foto

foto

piątek, 21 listopada 2014

Pałac księcia de Lauzun i konfitury z haszyszu

Sala muzyczna Hotelu Lauzun
Odwiedziłam wczoraj jeden z najpiękniejszych i najstarszych pałaców w Paryżu-Hotel de Lauzun na wyspie Sw. Ludwika. Powstał on, podobnie jak Hotel Lambert, w połowie XVII wieku. Uniknął szczęśliwie wyburzenia przez Haussmanna, podobnie jak inne szacowne budynki na wyspie Sw. Ludwika i przetrwał w dobrym stanie do dziś. Zmieniał co prawda często właścicieli, ale miał też dużo szczęścia, bo na początku XX wieku stał się własnością państwa francuskiego. Zachowało się więc XVII-wieczne wyposażenie wnętrz, freski na sufitach malowanych przez Le Bruna i oryginalne, rustykalne  belki sufitu. Uchował się też bajeczny salon muzyczny z loggią dla muzyków i ozdobione drewnianymi boazeriami ściany.  Dziś odbywają się tam oficjalne przyjęcia i podejmowane są głowy państw. W Hotelu Lauzun gościła królowa Anglii.

Ale ten przepiękny zabytek przeszedł go historii nie tylko dlatego, że zachwyca. Przez kilka lat, był on miejscem w którym spotykali się członkowie „Klubu palaczy haszyszu”, a należała do niego, elita artystyczna i naukowa romantycznego Paryża: Charles Baudelaire, Teofil Gautier, Honoré de Balzac bywali także Eugene Delacroix, Gerard de Nerval, Gustave Flaubert czy Alexander Dumas-same sławy!

Klubem zarządzał doktor Moreau, który po podróżach po Syrii, Turcji i Azji mniejszej postanowił osiąść w Paryżu i przebadać wpływ haszyszu i opium na system nerwowy człowieka. Potrzebni mu byli pacjenci. Założył więc klub, do którego zapraszał chętnych spróbowania egzotycznych konfitur z haszyszu, które sam preparował nazywając je „dawamesk”. 

 W ich skład wchodziły, oprócz haszyszu, takie specjały jak miód, mąka z orzeszków pistacjowych czy też migdałów i pasta na bazie oleju albo masła.
Jak ten konfiturowy haszysz spożywano? Otóż brano na łyżkę 30 gramową porcję, rozpuszczano ją w kawie albo nie i degustowano. Po zjedzeniu tej słodkości, goście doktora Moreau popadali  ponoć w euforię, niektórzy mieli nawet nieprzyjemne halucynacje. Jednym ten przysmak smakował, tak że nie mogli się bez niego później obyć, inni uważali, że niepotrzebne im są silne wrażenia i odmawiali doktorowi Moreau udziału w eksperymentach. Po kilku doświadczeniach zrezygnował z bywania w Hotelu Lauzun Gautier, ale opisał swój pierwszy raz.
„Pewnego grudniowego wieczoru, akceptując tajemnicze zaproszenie, zredagowane w formie bardzo enigmatycznej dla uczestników a zupełnie niezrozumiałej dla innych, zjawiłem się w odlegle położonej dzielnicy,  oazie samotności oddalonej od centrum Paryża, gdzie rzeka, obejmując wyspę z dwóch stron sprawia wrażenie jakby broniła tego miejsca przed zakusami cywilizacji, w bardzo starym domu na wyspie Sw. Ludwika, pałacu Pimodan wybudowanym przez Lauzuna, w którym ten dziwny klub, którego byłem członkiem, spotykał się raz w miesiącu”

Gdybyście chcieli przeczytać więcej o słynnym Klubie, to wspomniany Teofil Gautier poświęcił jednemu z wieczorów nowelkę zatytułowaną „Klub haszyszu”.
Jej bohater zostaje zaproszony do hotelu Pimodana przez lekarza, aby wziąć udział w dziwnym doświadczeniu. W luksusowych wnętrzach gościom serwuje się przed daniem głównym haszysz w formie zielonkawej pasty. Następnie opisywane są dziwne i fantastyczne doznania jakie stają się udziałem gości. Dla niektórych dość koszmarne. Przed końcem wieczoru goście wracają „do siebie”. O doświadczeniach w hotelu Lauzuna pisał również Baudelaire w „Sztucznych rajach”.
Doktor Moreau przeszedł do historii jako znakomity badacz wpływu narkotyków na system nerwowy człowieka.

A Hotel Lauzun?  Spacerując nad brzegiem Sekwany, można go z zewnątrz nawet nie zauważyć: jego fasada jest skromna, zimna i właściwie niczym nie ozdobiona. Uwagę zwraca jedynie przepiękny balkon, na którym kiedyś czuwał doktor Moreau, aby jego goście, pod wpływem haszyszu z niego nie wypadli.

Widok z balkonu Hotelu Lauzun na panoramę Marais
Belkowany, rustykalny XVII-wieczny sufit

Malowane boazerie

Diana i Endymiom, przypisywane Le Brunowi

Intrygujące tajemnicze przejścia



Rzeźba Minerwy na klatce schodowej

Cztery pomieszczenia w amfiladzie


Foyer salonu muzycznego
Salon z loggią dla muzyków
Wspaniały widok na Sekwanę i Marais


11 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o pałacu de Lauzun i widzę, że dużo mnie z tego powodu ominęło! Na zdjęciach widać, że to naprawdę wspaniałe miejsce. Nigdy nie słyszałam też o Klubie palaczy haszyszu, ale obecność tam Alexandra Dumasa zdecydowanie mnie nie dziwi - zachwyty hrabiego Monte Christo nad haszyszem nie mogły być przypadkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż za wspaniały komentarz! Właśnie taki był mój cel-żeby może ktoś zauważył w dziełach mistrzów wpływ owego Klubu palaczy haszyszu. Mam wrażenie, że na każdym jego bywalcu pozostawił jakiś ślad. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne miejsce, z pewnością mijałam je wielokrotnie nie mając najmniejszego pojęcia o tej "oazie samotności oddalonej od centrum Paryża". Mój system nerwowy cierpi, nawet bez użycia owej zdumiewającej zielonej pasty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czegóż to może więc cierpieć? Może od innego rodzaju używek?:)

      Usuń
    2. Pytaj raczej nie 'od czegóż to' tylko 'dlaczegóź to'. A dlategoż to, że nigdy tam nie weszłam i nie dane mi było wszystkich tych cudów nieprzebranych widzieć na własne oczy. Żal, którego i ew. używki nie utulą :)

      Usuń
  4. Holly, kapitalne zdjęcie złoto-czarnej balustrady balkonu na tle jesiennych drzew w podobnej kolorystyce! Kunszt człowieka współgra z naturalnym pięknem.
    Dzięki wielkie za rozkoszną wycieczkę po Hotel de Lauzun. Ach te sztukaterie, malowidła, meble! Widziałam sporo francuskich pałaców, a wciąż mi mało :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie na to samo zwróciłam uwagę:) Pozłacany balkon i złote liście na drzewach...Prawdę mówiąc ochota na obejrzenie tego miejsca była związana z wyobrażeniem sobie, że może podobnie albo tak samo wygląda Hotel Lambert, którego już nigdy, ale to przenigdy nie zobaczymy od wewnątrz a i z zewnątrz ciągle jeszcze przykryty jest tylko rusztowaniami...Nie, Hotel Lambert był dużo większy i jeszcze piękniejszy chociaż oba budynki zostały zbudowane w tym samym czasie. Może najbardziej niezwykłe jest jednak to, że wszystko się tak wspaniale zachowało przez blisko 400 lat!

    OdpowiedzUsuń
  6. wow! dzięki Tobie poczułam się jakbym tam była :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wirtualnie byłaś:) Dzięki!

      Usuń
  7. Mnie przypadł najbardziej do gustu salonik muzyczny i foyer salonu. Miło byłoby posłuchać tam jakiegoś koncertu. Ciekawa historia. O hotelu nie miałam pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Guciu,
      Jako osoba dużo czytająca, pewnie natkniesz się nie raz na aluzje pisarzy do tego miejsca. Na przykład Balzac, w listach do pani Hańskiej napisał, że przez "dwadzieścia lat schodził schodami Pimodana" (ówczesnego właściciela Hotelu). Ciekawe, czy o doświadczeniach doktora Moreau wiedział Witkacy pisząc swoje "Narkotyki. Niemyte dusze". Nie wiem, ilu lat potrzeba, żeby poznać wszystkie tajemnice tego miasta:)

      Usuń