foto

foto

piątek, 8 lipca 2016

Niezwykła historia obrazu Renoira

August Renoir, Mała Irenka
Ilekroć zaglądam do muzeum Nissima de Camondo w 8 dzielnicy Paryża, zatrzymuję się w małej salce na drugim piętrze. Wyświetlany jest tam dokument o tragicznej historii dynastii de Camondo, której ostatni przedstawiciele zginęli w obozie w Auschwitz. W pierwszej wojnie światowej stracił życie na froncie przystojny Nissim, któremu ojciec po stracie syna zadedykował muzeum, w 1935 zmarł sam Mojżesz, a w obozie w Auschwitz zginęli jego córka Beatrice z mężem Leonem Reinachem i dwoje wnucząt.  Wojnę przeżyła jedynie była żona Mojżesza, piękna Irena z domu Cahen d'Anvers, której portret, namalowany przez Renoira, ma niezwykłą i moim zdaniem wartą opowiedzenia historię.

Obraz przedstawia ośmioletnią dziewczynkę o długich, rudych włosach spiętych niebieską wstążką. Artysta namalował ją z półprofilu, w sukience z żabotem i koronkami. Irena ma na tym portrecie delikatne rysy twarzy, nieduży nos i patrzy przed siebie, opierając grzecznie dłonie na kolanach. Obraz nie spodobał się ani rodzinie Cahenów, ani samej Irenie, spóźniano się nawet z zapłatą.

Przez wiele lat portret Ireny przechowywała jej matka, Luiza Morpurgo, aby podarować go wnuczce, Beatrice. Gdy nastała wojna i okupacja Francji,  zbiory sztuki francuskiej, zwłaszcza należące do bogatych rodzin żydowskich były masowo rabowane i wywożone do Niemiec. Portret Ireny został ukryty wraz z innymi dziełami sztuki  w zamku Chambord.  Ale na ślad ukrytych zbiorów natrafili Niemcy i wywieźli obraz do prywatnej kolekcji Goebellsa. Stamtąd obraz trafia w ręce szwajcarskiego producenta sprzętu wojskowego, produkującego dla Wermachtu, Emila Buhrle.

Na kradzież obrazu nie godzi się Leon Reinach. Pisze listy do Rzeszy, domaga się zwrotu dzieła. W odpowiedzi, mimo zasług wuja (Izaaka), ojca (Mojżesza) i brata (Nissima), Beatrice zostaje zatrzymana przez policję francuską, wywieziona do obozu przejściowego w Drancy a później do Auschwitz. Tam ginie wraz z całą rodziną. Historycy wysuwają tezę, że gdyby Leon Reinach nie upominał się o obraz, gdyby siedział z rodziną w czasie wojny cicho, to może udałoby im się przeżyć wojnę. Przeżyła ją natomiast Irena, która porzuciła męża dla włoskiego księcia Sampieri i przeszła na katolicyzm.

W 1947 roku zorganizowana zostaje wystawa dzieł sztuki zagrabionych przez Niemcy. Irena rozpoznaje na niej swój portret namalowany w dzieciństwie przez Renoira. Domaga się zwrotu i obraz do niej wraca, ale  Irena potrzebuje pieniędzy i postanawia go odsprzedać. Wówczas zgłasza się do niej Emil Buhrle, ten sam , który kupił obraz od Niemców w okresie wojny. Transakcja zostaje zawarta i obraz wraca do Zurychu, do kolekcjonera, na którym przez cały okres powojenny ciąży zarzut kupowania za bezcen obrazów zagrabionych Żydom wywożonym do obozów koncentracyjnych. 

I jeszcze jedno małe post scriptum związane z historią rodziny Ireny- Cahen d'Anvers. Zaledwie 40 minut drogi samochodem z Paryża, w Champs-sur-Marne znajduje się zamek, który rodzice Ireny kupili w 1895 roku. Pałac w Champs-sur-Marne, symbol  francuskiej kultury klasycznej, zbudowany za czasów Ludwika XIV otaczają 85 hektary wspaniałego ogrodu. W XVIII wieku zasłynął dzięki znakomitym lokatorom: mieszkała w nim markiza de Pompadour, odwiedzali- najsłynniejsi filozofowie francuskiego oświecenia: Wolter, Diderot i d’Alembert.

Zamek w Champs-sur- Marnes, przekazany państwu francuskiemu przez rodzinę Cahen d'Anvers


Widok z okna na 85 hektarową posiadłość
Odnowiony i wspaniale umeblowany zamek rodzina Cahen d’Anvers przekazała w 1935 roku państwu francuskiemu pod warunkiem, że pracę zachowa 63 zatrudnionych w posiadłości ogrodników, 11 łowczych oraz około pięćdziesięciu osób pracujących na fermie. Po wojnie, spadkobiercy rodziny Cahen d’Anvers niejednokrotnie organizowali w zamku wesela i przyjęcia. „Zagrał” on również w kilkudziesięciu słynnych filmach francuskich, na przykład w „Niebezpiecznych związkach”,  „Marii Antoinette” Zofii Coppoli czy „Vatelu” Rolanda Joffe.
Dziś, jak udało mi się zauważyć, park służy przede wszystkim wszystkim biegającym oraz rodzinom z dziećmi, to cudowna oaza ciszy i spokoju a sam zamek jest świadectwem życia francuskiej arystokracji i muzeum sztuki XVIII wieku.


XVIII-wieczne wnętrza zamku z meblami z epoki

Jedna z sal zamku

Zabytkowy kominek z różowego marmuru

łazienka





Ogród kwiatowy w stylu angielskim

Park otaczający zamek to oaza ciszy i spokoju 



7 komentarzy:

  1. W posiadłości Champs-sur-Marne byłam latem ubiegłego roku i zebrałam sporo materiału do blogowego posta. Niestety Champs-sur-Marne wciąż czeka w kolejce tak jak wiele innych ciekawych miejsc.
    O muzeum Nissima de Camondo piszesz nie pierwszy raz. Wpadnę tam pod koniec lipca, zaciekawiona Twoimi opowieściami no i historią Ireny...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Jest to jedno z moich ulubionych paryskich muzeów, a ponadto, rodzina de Camondo ciągle gdzieś mi się pojawia w lekturach. Pozdrawiam również serdecznie:)

      Usuń
  2. Nigdy nie słyszałam o tej posiadłości i bardzo się cieszę, że dowiedziałam się o niej dzięki Tobie - kiedy będę w Paryżu, na pewno będę o niej pamiętać, bo uwielbiam architekturę i wystrój wnętrz tamtego okresu :) Swoją drogą zastanawia mnie - czy nie wiesz może, dlaczego właściwie ten portret nie spodobał się rodzinie Cahenów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę swoje trzy grosze Gabrielo.
      Dojazd do posiadłości Champs-sur-Marne jest dość skomplikowany, ale to na pewno Cię nie zniechęci.
      A poza tym jesteś autorką bardzo ciekawego bloga. Gratuluję pasji jaką jest jest historia mody i obyczajów w XVIII-wiecznej Francji.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Nie, nie wiem dlaczego, ale wiadomo, że Renoir był, o ile pamiętam, obrażony i nie pocieszony gdyż robił portrety w wielu innych paryskich domach i miał już renomę. O ile pamiętam, został wynagrodzony sowicie, ale i rodzina Cahenów należy wówczas do jednej z najbogatszych.

      Usuń
    3. Ewo, dziękuję oczywiście za sugestie dotyczące bloga Gabrieli, z wielką przyjemnością poczytam.

      Usuń
  3. Niezwykla historia obrazu. Też zastanowiło mnie, dlaczego portret się nie spodobał, dla mnie jest przekroczy, ale może chodziło o nową technikę malowania.

    OdpowiedzUsuń