foto

foto

środa, 18 maja 2011

Północ w Paryżu z Woody Allenem

Jeśli tym blogiem nie udało mi się dotąd Was przekonać, że Paryż jest jednak najpiękniejszym i najbardziej romantycznym miastem na świecie, to może stanie się to za sprawa najnowszego filmu Woody Allena. Oglądanie tego filmu niesie za sobą ryzyko, że po seansie filmowym wyłuskacie ze skarbonki ostatnie grosiki, kupicie w bilet – tylko w jedna stronę i podobnie jak Owen Wilson, zapragniecie osiąść już na zawsze, choćby w najskromniejszym, kilkumetrowym, nieogrzewanym pokoiku na paryskim poddaszu aby zaczac pisać swoją pierwszą powieść...
Nie obrażę się na tych, którzy powiedzą, ze film jest kiczowaty, pełen cliché...ja dałam się uwieść! I nie żałuję...

Serce po raz pierwszy nam mięknie oglądając już pierwsze obrazki z paryskich mostów, Montmartru, widoczki spod Wieży Eiffla i Ogrodów Luksemburskich, Notre Dame i wyspy Sw, Ludwika-z sekundy na sekundę wchłaniamy Paryż, jak w marzeniach, jak nie na jawie…choc w deszczu.

Gil pisze swoja pierwszą książkę, której akcja toczy się w Paryżu w latach 20-stych. Zrezygnował z błyskotliwej kariery hollywoodzkiego scenariopisarza, aby spełnić największe marzenie swojego życia… Tygodniowy pobyt w Paryżu zafundował mu bardziej niż konserwatywny przyszły teść. Nie wygląda jednak na to, żeby Gil bardzo pasował do swojej nowej, mocno mieszczańskiej rodzinki.

Podczas jednego z wieczorów, który decyduje się spędzić samotnie, na łażeniu po mieście, punkt o północy, wraz z wybiciem dzwonów na jednej z kościelnych wież, zatrzymuje się przed nim jakiś starodawny pojazd…i przenosi Gila do Paryża lat dwudziestych, gdzie spotyka amerykańską śmietankę paryską epoki, Gertrudę Stein, Ray Mana, Scotta Fitzgeralda ale także Salvatora Dali, Picassa…i wielu, wielu innych

Woody Allen bawi się Paryżem, zmienia epoki, zaskakuje pojawianiem się kolejnych postaci, które porzucały Amerykę dla miasta świateł. Jest wiec w końcu i kankan i Wersal i muzeum Rodina…

Film jest, jak to zazwyczaj bywa u Allena, lekki, dowcipny i niestety prawdziwy. Jest coś magicznego w tym mieście, co sprawia, że jeśli ktoś tu już raz zamieszkał, to nie ma ochoty już nigdy wyjeżdżać…czarodziejska nie gora, ale miasto...w ostatniej scenie Owen Wilson, w środku nocy, w deszczu, przechodzi przez most Alexandra II i czuje się szczęśliwy. I w tym momencie każdy Paryżanin identyfikuje się z bohaterem...Tym, którzy Paryż znają, film z całego serca polecam, a tym, którzy jeszcze nie-po prostu muszą ten film jak najszybciej zobaczyć

12 komentarzy:

  1. hmm:) jeśli ktoś mówi o tym filmie "kicz", to współczuję mu płytkości intelektu i wyobraźni!:) u siebie też pisałam o tym filmie właśnie;)) Pozdrawiam!
    lafle

    http://lafle.blogspot.com/2011/05/lubie-dobre-kino.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten post to ... znęcanie się nade mną ;) Paryż ... lata 20-te ... tego już za dużo ;) ... nie pozostaje mi nic innego jak obejrzeć go zaraz ... nieeee - natychmiast ... ech ...
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie obejrzę! A swoim blogiem tylko robisz mi coraz większa ochotę na to żeby rzucić tu wszystko i zamieszkać w Paryżu. Na razie muszę jednak zadowolić się corocznym wizytami.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Niektórzy to jak nie piszą, to nie piszą. Ale jak już zaczną... Aż dostałam gęsiej skórki. Już chcę być w Paryżu.
    Filmik mi się nie chce odtwarzać więc cierpię.
    W majowym Bluszczu czytałam wczoraj o Woody artykuł W. Kałużyńskiego - tyle że w kontekście męskich neuroz. Jeśli to neurozy "a la Allen" - proszę bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo sie ciesze, ze na tegorocznym Festiwalu w Cannes pojawilo sie tyle filmow, ktore budza kontrowersje. O nowym Allenie czytalam i zle, i bardzo dobrze, podobnie jak o "Habemus Papam" Morettiego, "Drzewie zycia" Malicka i "Melancholii" Larsa von Triera. Od razu mam ochote je wszystkie obejrzec, by zobaczyc, z kim sie zgadzam :)
    (Film, ktory widzialam w selekcji "Quinzaine des réalisateurs", "Code Blue" Urszuli Antoniak tez zbiera i zachwyty i miazdzace krytyki - mnie bardzo sie podobal).
    Czy widzialas "La Fille du Puisatier" i, jesli tak, to czy polecasz?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie oglądałam tego filmu jeszcze (do Anglii Woody Allen zawsze trafia ze sporym opóźnieniem, jeśli w ogóle), ale mnie interesuje. Szczególnie, że przeczytałam ciekawy tekst w FT Weekend z tego weekendu, właśnie o mitologizacji Paryżu przez cudzoziemców (takich jak Allen). Był dość prześmiewczy i bardzo podobało mi się tam zacytowane zdanie (powiedział je australijski krytyk John Baxter): "To go to Paris, the received wisdom has it, feed the soul; to stay there rots it", z czym niestety się zgadzam, pomimo mojej sympatii do tego miasta :) I może dlatego lubię Paryż, ale w małych dawkach i rzadko.

    OdpowiedzUsuń
  7. @lafle: przczytalam informacje o filmie na Twoim blogu-wyjdziesz z kina naprawdę oczarowana
    @labarnerie: Woody Allen tez się nad nami zneca, bo niestety Paryz lat dwudziestych to tylko chora wyobraznia Gila…
    @modeliste¶ nie chce krakać, ale naprawdę nie wiadomoc co zycie nam gotuje, ja tez przez wiele lat przyjezdzalam tylko na tydzień w roku…
    @Ewa: zadnych neuroz nie zauwazylam…musze chyba przeczytać recenzje…
    @Katasia: chyba wszystkie filmy, które wymieniasz sa warte obejrzenia, dziekuje za sugestie
    @Chihiro –zajrze do FT, a film pewnie trafi i do Ciebie

    OdpowiedzUsuń
  8. Musze koniecznie zobaczyc, choc recenzje poprzedniego filmu Allena sugerowalyby, ze mistrz schodzi nieco na nizsza polke. Musze przekonac sie sama :)

    Przy okazji Holly, zapraszam Cie do zabawy. Szczegoly tutaj:

    http://magamara.blox.pl/2011/05/Rozpoznac-Anglika-Poradnik-praktyczny.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Magamara,

    Schodzi, schodzi...ale w wydaniu Woody Allena nawet ta najniższa polka wisi na dobrym poziomie...a w grze wezme oczywiscie udzial-swietny pomysl!

    OdpowiedzUsuń
  10. Witaj

    czekam na Allena oj czekam juz dłogo, czy się doczekam zobaczymy. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja dopiero dzisiaj mogłam przeczytać Twój post, po obejrzeniu seansu (lubię mieć dziewiczo w głowie, przed filmem na który czekam, a na Allena zawsze czekam). Cóż, jedno mogę powiedzieć - zabawa przednia, jak to u Allena (który według krytyków od lat schodzi "na niższą półkę", co jakoś mu nie przeszkadza kręcić dalej mądre i śmieszne filmy;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowy7.7.11

    Czy moglabym dowiedziec sie kto jest autorem tego bloga i prosic o kontakt kogos o pseudonimie Holly. Jestem red. naczelnym pisma ktore wychodzi w Paryzu i chcialabym Pania/Pana zaprosic do wspolpracy. Mail do nas: gazetaparyska.red@gmail.com
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń