foto

foto

środa, 14 stycznia 2015

Płakać tak, żeby zazieleniły się pustynie...

Należę do szczęśliwców. Na moim biurku leży świeży, pachnący farbą najnowszy numer Charlie Hebdo z karykaturą Mahometa na okładce. Co prawda, nie wiadomo za bardzo o co w niej chodzi, ale to nie ma znaczenia. Prawdopodobnie o to, że to Mahomet przebacza zamordowanym karykaturzystom wszystkie grzeszki, bo i łezka mu spływa po policzku i w rękach dzierży tabliczkę „Je suis Charlie”. A więc w tydzień po tragedii Charlie Hebdo ukazał się, bez spóźnienia. Numer jest znakomity, przeczytałam od deski do deski-pośmiałam się, popłakałam...
Wiele opublikowanych karykatur jest autorstwa zamordowanych rysowników Cabu, Tignous, Charba i Wolińskiego-wybrano perełki!

Uwaga! Niebezpieczna gazeta
Artykuł od redakcji do pierwszego numeru zredagował Gerard Biard, przypominając czytelnikom, że Charlie Hebdo był i pozostanie przede wszystkim gazetą laicką. „To, co nas najbardziej rozśmieszyło, to dzwony katedry Notre Dame, które biły na naszą cześć...”. Napisał też, że od tygodnia Charlie przenosi góry, że dzieją się cuda, o których mogliby tylko marzyć profeci i święci i że zbiera mnóstwo nowych przyjaciół: anonimowych i światowych celebrytów, biednych i bogatych, niewierzących i religijnych dygnitarzy, ludzi szczerych i hipokrytów. Jedni zostaną z nami na długo, inni- pewnie szybko odpadną, ale dziś cieszymy się z każdego nowego czytelnika. Ostatnimi laty czuliśmy się trochę samotnie- pisze Gerard Biard- oskarżani o islamofobię i chrystianofobię, o bycie prowokatorami, ludźmi nieodpowiedzialnymi, tymi, którzy podżegają do nienawiści, rasistami...Czego to nie słyszeliśmy! Oczywiście szykanowaniu nas towarzyszyło współczucie, ale zawsze towarzyszyło mu to „ale”. Spalić nam gazetę, to niedobrze, ale...Używano „ale”, broniąc religijnego terroryzmu i faszyzmu.

Nowi przyjaciele
Charlie Hebdo po 7 stycznia będzie nadal stało po stronie laickości, będzie łamać wyborcze kalkulacje i tchórzostwo uwierzytelniające i tolerujące komunitaryzm i kulturalny relatywizm, który otwiera drogę do jednego, do religijnego totalitaryzmu. Charlie Hebdo jest za laicyzmem, bo jest to jedyna droga prowadząca do uniwersalizmu praw, do równości, do wolności, do braterstwa. Tylko laickość pozwala na pełną wolność sumienia, wolność, której przeciwstawiają się wszystkie religie przechodząc z sfery prywatnej do sfery politycznej. Tylko laickość pozwala wierzącym, jak na ironię, i wszystkim innym ludziom, żyć w pokoju.

"Wszyscy, którzy w tym tygodniu deklarowali „Je suis Charlie” muszą wiedzieć, że "bycie Charliem" to również znaczy bycie laikiem..."-napisał w artykule redakcyjnym Gerard Biard. Tak brzmi credo Charlie Hedbo. Może warto o tym wiedzieć, zanim ktoś wybierze się do kiosku, żeby kupić nowy numer?

Na drugiej stronie tygodnika mowa jest o spisku, bo przecież niektórzy twierdzą, że to był spisek a dalej-pół strony, pół żartem-pół serio o tym, jak działają francuskie organizacje antyterrorystyczne, których szefem był kiedyś obecny premier, Manuel Valls.  Następnie, felieton Sigolene Vinson o psie redakcyjnym, który ma na imię Lila i który przeżył...i na następnej stronie chyba najpiękniejszy tekst  tym numerze,napisany przez Patrocka Pelloux, lekarza i humorystę, który jako pierwszy wszedł do pokoju redakcyjnego po wyjściu  terrorystów i jako pierwszy ratował rannych i poszkodowanych.

„Miałem bardzo zajęty tydzień a więc napiszę tekst o potrzebie korzystania z życia, tekst jednoczący o humanizmie, ale najpierw chciałbym złożyć zażalenie na mój telefon, ponieważ drogo płacę za abonament a tymczasem, on nie działa! Charb nie może się do mnie dodzwonić! Miał wczoraj przyjść na kolację i nie przyszedł. Pewnie miał jakieś dupy do narysowania, bo tak mówi mi za każdym razem, albo jakieś rysunki do oddania. Nie wysłał nawet SMS-a, pewnie jego telefon jest zepsuty. I tak wiem, że muszkieterowie nad nim czuwają, a więc nie muszę się o nic bać, pewnie martwię się bez powodu, lepiej skończyć kronikę...
Płakać tak, żeby zazieleniły się pustynie najpiękniejszymi pejzażami. Płakać całą duszą, aby odwrócić to, co się stało. Płakać całym ciałem, aby wydobyć z niego energię tak wielką, że...Która godzina? Chyba nigdy nie zdążę zamknąć na czas gazety i Charb znów mnie ochrzani mówiąc „Słodkości moje, pracuj!”
Ach, muszę pamiętać, żeby kupić ciastka dla Cabu, gdyż on tylko to lubi i za tydzień przychodzi do domu na kolację. Porozmawiamy o Trenecie i będziemy się bawić w zgadywankę na temat jazzu i on jak zwykle wygra. Ze swoim wyglądem na Beatlesa, zawsze mam wrażenie, że za stołem siedzi Mc Cartney.
Od tygodnia mówią bez przerwy o Charlie Hebdo, Charb będzie szczęśliwy, wzrośnie sprzedaż i będziemy mogli trzymać się linii humoru i uśmiechu wobec mroków i smutku wywołanego kryzysem...
Ale nie rozumiem, dlaczego do mnie nie dzwonią...”



Gazeta liczy 16 stron. Dwie środkowe strony pozostawiono humorystom na niedzielny marsz, na pozostałych stronach sporo znakomitych analiz, świetnych rysunków...
Ale nie będę Wam przecież tłumaczyła i opisywała całego numeru. Jutro w kioskach w całej Francji pojawią się w sprzedaży nowe egzemplarze-wydrukowano 5 mln a więc chyba starczy dla każdego. Chyba warto wydać 3 euro na najbardziej rozchwytywany obecnie tygodnik francuski!




22 komentarze:

  1. Niestety spóźniłam się... Gdziekolwiek dziś nie poszłam żeby kupić ten numer Charlie Hebdo, już był wyprzedany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś na pewno dostaniesz:)

      Usuń
    2. ani wczoraj ani dzisiaj tez mi sie nie udalo , kioskarze mowia ze dostali tylko kilka egzemplarzy, ktore sprzedaly sie w minute po otwarciu.

      Usuń
  2. szkoda,że wiążą się z tym wszystkim tragiczne wydarzenia :/
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wstrząs, katharis jaki przeżywa Francja może jest szansą na stworzenie prawdziwej jedności narodowej, bez spychania "tych innych" na margines? Oczywiście, że szkoda-przede wszystkim wspaniałych, zdolnych ludzi...

      Usuń
  3. Nie jestem za terroryzmem, ani zabijaniem, ale nie jestem Charlie, nie mialam zamiaru brac udzialu w marszu i nie kupie tej gazety. A moze kupie tylko po to, aby ja dobrze sprzedac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, na szczęście mamy prawo do różnorodności opinii i może ponad tymi różnicami potrafimy znaleźć wspólny język? Smiech ponoć bardzo w tym pomaga...Wszystkie pieniądze ze sprzedaży zostaną przekazane rodzinom zamordowanych. Ale nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby na tym zarabiać...

      Usuń
    2. Lubie sie smiac, ale nie lubie szydzic z innych. A czy przekaza pieniadze, to sie okaze, napewno ktos na tym dobrze zarobi.

      Usuń
    3. Mnie te ich rysunki bawią, tym bardziej, że są to tylko rysunki:) Staram się nie myśleć kategoriami "kto na tym zarobi", może jestem naiwna a może wierzę, że są jeszcze na tym świecie uczciwi ludzie, którym w życiu nie chodzi tylko o pieniądze. Nie wiem, kto mógłby na tym zarobić, ci, którzy nie żyją? Członkowie redakcji Charlie Hebdo?

      Usuń
  4. czytam cytowane fragmenty z Charlie Hebdo,oglądam obrazki i czuję coraz większy niesmak..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem...każdy reaguje inaczej...

      Usuń
  5. Dziękuje Ci, Holly za ten wpis. I wiesz, co? Myśle, ze nie każdy zrozumiał przekaz tej gazety...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję Ci chocolatchaudalacannelle za ten komentarz:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do tej pory nie wypowiadałam się w Internecie na ten temat, ale u Ciebie, Holly, jest zawsze wysoki poziom dyskusji, więc pozwolę sobie dorzucić moje trzy grosze ;) Myślę, że nie można winić Polaków, że mają mieszane uczucia odnośnie Charlie Hebdo. Od kogoś z zewnątrz ciężko jest wymagać, żeby dobrze zinterpretował i zrozumiał kontekst. Francja jest krajem laickim, gdzie "blaspheme" nie jest karalne, gdzie poczucie humoru, które między innymi reprezentuje Charlie Hebdo, ma długą historię (sama gazeta istnieje od 46 lat). Do tego dochodzą takie subiektywne czynniki jak poczucie humoru, pojęcie dobrego smaku czy szacunku do wyznawanych wartości. Nasze kultury się różnią i trzeba to uszanować i się nie oburzać (taka ogólna myśl, niezwiązana z Twoim wpisem);) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozwinęłas to co napisałam w telegraficznym skrócie. Dorzuciłbym jeszcze jedna, za to duża roznice , Francuzi maja o wiele większy dystans do siebie i otoczenia, potrafią sie z siebie śmiać i ironizować, czego nam, Polakom, bym życzyła na przyszłość. Akurat można by dorzucić do postanowień noworocznych.

      Usuń
  8. Oczywiście, że masz rację. Mamy przede wszystkim inną historię, gdy w XVIII i XIX wieku Francja budowała podstawy Republiki, my walczyliśmy o istnienie, o przetrwanie i takie wartości jak wolność, równość czy laickość nie były najważniejsze.Wolność nam i Francuzom kojarzy się pewnie zupełnie inaczej-nam z wolnością państwa, im-z wolnością słowa, sumienia czy obyczajów. Sporo czytałam ostatnio markiza de Sade, i uważam, że to był dopiero libertyn, przekraczający wszystkie dozwolone granice, walczący z religią i kochający nade wszystko wolność obyczajów ( a z tego umiłowania spędził 27 lat w więzieniu:)) Francuzi wychowali się w szkole na de Sadzie, na Wolterze, Rousseau i to otworzyło im umysły na "światło". Ale ja jestem dobrej myśli, my też stajemy się coraz bardziej otwarci i tolerancyjni a także... laiccy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holly, to znakomita analiza. Dodajmy, ze francuskie oswiecenie wywarlo ogromny wplyw na modyfikacje spoleczna statusu kobiet, ukoronowaniem czego byl Kodeks Napoleona a droga do laickosci dlugim procesem reform uwienczonym separacja panstwa od kosciola. W Polsce laickosc jest utozsamiana z komunizmem i w duzej mierze taka interpretacja bardzo odpowiada kosciolowi katolickiemu.

      Usuń
    2. Dziękuję za to bardzo ciekawe uzupełnienie:)

      Usuń
  9. Dziękuję za ten wpis. Dziękuję za cytaty, zwłaszcza ten Patricka Pelloux.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dawno już myślałam nad zmianą nazwy swojego bloga. Do tej pory nazwa "Sielankowe dzierganie" była powiązana z nazwą domu, który budowałam z bliską mi kiedyś osobą. Nadszedł czas aby i od samej nazwy się odciąć. W związku z tym iż mamy Nowy 2015 rok, może to i odpowiedni czas na powyższe zmiany. Zmieniłam nazwę na blogu i w adresie. Obawiam się jednak, że przez to mogę utracić dużo znajomych, których miałam zapisanych. Będę pisała do tych, których adresy blogowe posiadam. Może jednak wszystko wyjdzie na dobre. Będę jednak musiała być na nowo dodawana do obserwowanych. Zapraszam wszystkich. Za parę dni Sielankowe dzierganie zostanie zlikwidowane.

    http://sielskachata.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamieniam więc sielankowe dzierganie na sielską chatę i pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  11. Byłam we Francji raz tydzień na zawsze pozostało mi wrażenie tajemniczości czegoś nieuchwytnego a obecnego. Aura dziwnej mocy i spokoju.
    Post z przyjemnością i uwaga przeczytałam i gdy tylko znów popełnię :) jakiś polityczny tekst na blogu, adres Twojego w linku zamieszczę. Ten tekst jest wielki, dzięki bardzo.
    Elka z Polski

    OdpowiedzUsuń