolonych, prawdopodobnie uchodzcow z Iraku czy Afganistanu. Ochroniarz zagradza im droge.” Nie wolno, wam nie wolno tu wchodzic”- powtarza, brutalnie wypychajac mezczyzn ze sklepu. Wtraca sie kobieta, wystepujac w obronie mezczyzn. Wtedy z biura wylania sie dyrektor sklepu i krzyczy „Mamy taki nakaz, nie wolno nam ich wpuszczac, rozumie Pani?- Towarzyszacy jej mezczyzna prosi, aby odeszli, nie zwracali uwagi, nie reagowali...” Czy pamietasz, jak to sie konczy, gdy zakazuje sie wejscia do sklepow pewnej grupie ludzi”-pyta go kobieta?






Nastepny obraz rozgrywa sie w porcie w Calais. Grupa uchodzcow czeka w kolejce po darmowa zupe. Marzy  o przedostaniu sie do ziemi obiecanej, do Anglii, liczy pieniadze, ktore trzeba bedzie zaplacic  paserom.  Przemyt nielegalnych uchodzcow odbywa sie ciezarowkami. Sa one sprawdzane przez celnikow aparatami, ktore wykrywaja wewnatrz  pojazdu obecnosc dwutlenku wegla. Aby nie zostac znalezionym przez straz graniczna, trzeba podczas kontroli wstrzymac oddech i schowac glowe w plastikowa torbe.  Ale podczas kontroli siedemnastoletni Bilal nie wytrzymuje bezdechu z torebka na glowie i zaczyna sie dusic. Sluzba graniczna wyciaga wszystkich z samochodu. Trafiaja do obozu. Na reku kazdego zatrzymanego policja wpisuje flamastrem numer sprawy.




Ale Bilal nie daje za wygrana i postanawia przeplynac kanal La Manche wplaw. Tak dochodzi do spotkania z Simonem (Vincent Lindon), nauczycielem plywania. Miedzy mezczyznami zawiazuje sie rodzaj przyjazni. Bilal przychodzi do Simona do domu, nocuje u niego , ale zauwazaja sasiedzi, jeden z nich donosi na Simona na policje. Czemu wienien jest Simon? We Francji pomoc osobom przebywajacym nielegalnie jest karalna.
Trwa wyscig z czasem. Bilal musi jak najszybciej dotrzec do Anglii, jesli mu sie nie uda, jego dziewczyna bedzie musiala poslubic wybranego jej przez ojca mezczyzne. Bilal trenuje, dniami i nocami. Wreszcie wyrusza. Gdy jest juz zaledwie 800 metrow od brzegow Wielkiej Brytanii dostrzega go angielska straz graniczna i zaczyna sie poscig. Bilal nurkuje, stara sie ukryc pod woda...ale policyjna motorowka ma przewage. Jest to scena polowania na ...


Historia opowiedziana w filmie „Welcome” mogla sie wydarzyc w okresie wojny. Simon mogl byc osoba ukrywajaca w swoim mieszkaniu Zydow a we Francji ten rodzaj pomocy jest zakazany. Nie wiem, czy swiadomie, mysle, ze tak, ale kilka obrazow zostalo jakby skopiowanych z "Pianisty". Metody jakimi posluguje sie administracja francuska wobec osob nielegalnie przebywajacych na jej terytorium nie kojarza nam sie najlepiej.  I jeszcze jedno. Pomoc takim osobom jest nielegalna.

Realizacja tego filmu byla pretekstem do zlozenia w parlamencie francuskim projektu zmiany  prawa, ktore karze osoby pomagajace uchodzcom. Ale w czerwcu ubieglego roku parlament francuski taka poprawke odrzucil.


Sprawa nie jest jednak zamknieta. W ubieglym roku film otrzymal nagrode LUX, przyznawana przez parlament europejski obrazom, ktore ilustruja wartosci europejskie. Nagroda ta ma forme pomocy w postaci przetlumaczenia filmow na 23 jezyki Unii Europejskiej. Na poczatku tego roku „Welcome” zostalo tez uznane za najlepszy film przez dziennikarzy akredytowanych w Paryzu.

O Calais i osobach "bez papierow" mozna przeczytac prawie kazdego dnia w codziennej prasie.

niedziela, 17 stycznia 2010

"Biala wstazka" Michaela Haneke czyli o tym jak czlowiek staje sie potworem

Film jest dlugi, mroczny, krecony na czarno-bialej tasmie. Dlaczego jury w Cannes przyznalo akurat temu obrazowi  Zlota Palme? O co tu chodzi?-zastanawiamy sie ogladajac wolno, bardzo wolno rozwijajaca sie akcje...

Mamy rok 1913.  Jestesmy wiec w przededniu wojny, w polnocnych Niemczech, w srodowisku protestanckiej wsi. Przygladajac sie zyciu tej malej spolecznosci , wydaje nam sie, ze ona znakomicie funkcjonuje a to dzieki trzymajacym wszystkich w ryzach czlonkach miejscowej oligarchii do ktorych naleza pastor, lekarz, baron, polozna... I nagle cos sie w tym perfekcyjnie funkcjonujacym zegarku psuje, w wiosce ma miejsce cala seria dziwnych wydarzen. Lekarz wracajac  od pacjenta zaplatuje sie przed wlasnym domem w rozwieszony pomiedzy drzewami sznurek, spada z konia i lamie sobie obojczyk, ktos przywiazuje do drzewa i torturuje dziecko barona a pozniej kalekiego synka poloznej.  Policja przesluchuje mieszkancow, ale  nie udaje sie znalezc winnego. Natomiast akcja filmu rozwija sie i kazda nowa scena daje nam coraz bardziej wyrazny obraz tego co dzieje sie w wiosce.  Obserwujemy pelen okrucienstwa i bezwzglednosci swiat doroslych i swiat dzieci ktore... No wlasnie, jaki jest ten swiat dzieci? Nie jest to swiat szczesliwy. Mnoza sie kary stosowane za drobne przewinienia na dzieciach. Za najmniejsza bzdure, za spoznienie, za zabranie gwizdka, za podniesienie glosu w rozmowie z rowiesnikami - dzieci sa bite, glodzone, naznaczane... Kazda scena przynosi nowe przyklady przemocy, zastraszania nazywanych przez doroslych dyscyplina, uczeniem porzadku i posluszenstwa.

Jak dzieci znosza atmosfere wioski? Czy potrafia sie bronic? Haneke daje nam kilka sladow. Klara, corka pastora, aby zemscic sie za ponizenie jej przed klasa wbija ukochanemu kanarkowi ojca nozyczki w serce.  Syn, ktorego matka umarla uwiedziona przez barona niszczy mu pole z kalafiorami. Czy wiec swoim okrucienstwem dorosli zarazili dzieci? I co znaczy ta biala wstazka...ktora stygmatyzuje sie dzieci za kare?

...I nagle przypominamy sobie, ze gdzies, kiedys, w historii ktos tez zakladal ludziom na rekawy wstazki,   tyle ze z gwiazda...  Juz od ponad 60 lat wszyscy zadajemy sobie to samo pytanie, jak moglo dojsc do tak strasznego okrucienstwa Niemcow epoki Hitlera. Jak czlowiek staje sie potworem?  I o tym jest film Michaela Haneke.


sobota, 16 stycznia 2010

Radu Mihaileanu film o marzeniach

Jesli ktos pamieta czasy komunizmu, to zakocha sie w filmie „Koncert” w rezyserii Radu Mihaileanu. Rezyser mial zaledwie 22 lata, gdy wyjezdzal z Rumunii ale okres ten zdaje sie doskonale pamieta, widac to po kazdej klatce filmu, po kazdym zdaniu scenariusza...

Scenariusz to prawdziwa perelka. Andriej Filipow, szef orkiestry za czasow Brezniewa przeciwstawia sie zwolnieniu artystow pochodzenia zydowskiego i za kare zostaje skazany na prace sprzatacza. Ktoregos dnia, pucujac biuro dyrektora natrafia na fax...od dyrektora teatru Châtelet w Paryzu, ktory to zaprasza za dwa tygodnie orkiestre Balszoj na wystep. W glowie maestra pojawia sie pomysl, aby odnalezc wyrzuconych przed trzydziestoma laty z pracy muzykow, podszyc sie pod orkiestre Balszoj i skorzystac z zaproszenia. Przed jego oczami jawi sie Paryz, Pola Elizejskie, Sekwana...teatr Châtelet i zaczyna marzyc. To tak jakby zycie dawalo mu jeszcze jedna szanse...Dzieki pomocy bylego manadzera, pomysl przeksztalca sie w projekt. Ale narastaja przeszkody nie do pokonania. Do ostatniego momentu nie wiadomo, czy dojdzie do koncertu.
Film opowiada wiec o rewanzu ludzi ktorzy przeciwstawili sie systemowi, czy tez zostali przez ten system zniszczeni. O tych, ktorych system ukaral za odwage czy tez pochodzenie, zlamal zycie, odebral najblizszych, srodki na zycie, prace. Ale nie odebral im godnosci i pasji do muzyki i marzen, ze kiedys uda im sie jeszcze raz rozwinac skrzydla i zagrac przed wielka publicznoscia, wielkiego teatru...

Film tryska humorem, ironia i pomyslami. Wszystko co dzieje sie w tym filmie jest irrealne, tak jak nierealne byly czasy o ktorych opowiada. Czy jeszcze ktos uwierzy, ze wirtuozi Filharmonii narodowej mogliby handlowac kawiorem czy komorkami...?

Film jest cieply, humanistyczny, dajacy nam wiare w siebie - po prostu genialny i mysle, ze wiele osob mysli podobnie. Rzadko zdarza mi sie bywac w kinie na zwyklym seansie, po ktorym ludzie zupelnie spontanicznie bija brawo. A tak bylo w piatek po poludniu w kinie George V na Polach Elizejskich. Wychodzilismy wszyscy z czerwonymi oczami i chusteczkami przy nosie, starajac sie ukryc kapiace z oczu lzy...Ale moze spowodowala to muzyka Czajkowskiego?



Jutro "Biala wstazka"

piątek, 15 stycznia 2010

Okazuje sie, ze soldy moga dotyczyc rowniez filmow! Siec kin UGC i Le Figaro zafundowalo paryskiej publicznosci przeglad najlepszych filmow ubieglego sezonu za promocyjna cene trzech euro(podczas gdy cena biletu kinowego zbliza sie raczej do dziesieciu). Jak wiec z takiej okazji nie skorzystac i nie zrobic sobie przegladu filmow 2009!?

Moj dzisiejszy wybor padl na „Lektora” Nic o tym filmie wczesniej nie wiedzialam, nawet tego, ze gra w nim Kate Winslet, ale skusil mnie sam tytul, nawiazujacy do swiata ksiazek...i nie rozczarowalam sie. W watek zwiazku mlodego, pietnastoletniego chlopca z dojrzala kobieta wplata sie historia lektury. Podczas wizyt u Hanny, chlopiec na jej zyczenie czyta jej godzinami utwory literackie, Homera, Czechowa... poezje. Ich zwiazek nie sprowadza sie jedynie do seksu choc scena inicjacji seksualnej jest jedna z najpiekniejszych scen filmu. Romans trwa zaledwie kilka miesiecy, gdy ktoregos dnia kobieta znika.

Mijaja lata i Michael jest studentem prawa na Uniwersytecie w Heidelbergu i w ramach zajec asystuje przy procesie szesciu kobiet oskarzonych o zbrodnie ludobojstwa podczas pracy jako kapo w Auschwitz. Michael dostrzega, ze na lawie oskarzonych zasiada jego byla kochanka Hanna. Przed oczami przesuwaja mu sie obrazy chwil spedzonych razem. Ale rzeczywistosc jest okrutna. Hanna zostaje skazana na dozywocie. Michael uklada sobie zycie z kolezanka ze studiow, rodzi mu sie corka, ale nie jest szczesliwy i dosc szybko sie rozwodzi. Wtedy to wpada na pomysl jak nawiazac z nia kontakt i zaczyna dla niej nagrywac kasety z tekstami ksiazek. Staje sie to jego pasja, w czytanie ksiazek dla Hanny wklada cala swoja dusze...Wysyla je do wiezienia. Hanna slucha kaset i to wlasnie utrzymuje ja przy zyciu, w wiezieniu uczy sie tez czytac i pisac.. W dniu, w ktorym Michael przyjezdza odebrac ja z wiezienia, Hanna popelnia samobojstwo...

David Hare napisal scenariusz na podstawie powiesci niemieckiego profesora prawa i powiesciopisarza, Bernharda Schlinka
. Stad tez byc moze jednym z najwazniejszych watkow filmu staje sie kwestia kwestia odpowiedzialnosci prawnej i moralnej za zbrodnie nazistowskie. Dlaczego, co powodowalo, ze ludzie angazowali sie do SS? Czy wiedzieli jaki rodzaj pracy przyjdzie im wykonywac? Kolejna kwestia jest problem kary i przebaczenia. O karze i przebaczeniu wiele mowi opiekujacy sie grupa mlodych prawnikow profesor. Film odnosi sie rowniez krytycznie do trybunalu, ktory moze wydac na czlowieka wyrok zgodny z prawem, ale niekoniecznie sprawiedliwy. W „Lektorze” wyrok zapada na podstawie falszywych zeznan i niekompletnej informacji. Hanna nie mogla napisac raportu, ktory stal sie waznym elementem oskarzenia...bo nie potrafila pisac. Mozna przypuszaczac, ze w tej historii jest sporo z biografii Schlinka, ktory podobnie jak Michael studiowal prawo na uniwersytecie w Heidelbergu.

Czy autobiograficzna jest rowniez historia zwiazku mlodego chlopca z dojrzala kobieta? Gdy Michael wywozi swoja corke na grob Hanny, opowiada jej o najwazniejszej rzeczy jaka spotkala go w zyciu, o milosci do Hanny.
Jest to tez film dla nieopamietanych milosnikow slowa drukowanego. W erze wszelkiego rodzaju „suportow” elektronicznych, milosc budowana na czytaniu slowa drukowanego wydaje nam sie nie z tej, ale jakzez pieknej epoki!


Jutro „Koncert” w rezyserii Radu Mihaileanu