Musze sie troszke wytlumaczyc ze zwolnionego tempa obecnosci na blogu. Najpierw duza czesc mojej energii i czasu pochlonela przeprowadzka, a od dwoch dni znalazlam sie na malutkim cypelku wychodzacym prosto w Atlantyk, nazywajacym sie Cap-Ferret. Kazdego roku staram sie wynalezc jakies nowe, niebanalne miejsce, z dala od tlumu turystow, z nadzieja na dobra kuchnie i piasek, ktorego ma byc duzo i w kolorze zolto-bialym. Moze to jakas obsesja z dziecinstwa? Poszukiwanie piasku zapamietanego z wakacji nad Baltykiem, goracego, parzacego w stopy? A moze po prostu potrzeba zapomnienia o calym swiecie patrzac w horyzont wzburzonego bialymi grzywami morza?
Wlasciwie to nawet nie wiem jak moj wybor padl w tym roku na Cap-Ferret. Mysle, ze pomysl narodzil sie podczas ogladania jednego z programow "Les racines et des ailes" we francuskiej telewizji, ktory od lat jest moim podstawowym zrodlem inspiracji do podrozy i miejsc na wakacje. A moze ogladane na Googlu kilometry zlotych plaz...A moze wiesci jakie kraza we Francji o niezwykle zachowanym srodowisku naturalnym polwyspu?
Polwysep przypomina swoim polozeniem Krynice Morska; z jednej strony Ocean, z drugiej zatoka Arcachon, zatoka slynaca z upraw ostryg. Miasteczko jest urokliwe, po ulicach od rana przechadzaja sie zawsze eleganckie i szczuple Francuzki z bagietkami w dloni. Cap Ferret slynie przede wszystkim z hodowli ostryg i znakomitych warunkow dla amatorow sportow wodnych, surfingu ze wzgledu na wysokie fale, ale takze zeglowania po zalewie Arcachon. Ostatnio stal sie modny kate surfing i ogladalam dzis na plazy jakiegos nieszczesnika, ktory mimo sporego wiatru i niemalej fali probowal wzbic sie ze specyficznym spadochronem w dloniach ponad fale.
Samo miasteczko jest natomiast bardzo wakacyjne i dosc senne, na ulicach widac pelno starych kolorowych pickapow z otwartymi dachami i trzymajacymi ich sie ich mocno metalowych stelazy dziecmi. W samym srodku miasta otwierany jest co rano targ, a na nim, czego dusza zapragnie z owocow morza, langusty, malze, ostrygi slowem- cala morska fauna zlapana wczesnym rankiem w Atlantyku.
Ale dla amatorow ciagnacego sie kilometrami plaz zlotego piasku i przezroczystej wody miejsce jest wymarzone. Wzdluz samej plazy nie ma zadnych zabudowan, moze poza zachowanymi, historycznymi bunkrami poniemieckimi. Miedzy morzem i wioskami ciagna sie na dwudziestu pieciu kilometrach wydmy. Stad niesamowity widok na niekonczacy sie horyzont i ginaca w oddali linie odzielajaca niebo od ziemi...Czasami ta linia zanika i wowczas nie wiem gdzie jestem, czy to jeszcze ziemia...
5 commentaires: