foto

foto
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Picasso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Picasso. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lipca 2011

Antibes czyli wakacje w cieniu Picassa

Pociąg kołysze się rytmicznie po szynach. Nie czuć szybkości, choć jestem pewna że momentami pędzimy 300 km na godzinę. Nawet nie warto wyglądać przez okno. Krajobrazy migają. Nie widać ani słoneczników, ani lawendowych pól, ale o tym, że zmierzamy na południe świadczy rozjaśniające się z każdym kilometrem niebo. Chmury robią się coraz rzadsze, lżejsze, zmienia się ich struktura aż wreszcie zupełnie znikają za horyzontem.
Pierwsza stacja- Avignon. Długowłosi artyści opuszczają wagon. Trwa festiwal. My jedziemy dalej, pociąg coraz bardziej zwalnia…w okolicach Marsylii dostrzec można już pierwszy skrawek lazurowego morza i pierwsze palmy. Dwie godziny później pociąg zatrzyma się na stacji Antibes. Dlaczego właśnie tu? Właściwie to tak do końca nie wiem, ale na pomysł wyprawy na południe na pewno miał wpływ  blog mieszkającej w tym regionie Francji Katasi. Zaraziła, porwała, przekonała, że miejsce jest piękne i na pewno warte odwiedzenia. Uwierzyłam.


Na dworcu w Antibes zabrakło taksowek. Toczymy walizki w stronę Starego Miasta. Nasze locum mieści się w jednym z domów wplecionych w mury obronne otaczające miasto. Na trzech poziomach, z widokiem na morze. W starych murach. W domu artystki. W pierwszych chwilach jesteśmy oszołomieni znalezieniem się nagle w królestwie sztuki, właścicielka specjalizuje się w kolażach i czarno-białej fotografice. Dom jest pełen starych książek, urządzony z wielkim smakiem. Średniowieczne kościelne rzeźby stoją na  nowoczesnym stoliku naszego pokoju. Na ścianach barokowe malarstwo miesza się z czarno-biała fotografiką. Stare lustra sąsiadują z  nowoczesną grafiką. Za oknem dominuje lazur wody. Gdzieniegdzie na horyzoncie kolebią się łódki przypominające bardziej podwodne łodzie niż jachty.

 Wąskie uliczki miasteczka przypominają nam te widziane w Perigord, w Sarlat, z zagęszczonym tłumem letnich podróżników. Wieczorem miasteczko Antibes popada w kulinarne szaleństwo niczym u Rabelais’ego. Tłumy oblegają wszystkie restauracje. Trzy kroki od domu znajduje się prowansalski targ, pachnie lawenda i oliwki. Stoiska z tysiącami serów i pokrytymi zielonymi liśćmi cytrynami. Nikt się nie spieszy, nie przepycha, nie pędzi do metra…
Ale to, co mnie najbardziej intryguje, to uśmiech. W restauracji, na targu, na ulicy. Ludzie do siebie mówią, są serdeczni, pytają i czekają na odpowiedź. Reakcje, od których już się odzwyczaiłam w Paryżu. Miasteczko ma zupełnie inny klimat niż poznane przed laty snobistyczne Saint Tropez, które zniechęciło mnie do brzegow Morza Śródziemnego na długo.

Dom, w którym zamieszkaliśmy mieści się na spacerowym szlaku, między niegdysiejszą siedzibą malarza Nicolasa de Stael i pałacem Grimaldich, gdzie tuż po wojnie otrzymał od miasta swoją pracownię Pablo Picasso i gdzie dziś mieści się jego muzeum. Mamy wiec przed oknami pielgrzymki, zwłaszcza, że rośnie tu też ogromnych rozmiarów kaktus, intrygując swoja urodą przechodniów.


 Pobyt Picassa w Antibes to chyba największa atrakcja tego sennego nadmorskiego miasteczka. Nie był tu długo, zaledwie kilka tygodni, ale pozostawił po sobie ślad, z którego miasto jest dumne.

Muzeum mieści się nad sama wodą, w starym zamku ocalonym od zagłady przez profesora greki i łaciny, który wyszukując w wykopaliskach greckich i rzymskich pamiątek o życiu przodków  mieszkańców greckiego Antypolis (i stad nazwa!) postanowił swoje zdobycze wyeksponować. Został tego nowopowstałego muzeum kustoszem. I gdy krążący po okolicy słynny już wówczas Picasso został poproszony przez starego znajomego, polskiego rzeźbiarza i fotografika Michała Smajewskiego o przekazanie Muzeum jednej ze swoich prac, ten wyjawił mu, że zawsze marzył o tym, aby państwo dało mu jakieś duże miejsce do malowania. Dor de La Souchere, kustosz zamku Grimaldich okazji posiadania u siebie mistrza nie przegapił i tak za jego zgodą, zainstalował dla Picassa atelier w starym zamku. Opiekunem i fotografem mistrza  został wspomniany już Polak, Michel Smajewski znany jako Michel Sima. Michel Sima został nadwornym fotografem mistrza i wieczorową porą odwiedzał go w pracowni i rejestrował postępy artysty. Zrobił sporo niezwykłych zdjęć malarza.


Nie jestem wielkim fanem Picassa, ale prace, które podarował muzeum, pokazywane w miejscu, w którym powstały, ma swój niezwykły, niecodzienny urok. Chociażby rysunek kozy, symbolu płodności u Greków, ukochanego zwierzęcia Picassa. Ponoć jego własna, żyjąca z nim w Cannes miała na imię Esmeralda. Albo płótno noszące tytuł „Radości życia” namalowane w Antybach, wibrujące energią. Picasso był wówczas w swoim szczęśliwym okresie życia, żył w związku z młodziutką Francoise Gilon, która w maju roku następnego powiła mu syna Claude’a.



Wreszcie, z muzeum Picassa roztacza się niezwykły widok, na drzemiące w oddali jachty, na cypel z sosnami w kształcie parasola. Widok od którego nie można oderwać wzroku…ech piękne te wakacje w cieniu Picassa…i gorace!


piątek, 27 maja 2011

Czy afera DSK to wina francuskiego libertynizmu?

Nie sposób pisać bloga z Paryża i nie wspomnieć o szoku, w jakim żyje od kilkunastu dni Francja, wywołanym domniemaną agresją seksualną szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego i kandydata na prezydenta Francji z ramienia socjalistów Dominique’a Strauss Kahna na hotelowej pokojówce. Spędziłam ubiegły weekend w Warszawie, i dało się odczuć, że w Polsce mało kogo ta sprawa obchodzi, ani my nie jesteśmy klientami MFW ani Francja nie jest obiektem naszych pasji.

Ale z paryskiego okna sprawa wygląda nieco inaczej i trudno być tak całkowicie na traumę francuską obojętnym. Z góry mówię, że trudno obie sytuacje porównywać, ale skala szoku jakiego doznała Francja jest porównywalna do katastrofy smoleńskiej w Polsce. Nie ma co prawda ofiar śmiertelnych, ale Francja straciła prezydenta, ale nie tylko jego, ale narodową godność , honor a przynajmniej tak odczuwało się to we Francji gdy w telewizjach na całym świecie pokazał się niedoszły francuski prezydent w kajdankach na rękach w drodze do nowojorskiego więzienia dla kryminalistów. DSK, z którego Francja była naprawdę bardzo dumna, chociażby dlatego, że przewodniczył najważniejszej na świecie instytucji finansowej, miał niewątpliwie charyzmę, był kompetentny , w niego wierzono.

Popierało go, jak wynikało z sondaży, 60 proc. społeczeństwa. W zasadzie urząd prezydencki miał w kieszeni a tu nagle, w przeciągu kilku minut stracił absolutnie wszystko..
O sprawie DSK piszą od dziesięciu dni wszystkie francuskie gazety, nie przestaje nadawać na ten temat radio i telewizja-najczęściej komentatorzy przekrzykują się w oskarżeniach o tym, „kto wiedział i dlaczego nie powiedział”. Temat ten przesłonił naprawdę wszystkie inne wydarzenia i nie należy się temu dziwić.

Zatrzymanie DSK na lotnisku w Nowym Jorku, pokazanie go w kajdankach i przetrzymywanie w ciężkim więzieniu wywołało we Francji oburzenie, bo przecież, krzyczą wszyscy, łącznie z największymi autorytetami moralnymi, istnieje domniemanie niewinności!-termin ten słyszy się wszędzie, bez przerwy, tak jakby Francuzi nie chcieli uwierzyć, że to jest jednak możliwe. A przecież doskonale wiedzieli. Było tajemnica poliszynela, ze DSK jest, jak to się u nas mówi, podrywaczem, i że żadnej urodziwej pannie nie przepuści . Wszyscy znany ten rodzaju mężczyzn. We Francji, ze względów historycznych, tradycji libertyńskiej tego rodzaju zachowania są dość mocno tolerowane. I być może we Francji uszło by mu to bezkarnie albo za odpowiednia rekompensatą by się z tego wywinął, ale nie w Stanach Zjednoczonych. Skądinąd taki był główny argument wszystkich obrońców, bo przecież u nas...

Jakiś rok temu DSK został zaproszony do radia francuskiego France Inter. Znakomity satyryk, Stephane Guillon, zrobił wówczas na te okazję rewelacyjny humorystyczny program emitowany przed spotkaniem z szefem MFW, w którym naśmiewał się z seksualnego apetytu francuskiego socjalisty. Był jeszcze dziennikarz Liberation, Jean Quatremer, który podczas wyborów DSK na szefa MFW wprost powiedział wprost, że jego jedynym problemem jest apetyt na kobiety…

Cala sprawę obserwuję na co dzień czytając prasę i śledząc wydarzenia we francuskiej telewizji. To, co najbardziej zaskakuje, to całkowite negowanie wydarzen i domniemanej winy DSK, zarówno przez lewicę jak i prawicę. Tak jakby nie chciało się przyjąć do wiadomości, że fakt ten może okazać się prawdą. Druga ciekawa rzecz, to brak jakiegokolwiek współczucia dla ofiary, którą teraz będzie nagabywać armia detektywów, adwokatów, i szukać, grzebać w każdym drobiazgu z jej życia, aby udowodnić wszelkimi dostępnymi środkami niewinność Francuza. Jedyną osobą z francuskiej klasy politycznej, która upomniała się o poszkodowaną kobietę była Marine Le Pen, nowa szefowa skrajnie prawicowego frontu Narodowego. Ale nikt z lewicowej partii socjalistycznej, nawet wśród kobiet o biednej niepiśmiennej kobiecie, nawet nie wspomniał.

Być może po raz pierwszy w życiu będę miała okazje się przekonać, ile jest wart tak naprawdę amerykański system sprawiedliwości, na ile warto wierzyć w sprawiedliwość amerykańskiego sadownictwa i na ile bogatemu DSK uda się uniknąć odpowiedzialności za to co uczynił, jeśli uczynił.

Stoi za nim niezwykle mądra, błyskotliwa i nieprzyzwoicie bogata żona, dziennikarka, którą świetnie pamiętam z programu telewizyjnego 7/7 prowadzonego w każdy niedzielny wieczór-Anne Sinclair. Jest ona spadkobierczynią ogromnego majątku otrzymanego w spadku po dziadku, Paulu Rosenbergu, jednym z największych kolekcjonerów sztukiz początku wieku, przyjaciela Matissa, Picassa i wielu innych. W 1940 roku, w obawie przed prześladowaniami wyjechał do Stanów i tam założył nowojorska galerię sztuki. Nikt tak dokładnie nie wie, co kryje się w zbiorach Anne Sinclair, żony DSK, kolekcja jest ukryta w genewskim Port Franc i jak twierdzą kolekcjonerzy sztuki, jej właścicielkę nie kusza żadne pieniądze. Wiadomo jedynie, że obraz Matisse’a Odalisque z jej kolekcji został sprzedany na aukcji w 2007 roku za 33 .6 mln euro.

Anne Sinclair jest członkiem rady administracyjnej Muzeum Picassa w Paryżu, obecnie w remoncie, bliską przyjaciółką Elie Wiesela, skądinąd jej syn nosi jego imię, do niedawna z Waszyngtonu prowadziła bloga „Dwie trzy rzeczy widziane z Ameryki”. Dziś całkowicie poświeciła się obronie męża.

A tak już na marginesie. Czy to ma być model nowoczesnej kobiety? Przebaczyć zawsze i mimo wszystko? Bez względu na to jak jest się traktowanym przez męża, zdradzanym, ponizanym, ośmieszanym na oczach całego świata? A honor? A szacunek do samej siebie? Czy nie obowiązują nas już żadne normy etyczne?

Zaskakuje mnie również, że jak się okazało, francuska lewica wybrała na swojego kandydata, człowieka żyjącego w skrajnym luksusie, przedstawiciela burżuazji francuskiej, Miał on reprezentować francuską klasę robotniczą… na rezydencje w której pilnowany jest DSK Anne Sinclair, jego żona wybrała dom w Tribece za 35 tys. euro miesięcznie, czyli luksusową złotą klatkę. I to miał być prezydent francuskiej lewicy?

Francja czeka na dalszy ciąg rozprawy, akt oskarżenia zostanie wysunięty 6 czerwca.



Oto obraz Picasso, który przedstawia babcię Anne Sinclair trzymającą na kolanach jej mamę "Michu"