Ilekroc przychodze do Instytutu Kultury Szwajcarskiej w Paryzu zbiera sie we mnie podziw, zlosc i zazdrosc. Zaczne od podziwu. Dwom niezwykle sympatycznym mlodym dyrektorom z Genewy udalo sie schowane w podworzu przy ulicy 34-38 Francs Bourgeois, niewielkie pomieszczenie zamienic w tetniace zyciem i liczace sie w Paryzu centrum kulturalne. Z Helwecji zapraszane sa grupy rockowe i jazzowe, montowane wystawy ze sztuka wspolczesna, zapraszani mlodzi pisarze, promowana dramaturgia i teatr. Zeby nie pisac bez pokrycia, opowiem, ze bylam na wieczorze z Krystianem Lupa, ktory zaproszony zostal ze szkola teatralna „Manufaktura” z Lozanny. Bylam, gdy zaproszono dziesieciu bodajze mniej znanych dramaturgow szwajcarskich, bylam tez na Tiger Imperial Orkiestrze czyli na wieczorze jazzu opartego na etiopskich fascynacjach ta muzyka w latach 70-tych. Ale to tylko kilka skromnych przykladow, dzieje sie tam codziennie i sporo.
Teraz bedzie o zlosci i zazdrosci, bo mam wrazenie, ze polski Instytut w Paryzu mimo, ze dorobil sie nowej szaty graficznej, nie spelnia swojego zadania. Budynek zamknieto na cztery spusty i wykorzystywany jest ponoc do celow administracyjnych ambasady (jesli to prawda to wieje zgroza!). Z tego co mi nieoficjalnie powiedziano, polskie wladze mialy dosyc okupowania Instytutu przez polska emigracje. Mysle, ze jest to tylko jakis bzdurny pretekst. Ponoc staly za tym powody ekonomiczne, ale tym mozna sie zawsze zastawic, jako argumentem nie do odrzecenia (czasy ciezkie, kryzys, tanie panstwo...etc). Mysle jednak, ze Paryz i Francja sa na tyle wazne, ze nikt przytomny nie moze podjac dezycji o zamknieciu Instytutu z powodow finansowych, bo straty w promocji naszego kraju beda zbyt wielkie, na dluzsza mete ogromne.
Zamieniono wiec dzialalnosc Instytutu w rodzaj agencji impresaryjnej, mialo to oznaczac, ze Instytut bedzie organizowal imprezy poza swoja siedziba, tymczasem widze, ze nieliczne slady polskiej obecnosci w Paryzu maja swoje zrodlo w inicjatywie Francuzow, jak chocby wyswietlany w dniu dzisiejszym film Marcina Wrony w UGC Halles w ramach dni Europy. W dniu dzisiejszym, sprawdzilam to w kalendarzu Instytutu, nie odbywa sie ani jedna impreza, ktorej jedynym organizatorem jest Instytut i ktora sluzy promocji polskiej kultury...i nie znam odpowiedzi na to czym zajmuje sie okolo szesciu osob pracujacych na etatach w Instytucie. Bo ani wystawa w Centrum Pompidou, na ktorej obecni sa tylko nieliczni polscy artysci z lat 60-70 tych, ani film o ktorym wspomnialam, ani wystawy o Chopinie , zrobione przez Francuzow nie sa tym czym powinien sie zajmowac Instytut czyli promocja mlodej polskiej sztuki, muzyki, teatru czy filmu. I nie znam odpowiedzi na to, dlaczego tak wlasnie jest.
Ale wracajac do Szwajcarow. Po pierwsze, w samym sercu Marais, czyli na najbardziej uczeszczanym szlaku turystycznym otworzyli biblioteke z literatura, ksiazkami o sztuce, architekturze i dramaturgii. Na uwage zasluguje przepiekny i ciekawy architektonicznie wystroj wnetrz.
A teraz o samej wystawie. Otoz poproszono jednego z najbardziej szanowanych krytykow sztuki, bylego dyrektora muzeow w Bazylei, Frankfurcie i Lucernie, Jean-Christopha Ammanna o zgromadzenie artystow, wedlug niego najbardziej reprezentatywnych dla dzisiejszej sztuki. W odpowiedzi kurator zebral dziela zwiazane z tematyka ciala, nagosci i seksualnosci- stanowiaca –jego zdaniem-podstawy sztuki zachodniej.
Caro Suerkemper, bez tytulu , 2009
Powstala wiec wystawa bardzo eklektyczna uwzgledniajaca kilka technik- fotografiki, malarstwa, rzezby , akwareli i grafiki. Zgromadzil tworcow mlodych, reprezentujacych nurt anty-globalizmu w sztuce, pozbawionych politycznego correctness. I mimo, ze na wystawie jest sporo aktow, kobiecej nagosci, nie ma na niej zadnej wulgarnosci. Nawet w dziesiatkach malusienkich rysunkow rozmaitego rodzaju pozycji i technik erotycznych mesko-meskich, damsko-damskich czy tez damsko-meskich w pracach Christopha Wachtera.
Instytut Szwajcarski wydaje ponadto gazete „Le Phare” w ktorej omawia wszystkie organizowane przez siebie wydarzenia. Przeczytalam w niej o pracach Wechtera piekne zdanie, niejako usprawiedliwiajace podjeta tematyke „ Niezwykle maly format prac jest konsekwencja napiecia miedzy checia „zrobienia” i wyrzutem sumienia, ze sie „zrobilo”. Jego ryciny, tak jakby insprowane Kamasutra, ale o zdecydowanie bardziej brutalnym charakterze, nie przekraczaja wielkosci znaczka pocztowego ale napiecie, ktore towarzyszy zupelnie fantasmagorycznnym, wymyslonym scenom jest ogromna. Moze warto je zobaczyc samemu.
A oto kilka imprez muzycznych organizowanych w najblizszym czasie przez Instytut Szwajcarski w Paryzu:
Kwartet Ochumare- jazz inspirujacy sie muzyka latynoska w srode 23.06.2010.06 o 21.30 w ramach paryskiego ” Festival Soirs d’été” przed budynkiem ratusza 3-ciej dzielnicy. 2, rue Eugène-Spullier. Wstep wolny
24.06.2010 Koncert dwoch pianistow jazzowych: Collina Vallona i Gabriela Zuffereya o gdoz. 20.00 w Szwajcarskim Centrum Kultury
25.06.2010 Koncerty Yarona Hermana i Harolda Lopez-Nussy, pianistow jazzowych.
Koncerty absolutnie unikalne artystow, ktorzy beda rowniez grali na prestizowym festiwalu jazzowym w Montreux. Bilety w bardzo przystepnej cenie 7 i 10 euro a rezerwacja pod adresem: ccs@ccsparis.com
I wreszcie wspaniale sie zapowiada wieczor z jedna z najbardziej kreatywnych osobowosci szwajcarskiej sceny arytstycznej, Pipilotti Rist, autorki realizacji wideo. To, co przygotuje artystka jest niespodzianka. Spotkanie odbedzie sie 4 czerwca o 20h. w SCK. Rezerwacja pod tym samym adresem co wyzej.
Ostatnio slyszalam o znakomitej polskiej formacji jazzowej, grajacej troche w stylu Komedy , Kattorna w ktorej gra Lukasz Pawlik. Czy uda mi sie go kiedys uslyszec w Paryzu?
3 commentaires: