W drodze do stacji metra, które
miało mnie zawieźć na przestawienie Krystiana Lupy minęłam dwóch znajomych
żebraków. Pierwszy stoi tam codziennie, młody mężczyzna, Francuz, ma na imię Cedric. Pod sklepem Monoprix- kobieta- nie wiem, nigdy nie pytałam skąd jest. W metrze, w „trójce”, w którą wsiadam przy placu Pereire - jeszcze jeden. Jak to się dzieje, że któregoś
dnia podwinęła im się noga, zaciął się mechanizm, przestali przystawać do
naoliwionego, sprawnie działającego społecznego zegarka, wypadli z obiegu
życia? Nigdy nie miałam odwagi, aby im to pytanie postawić, bo czyż mam do tego prawo? Gdy gasną światła, i
ukazuje się pierwsza scena „Poczekalni” ,szwedzkiego pisarza Larsa Norena w reżyserii Krystiana Lupy, mam wrażenie, jakby znaleźli się na niej wszyscy
moi uliczni bohaterowie, jakbym zeszła do opuszczonych podziemi paryskiego metra lub parkingu, te same materace,
barłogi sklecone ze starych szmat, grafitti na murach lochu.
Na scenie młoda dziewczyna wstrzykuje swojemu chłopakowi heroinę. On się na nią wścieka a ona, z ciepłem i matczynym spokojem „robi mu dobrze”, uspakaja, przytula do siebie. Później do tego podziemnego niby-azylu, niby-raju wkraczają tacy sami jak oni „nieprzystosowani”: na wpół obłąkany filozof, piękna dziewczyna-poetka, która wydała dwa tomiki wierszy, ale którą rodzina zamknęła w azylu psychiatrycznym, bezdomni, bezrobotni, psychotycy…
Znajdujemy się podziemnym świecie piętnaściorga młodych ludzi, którzy na naszym oczach opowiadają, snując monologi, swoją traumę. Z ekranów nad sceną płyną, "niczym freudowski wolny strumień świadomości"ich wspomnienia z życia "na górze". Każdy z osobna opowiada o bólu, o okaleczającej przeszłości. Jest tylko klimat życia, żadnej akcji.
Krystian Lupa napisał w programie
„To, co nas fascynowało, to zjawisko azylu, to znaczy miejsca do którego są
wyrzucani ludzie, w których tkwi pewien rodzaj niemocy uniemożliwiający im życiową walkę, dlatego też nie są oni akceptowani. A w tym
miejscu, odnajdują pozwolenie na życie. To „na dnie”, jest rodzajem raju, gdzie można żyć i być coś wartym.
Poczekalnia Krystiana Lupy to niezwykły,
piękny i ważny spektakl. Z wielu względów. Może zacznę od niezwykłej odwagi
starego mistrza, który nie boi się ekstremalnych środków, uzasadnionych i genialnie
pokazanych. Nie powiem zagranych, bo nie odniosłam wrażenia, że aktorzy w
którymkolwiek momencie grają. Raczej są, całą swoją osobą, umysłem, zachowaniem
i ciałem postaciami ze sztuki Larsa Norena. Nie ma w nich żadnej głupiej pruderii, żadnych zahamowań.
Pod drugie, ponieważ nie boi się
forsowania własnego języka teatralnego, który jest surowy, twardy, brutalny, ale
to jest jedyny język, którym można opisać dzisiejszy świat.
Ponieważ dotyczy sytuacji młodzieży, ich beznadziei, kompletnego zagubienia i najczęściej nawet trudnej do uchwycenia chwili, gdy przechodzi sie na drugą stronę "lustra"
Trzeba koniecznie obejrzeć „Poczekalnię” Krystiana Lupy. „To przedstawienie to
cud”-napisał francuski krytyk teatralny a ja chętnie bym się pod taką oceną
podpisała. Bo my też przecież żyjemy w "poczekalni". Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiemy.