foto

foto

sobota, 28 września 2013

Ceramika znad Jeziora Genewskiego

Czasem trzeba opuścić miasto, żeby polubić je jeszcze bardziej, nie sądzicie? I pod takim właśnie pretekstem wyruszyłam na ten weekend paryską objazdówką do Genewy- ospałego, protestanckiego miasteczka, w którym żyje się na poziomie wywołującym zazdrość niejednej europejskiej metropolii. Niskie bezrobocie, miłe dla oczu położenie nad jeziorem, spokój i relatywny dobrobyt-czy można marzyć o czymś więcej?

 Ale w ten weekend, to spokojne na co dzień miasto, oszalało na punkcie ceramiki. Nie tylko na placu centralnym w sardyńskiej dzielnicy Carouge zorganizowano ogromną wystawę połączoną ze sprzedażą i konkursami, ale prezentacje ceramiki odbywały się w dziesiątkach galerii, muzeach, pracowniach a nawet w księgarniach, aby amatorów glinkopodobnych wyrobów zapoznać z najnowszymi tendencjami w tej dziedzinie sztuki. Nie będę się wymądrzać, podzielę się tym, co zobaczyłam i co mi się najbardziej podobało. Może kogoś coś zainspiruje?
Ale zanim przejdę do ceramiki, żeby Was prowadzić w klimat szwajcarskiej Genewy (chociaż miasto jest pod silnym wpływem Francji!) kilka szybkich migawek z miasta Kalwina:

Po pierwsze, tu najważniejsza jest czystość, po mieście wszędzie jeżdżą takie oto urządzenia:


Po drugie- ekologia. Nie, to nie samochód na benzynę-to samochód napędzany siłą ludzkich mięśni! Jeśli planeta będzie nadal się ocieplać tak jak ostatnio, to niedługo wszyscy przesiądziemy się w takie oto pojazdy! Czemu nie? Ja przepadam za rowerem a w Paryżu zupełnie już odzwyczaiłam się od samochodu...


Tak ów pojazd wygląda od wewnątrz

Po trzecie:  genewski i ogólnoszwajcarski, nieagresywny styl uprawiania polityki. Wokół miejskiego targu promują się politycy z trzech rozmaitych obozów: socjaliści (lewica-czerwone balony), Zieloni (zielone  balony) i Genewski Ruch Obywatelski ( MCG-prawicowa, populistyczna i nieco ksenofobiczna partia-żółto-czerwone balony)-uśmiechem i dobrym słowem przekonując mieszkańców do swoich poglądów.


I wreszcie targ, na ktorym wszyscy spotykają się w sobotni ranek i gdzie prezentuje się różne dziwne warzywa. Uwaga, bardzo kłuje! Czy ktoś wie co to takiego?


Ale miało być przecież o ceramice. I będzie -słowa dotrzymuję.
Pierwsze zdjęcie- to cudeńka inspirowane ceramiką z Azji, no bo "przecież nie sposób przejść obojętnie obok najdoskonalszych wzorów powstałych właśnie w tym regionie świata"-powiedział mi ich autor Hugues de Crousaz z Genewy/Bernex, jeden z niewielu mężyczn zajmujących się tą dziedziną kreacji.

W nich się po prostu zakochałam...

Ptaszydła z ceramiki jak żywe!

Kolorowa ceramika Potsfink

Masimishi Yoshikawa-przyjechał prosto z Japonii

i sprzedawał jedną z najdroższych
                        waz jakie widziałam w życiu, kosztującą ponad 7 tys. franków!

minimalistyczna forma do nowoczesnych wnętrz


Jak żywe!


Ceramika Chloe Peytermann-70-100 franków za sztukę

Potsfink-dzban 

Jakby z kamienia wulkanicznego prace Camille Rolier


"opowieści"  Chloe Peytermann

Hugues de Crousaz-inspiracja koreańską ceramiką
Urocze, stare żelazko z ceramiki dostrzeżone na wystawie

I tyle udało mi się zobaczyć w Genewie, dalszą część zwiedzania uniemożliwiły mi gęsi...





piątek, 27 września 2013

Nowe nabrzeża Sekwany : ludyczne, ekologiczne, romantyczne...


Przed kilkoma dniami wracałam TGV z Genewy do Paryża. Obok mnie usiadł młody mężczyzna, który, jak się później okazało, po raz pierwszy w życiu jechał do stolicy z mocnym postanowieniem poznania najpiękniejszych jej zakątków.
-Czy jest jakieś miejsce, które lubi Pani najbardziej-zapytał nieśmiało. Zamyśliłam się przez moment a później, prawie bez wahania, odpowiedziałam:
-Na nowo zagospodarowane nabrzeża Sekwany, zwłaszcza po lewej stronie, od muzeum Orsay do mostu Alma. To tam bije obecnie serce stolicy, musi Pan to koniecznie zobaczyć!

Spośród wszystkich projektów, które udało się zrealizować obecnemu merowi Paryża, Bertrandowi Delanoë, ten jest chyba jednym z najbardziej udanych. Jest wyrazem prowadzonej od lat polityki realizacji projektów bardzo humanistycznych, bliskich ludziom, rodzinom, dzieciom. Dwa kilometry i 300 metrów śródmiejskiej drogi szybkiego ruchu, pomiędzy muzeum Orsay i mostem Alma, przekształcono w trasą spacerową przeznaczoną dla pieszych i rowerzystów. Zamiast ruchu samochodowego- ulicą przechadzają się teraz rodziny z dziećmi, biegają amatorzy joggingu, pedałują miłośnicy roweru, a na rozrzuconych, drewnianych klockach "mikado" wypoczywają osoby szukające zieleni i ciszy.

lektura na drewnianym mikado
To nowe miejsce spacerów na mapie Paryża zostało zainaugurowane 19 czerwca i od pierwszego dnia zdobyło ogromną sympatię mieszkańców miasta. Może też dlatego, że przez cały okres powstawania projektu, czyli przez prawie pięć lat Paryżanie byli w jego sprawie konsultowani? A może dlatego, że każdy, naprawdę każdy, znajdzie tam coś dla siebie? Projekt był dość kosztowny i wyniósł 35 mln euro, ale czy na poprawie jakości życia mieszkańców godzi się oszczędzać?  Mer Paryża uważa, że nie.

Przejdźmy się więc tym nowo zagospodarowanym brzegiem Sekwany. Wyruszając spod muzeum Orsay, ujrzymy imponujące, szerokie drewniane schody schodzące aż do samej rzeki. Jest to miejsce bardzo oblegane, prawdopodobnie ze względu na roztaczającą się z niego panoramę, a może dlatego, że wychodzący z Muzeum Orsay lubią przysiąść tam choć na chwilę aby ochłonąć z wrażeń? Po lewej stronie widać stamtąd gigantyczny plac zabaw. Na ulicy namalowane zostały wszystkie możliwe gry dla dzieci. Dalej, dzieci bawią się i grają przy stolikach. Ogromnym powodzeniem cieszy się również ogromnych rozmiarów tablica, na której kolorową kredą dzieci ćwiczą swoje artystyczne talenty. Jest kolorowo, wesoło, rodzinnie.









I wreszcie, dostrzec można jeden z najważniejszych elementów tego projektu- kontenery. Są one wielofunkcyjne: w jednym można  odpoczywać, w drugim mieści się mały ogród botaniczny, w innym kawiarnia czy punkt informacyjny…Są one lekkie i łatwe w transporcie. Podobnie jak i pozostałe instalacje sportowe i kulturalne nabrzeża Sekwany, które zostały pomyślane tak, aby można było je  przenieść w  24 godziny w inne miejsce. Nabrzeże znajduje się w strefie zagrożonej powodzią.

We własnym ogródku z widokiem na Sekwanę

Jedną z największych atrakcji jest jednak to, że można je wypożyczyć. Za darmo! Pod adresem, który znajdziecie tu. Można w nim zorganizować dziecku oryginalne urodziny, zaprosić przyjaciół w niedzielę na piknik, spędzić popołudnie sam na sam albo oświadczyć się najdroższej. Miejsce jest wymarzone-wystarczy zarezerwować  i przeszklony dizajnerski kontener będzie przez półtorej godziny do naszej dyspozycji.


Bardziej intymnie...

Ogród botaniczny w kontenerze

Troszkę dalej, już przy samym moście Alexandra III znajduje się cały ciąg kawiarń i restauracji. Wyobraźcie sobie, że można wyciągnąć się na leżaku, w pierwszym rzędzie, nad samą Sekwaną i mieć przed oczami panoramę na most, chyba najpiękniejszy w Europie, na cudowną kopułę Grand Palais z trójkolorową chorągiewką i na wszystkie przepływające Sekwaną statki…po prostu… NIRWANA! 

widok z leżaka przy moście Alexandra III

Troszkę dalej, już po drugiej stronie mostu Alexandra idąc w stronę mostu Alma natrafimy na pięć tonących w zieleni wysepek skonstruowanych na wodzie. Są one ze sobą połączone, ale każda ma inny klimat, na każdej można w inny sposób wypocząć. Uwaga osoby z chorobą morską! Wysepki się ruszają, zwłaszcza po przepływie barki z dużym ładunkiem, mimo, że ponoć zostały zamontowane 8 metrów pod korytem rzeki.


na wyspie...



Zainteresowanych odsyłam to znakomicie zrobionej strony internetowej, na której znaleźć można pełen program wszystkiego, co się codziennie nad brzegiem Sekwany dzieje. Na przykład organizowaną są darmowe zajęcia z fitnesu, albo można znaleźć coacha, który pomoże nam wprawiać się w bieganiu. Na przykład w najbliższą sobotę organizowane są darmowe zajęcia Zumby między 15-16 a godzinę później fitnesu.Dzieci mają do dyspozycji prawdziwą bieżnię na 100m, na której mogą trenować lekkoatletykę, ściankę wspinaczkową, wdrapać się na plecy wielkiego wieloryba albo pobawić się w indiańskim tipi. Jeden z kontenerów nazywa się „you” czyli po prostu „ty”i każdy może dać w nim jakiś mały koncert.


 Przyglądałam się ludziom odpoczywającym w tej oazie ciszy i spokoju i pomyślałam sobie-wszystko w tym mieście zostało stworzone po to, aby ludziom żyło się przyjemniej i szczęśliwiej. Mijały mnie rowery, amatorzy joggingu, sporo młodzieży i oczywiście najwięcej było chyba zakochanych par… Paryż  jednak ma swoje prawa!


sobota, 14 września 2013

Made in France: rzemieślnicy i artyści


J. Creten/G. Jonca/Sèvres
Gdyby ktoś mnie dziś spytał, czego najbardziej zazdroszczę Francuzom, to długo bym się nie zastanawiała. Nie byłaby to ani kuchnia, ani wino, ale rzemieślnicy wykorzystujący swoje niezwykłe zdolności manualne i kreatywność tak, aby wszystkie rodzaje materiałów: drewno, szkło, marmur, silikon, metal czy koronkę przekształcić w dzieła sztuki. Ci, którzy dostąpili zaszczytu przynależenia do arystokracji w zawodzie, skupionej w Atelier de France, wystawiają jeszcze do niedzieli swoje prace w Grand Palais podczas pierwszego Salonu rzemiosła i kreacji. Miałam wczoraj  okazję, aby je obejrzeć i porozmawiać z ich autorami.

Zacznę od mistrza mozaiki, pana Stephana Perez-Spiro z Lyonu ( jak się okazało, z pochodzenia Polaka,  gdyż jego ojciec, słynny malarz surrealista Georges Spiro, opuścił Polskę w okresie wojny i osiadł w Nicei), od co najmniej dwudziestu lat tworzy oraz odnawia najpiękniejsze mozaiki w stylu bizantyjskim czy galloromańskim. Mam wrażenie, że to co, najbardziej charakteryzuje i uwodzi w jego mozaikach to chęć wywołania wrażenia, że przedstawione postaci, zwierzęta czy rośliny , są w ciągłym ruchu,” bo świat jest w ruchu”- mówi pan Stefan, tłumacząc mi, że to wrażenie ruchu na mozaice tworzy się liniami powstałymi pomiędzy układanymi cząsteczkami szklanych kolorowych płytek. Ta najstarsza forma sztuki, nie jest jedyną domeną, w której pan Stephan osiągnął mistrzostwo-ta druga to gra na skrzypcach. Pracuje dla Instytucji i osób prywatnych, dekoruje domy i pałace, realizując z wielką maestrią projekty takie, jak dekoracja nabrzeży Saony w Lyonie, którą będziemy mogli podziwiać już na wiosnę 2014 roku. 

Mozaika: Stephane Perez-Spiro

Mozaika: Stephane Perez-Spiro

D. Richter
 Innym artystą, który przykuł moją uwagę była pani Darja Richter pochodząca z Berlina, a posiadająca atelier w Wersalu, kreująca ubrania z koronek wyprodukowanych na maszynach z XIX wieku. Te koronki różnią się od tych współczesnych, przemysłowych niezwykłą miękkością, ale przede wszystkim wzorami, nietuzinkowymi, oryginalnymi oraz wykończeniem. Jej kreacje zobaczycie na niejednym paryskim pokazie mody, bo pani Richter produkuje koronki oraz kreuje ubrania i akcesoria w dużym stopniu na potrzeby Haute Couture.

I. Leourier
Kolejną damą, przed której pracami zaniemówiłam była autorka kapeluszy, pani Isabelle Leourier, choć do końca nie jestem przekonana, że tak je należałoby nazywać. To raczej motyle kapeluszowe-zwiewne, delikatne, niczym litery alfabetu japońskiego namalowane na płótnie. Pani Isabelle, która sama się cudownie prezentowała, prosiła o nie fotografowanie jej kapeluszy, ale nie mogłam się nie skusić, żeby ukradkiem nie sfotografować projektowanej przez nią biżuterii, niezwykłej-zresztą osądźcie sami.

 Bardzo oryginalną biżuterię przedstawili kreatorzy w atelier  Tzuri Gueta. Ich specjalnością są ozdoby bardzo przyjemne dla ciała, wręcz integrujące się z nim bo zrobione z …lateksu. Podejrzewam, że na moim miejscu każdy zareagowałby tak jak ja, czy otworzył szeroko oczy, bo na lateks te cuda zupełnie nie wyglądają. Ceny-bardzo przystępne-ok. 100-200 euro. Wypada dodać, że te najbardziej ekstrawaganckie egzemplarze zostały wyprodukowane na zamówienie takich kreatorów mody jak Christian Lacroix, Jean-paul Gaultier, Givenchy, Dior, Armani, Chanel i Issey Miyake.  Kreacje Tzuriego Guety, z wykształcenia inżyniera branży tekstylnej, nazywane są „koronkami z silikonu” podobają się przede wszystkim dlatego, że doskonale imitują materiały organiczne i roślinne. Pierwszy kontakt jest wzrokowy, ale później dotykamy i materia wydaje nam się być niezwykle zmysłowa i ponoć budzi w nas naszą wewnętrzną pamięć „gada”. Coś w tym jest, faktycznie…

Biżuteria z silikonu: Tzuri Gueta

 Mogłabym jeszcze bardzo długo opisywać te wszystkie cudowności, ale zatrzymam przy jednym, bo związanym z małym polonikum. Przed gablotami, w których wystawiona była biżuteria dwojga artystów Laurentine Perilhou i Clement Smolińskiego były tłumy. Wszyscy dopytywali się o technikę-ja byłam przekonana, że artystka wykonuje tę biżuterię szydełkiem. Ale nie. Stosuje starą, bardzo starą technikę makramy czyli sztuki wiązania sznurków bez użycia igieł czy drutów czy też chociażby szydełka. Z opisu w katalogu wywnioskowałam, że są oni absolutnymi prekursorami w wykorzystaniu tego rodzaju techniki do produkcji biżuterii. Każdy przedmiot wykonywany jest ręcznie. Zdradzę wam tylko, że wykonanie, na przykład takiego naszyjnika, trwa bite dwa tygodnie i wymaga nie lada kreatywności. Nie ma bowiem ani jednego, który by się powtarzał, a ponadto, trzeba weń wkomponować szlifowany do każdej sztuki biżuterii kamień. Artyści współpracują z Jean-Paul Gaultier.

Laurentine Perilhou




A polonikum? Otóż gdy wspomniałam panu Smoleńskiemu, że jestem Polką, od razu odpowiedział-ale mój tata też. Czy Pani wie, jak ja się nazywam? Miło wiedzieć, że są rodacy, którzy robią taką piękną biżuterię...Interesują Was pewnie ceny? Moim zdaniem, jak na tak piękną, oryginalną i niezwykłą biżuterię nie są one astronomiczne-z tego co się zorientowałam, naszyjniki w granicach 1700 euro. I w zasadzie niepotrzebna jest już nawet jakaś droga sukienka-ozdobą jest już sam naszyjnik! 

Miałam również okazję przyjrzeć się pracy szewców, z tym, że we Francji istnieje rozróżnienie pomiędzy tymi, którzy reperują (cordonier) a tymi, którzy szyją buty (bottiers-ale może to chodzi o tych, którzy szyją botki?). Na moich oczach szewc brał wymiar nogi (do kolana) i strugał model z drewna aby później przystąpić do krojenia skóry i szycia. Towarzyszył mu pan, równie artysta, od czyszczenia butów. Nie wierzycie, że można być artystą w czyszczeniu butów? Ta pani, która zdecydowała się oddać się swoje buty w jego ręce musiała wysłuchać niezwykle interesującego wykładu o modelu, który miała na nogach- Richelieu a pan w tym czasie muskał, gładził, pieścił je…



Mistrz poleruje i wyjaśnia

 Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy znanych na całym świecie francuskich mistrzach kryształu- istniejącej od XIX wieku manufakturze Daum z Nancy. Jest to ponoć jedyna już dziś na świecie firma posiadająca umiejętności przerabiania taką metodą sproszkowanego szkła. Jak powstają te bajecznie kolorowe, wykreowane przez nich rzeźby? Procedura jest dość skomplikowana i zajęło by mi to sporo miejsca, żeby ją dokładnie odtworzyć. Może opiszę jedynie końcową fazę, gdy sproszkowany kryształ trafia do formy i trzymany jest w piecu, w temperaturze 900 stopni przez 10-20 dni, aby gdy stopnieje, pod wpływem ciepła, wytworzył odcienie kolorów.

Jak powstają dzieła sztuki Daum?

Waza powstała w pracowni Daum


A na koniec, obiekt moich westchnień-kanapa wykonana rękoma francuskich tapicerów i stolarzy...



U nas  chyba wiele zawodów rzemiosła artystycznego zaginęło pod wpływem pożogi wojennej i czasów komunizmu, a Francuzi są jednak w tej dziedzinie niekwestionowanymi mistrzami i właśnie dlatego, o tym właśnie salonie napisałam-żeby podglądać i uczyć się jak robią to inni. Uprzedzam, że w Grand Palais wystawia  260 wystawców a ja opisałam, dokonując bardzo subiektywnego wyboru, jedynie kilku spośród nich. Natomiast, jeśli ktoś mieszka w Paryżu albo jest tu przejazdem, to warto tam zajrzeć. Wystawa „Rewelacje”, w Grand Palais, czynna jest do jutra, czyli do 15.09.2013.





środa, 11 września 2013

Instytut Polski w Paryżu i nasze dylematy


Otrzymałam dziś z Instytutu Polskiego w Paryżu informację, że 21 września , w restauracji « Bea’shka’ (Baśka ?), pod patronatem żony ambasadora RP, pani Aleksandry Orłowskiej organizowana zostanie wielka feta polskiej gastronomii. Wieczór ma być prowadzony przez profesora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, Jarosława Dumanowskiego, który przyjedzie do Paryża specjalnie z Torunia, jako ekspert od historii sztuki kulinarnej. Będzie to okazja-jak czytam, aby zakosztować specjałów przyrządzonych z najlepszych produktów, sprowadzonych na tę okazję z Polski.
Przyznam się, że chętnie bym się na ten wieczór wybrała, może nawet zaprosiła francuskich czy też szwajcarskich przyjaciół, ale mam pewien problem. Otóż, Polacy są raczej mało chętnie widziani na imprezach organizowanych przez Instytut, co usłyszałam już na własne uszy nie raz, a czego potwierdzenie znajduje się na stronie Instytutu Polskiego redagowanej wyłącznie po francusku. Dlaczego brakuje wersji polskiej? Bo działalność Instytut jest skierowana do Francuzów, a nie do Polaków-słyszę. To prawda, że Instytut ma za zadanie promować polską kulturę wśród Francuzów, ale czy to wystarczający powód, aby nas wykluczać?  Nikt mi też nie powie, że problemem jest stworzenie strony dwujęzycznej. I może nie chodzi tu tak do końca  o Polaków, ale także o cudzoziemców uczących się języka polskiego, którzy może akurat na stronie Instytutu chcieliby być informowani o rozmaitego rodzaju wydarzeniach po polsku. Naprawdę trudno zrozumieć ten brak polskiej wersji na stronie polskiego Instytutu. Chyba żaden inny kraj nie wpadł na taki pomysł-zajrzyjcie chociażby do Rosjan czy Holendrów-strona po rosyjsku i  francusku, holendersku i francusku-tak jak być powinno.
Zastanawia mnie jeszcze jedno, dlaczego my się tak wzajemnie  nie lubimy i nie szanujemy? Dlaczego Instytut Kultury (kultury!), wprowadza tego rodzaju rozróżnienia ? Czym i komu my, emigranci tak bardzo podpadliśmy? Przecież Instytut każdego kraju za granicą, to również miejsce, w którym spotyka się społeczność pochodząca z tego kraju.

Wiem, że zmienia się w tych dniach dyrektor Instytutu, oraz, że nowa osoba cieszyła się ogromną sympatią i autorytetem w prowadzonych przez siebie poprzednio placówkach. Mam więc do nowej Pani dyrektor ogromną prośbę. Nie dzielmy ludzi kochających polską kulturę na gorszych i lepszych, na Polaków i innych, po prostu w ogóle nie dzielmy. Polacy mieszkający w Paryżu to ogromny potencjał, to ambasadorzy polskości za granicą, to oni przyprowadzą swoich francuskich przyjaciół na imprezy organizowane przez Instytut, opowiedzą z dumą o kraju z którego pochodzą. I jeszcze jedno-otwórzcie wreszcie drzwi Instytutu w budynku przy ul. Goujon, tego przepięknego, niezwykle prestiżowego miejsca, w którym dziś mieszczą się jedynie biura Instytutu. Niech tam wreszcie zacznie się coś dziać, niech ten dom napełni się życiem, a nie tylko dźwiękiem drukarek i innego biurowego sprzętu. Posiadamy wspaniałą, znakomicie się rozwijającą w Polsce kulturę-może nadszedł czas, aby wreszcie pokazać ją za granicą.

niedziela, 8 września 2013

Święto ulicy Davy pod znakiem Préverta


Wraz z początkiem roku szkolnego, pełną parą  rusza życie w Paryżu. Zaludniają się ulice (pięknie opalonymi i szczupłymi jak łanie Paryżankami), otwierają po letniej przerwie piekarnie, zapełniają tarasy kawiarń i parkowe trawniki. Uaktywniają się również organizatorzy  pchlich targów pod gołym niebiem, sprzyjają im jeszcze ciepłe słoneczne dni.
Wczoraj wybrałam się na Święto książki, organizowane corocznie na ulicy Davy, w 17-stce i przyznam się, wróciłam do domu nie tylko obłowiona nowymi lekturami, kupionymi za grosze, ale jeszcze zauroczona panującą podczas tego Święta atmosferą. Jest to bowiem nie tylko Święto książki, ale także Święto rodziny. Na skrawkach materiałów, chustach, składanych stolikach rozkładały bowiem swoje książki  całe rodziny. Wszędzie krążyły dzieci wymieniające się książkami, mamy z małymi dziećmi na rękach tłumaczyły, doradzały, przekonywały, którą książkę warto przeczytać i dlaczego. Na czas trwania festiwalu zamknięta została cała ulica. Imprezie towarzyszyły spotkania z pisarzami podpisującymi swoje dzieła, atelier dla dzieci, które chciałaby czytać poezje Préverta oraz spacer jego śladami. Wieczorem, księgarnia organizująca to spotkanie wręczała autorom przyznawane corocznie nagrody literackie.


 Kupiłam kilka książek, które od dawna chciałam przeczytać, przydadzą się, gdy nadejdą jesienne słoty. Wśród nich biografia Fouqueta napisana przez znanego francuskiego intelektualistę Paula Moranda, reportaże z Bagdadu jednej z najlepszych francuskojęzycznych reporterek wojennych  Anny Nivat (jej ojciec jest wielkim autorytetem w dziedzinie literatury rosyjskiej), nieznaną mi powieść Elsy Morante, Aracoeli, dla której mam zamiar nauczyć się włoskiego oraz Jorge’a Semprune’a „Pisanie albo życie”-chyba jego najważniejsza pozycja dotycząca wspomnień z okresu wojny.
Znalazłam też małe polonikum, reportaże amerykańskiego magazynu Time z krajów Europy Wschodniej z 1966 roku. Znakomite teksty, jeszcze lepsze zdjęcia-bo właśnie w nich Time się specjalizował. Oto dwa z nich, z Krakowa, pokazujące młodą dziewczynę na stopniach tramwaju i scenę, która zafrapowała amerykańskiego dziennikarza-polski mężczyzna z kurtuazją całujący dłoń damy na krakowskiej ulicy. Tak oto fama o dobrych manierach naszych mężczyzn szła w świat…


Następne Święto za rok, a w przyszły weekend wydarzeniem będą dni dziedzictwa narodowego, już trzeba rezerwować najbardziej oblegane miejsca…