foto

foto

środa, 2 maja 2012

Raj dla dzieci w "Japońskim ogrodzie"


Przez cały ubiegły tydzień lało, albo świeciło słońce. Z nieba toczyły się gęste potoki deszczu, a za chwilę niebo się rozjaśniało, zza chmur wyłaziło ciepłe, wiosenne słoneczko. Bitwę o niebieskie niebo wygrało wczoraj zdecydowanie słońce  przeganiając szare, deszczowe chmurzyska i pozostawiając, pewnie tylko dla ozdoby, malownicze, pierzyste obłoki. W takie dni, nie skusi nas już żadna książka ani kino. I tak jak wilka ciągnie do lasu, tak nas, do zieleni- na trawę i słońce.

Mieszkam dosłownie dziesięć minut spacerkiem od Lasku bulońskiego, ale zaglądam tam rzadko. Nadarzyła się więc znakomita okazja, tym bardziej, że pragnęłam zaspokoić swoją ciekawość i obejrzeć reklamowany już od kilku tygodni „ Japoński Ogród” utworzony w Ogrodzie Aklimatyzacyjnym.

Porte Maillot, przy którym znajduje się wejście do Lasku jest potężnych rozmiarów węzłem komunikacyjnym, stąd zjeżdża się na obwodnicę, w stronę centrum miasta, do Łuku Triumfalnego i nawet trudno sobie wyobrazić, że dosłownie dwa kroki w głąb, może znajdować się prawdziwa oaza spokoju. Przy wejściu do Lasku Bulońskiego od strony Porte Maillot stoją kasy biletowe. W ciepłe dni, takie jak wczoraj stoi przed nimi dość sporych rozmiarów kolejka i odnosi się wrażenie, że znalazły się w niej wszystkie młode paryskie rodziny, które los i natura obdarzyła bardzo licznym potomstwem. Jest ich co niemiara! Przytupują, podśpiewują, jazgoczą bez chwili spokoju, i niecierpliwą się w kolejce na wycieczkę zabytkowym „małym pociągiem” i na wszystkie atrakcje, które  czekają je w Ogrodzie Aklimatyzacyjnym…

Nadjeżdża lilipucich rozmiarów pociąg, wagoniki napełniają się dzieciakami, robi się powoli tłoczno. Ten przeuroczy pociąg ma swoją bardzo długą, sięgającą drugiej połowy XIX wieku historię. Został wymyślony przez francuskiego inżyniera Paula Decauville’a, który jak wieść niesie, skonstruował ten dwuszynowy pojazd, aby przewozić ze swojej fermy buraki cukrowe. Ponad 130 lat temu zrobił nim furorę na wystawie światowej i został zakupiony na potrzeby Lasku Bulońskiego.                                                             

Miniaturową kolejką wjeżdża się do Ogrodu Aklimatyzacyjnego triumfująco. Po pierwsze , przygląda nam się z zazdrością w oczach dziki tłum stojący wokół ogrodzenia i czekający w kolejce po bilety. My już je mamy w kieszeni. Wysiadamy w samym środku japońskiego miasteczka, które wygląda rzeczywiście imponująco. Przypomina on po trosze jarmark pod gołym niebie, wzdłuż ścieżek stoją gęsto ustawione stragany z japońskimi produktami, mnożą się bary i restauracje z japońską kuchnią. W głębi widać scenę, z której dochodzi do nas śpiew i japońska muzyka, przemykamy się pomiędzy atelier, w których młode japonki przymierzają kimona a dzieci szukają dla siebie robionych z delikatnego pergaminu dmuchanych zabawek. Nie brakuje też gigantycznych rozmiarów japońskich marionetek, które defilują wzdłuż głównej alei.







Ogród Aklimatyzacyjny to jednak przede wszystkim tysiące atrakcji dla dzieci, rodzaj wesołego miasteczka i ogrodu zoologicznego z bardzo, bardzo długą, nie zawsze różową przeszłością. Tak naprawdę ogród założony został z myślą o pokazywaniu w nim wszelkiego rodzaju zwierząt egzotycznych (czy stąd pochodzi nazwa?), trzymano w nim żyrafy, słonie, antylopy, niedźwiedzie  i wiele innych unikalnych okazów. Podziwiały je wówczas takie sławy jak Dumas, Offenbach, Berlioz czy Gautier. Czarne dni Ogrodu nastały w okresie oblężenia Paryża w 1870 roku. Gdy sami mieszkańcy miasta musieli się żywić szczurami i kotami, nie było mowy, aby było czym wykarmić  zwierzęta egzotyczne. Wówczas odstrzelone zostały między innymi największe atrakcje, dwa słonie, Castor i Pollux, które wylądowały niedługo później na stole najlepszej paryskiej restauracji.

Tym razem największe emocje  wzbudza potężnych rozmiarów niedźwiedź oraz niezliczona ilość ptactwa, brodzącego w przepływającym po ogrodzie strumyku. No i niezliczona ilość zjeżdżalni, elektrycznych kolejek, trampolin…oraz spacery na plecach wielbłąda.


Polecam Ogród Aklimatyzacyjny wszystkim odwiedzającym Paryż z maluchami a zainteresowanym Japonią, jeszcze do 8 maja –obejrzeniem „Japońskiego Ogrodu”-najlepiej w piękny słoneczny dzień!


Udało mi się również dowiedzieć jak po japońsku pisze się 
"Holly": 




17 komentarzy:

  1. Anonimowy2.5.12

    A dla turystow bez maluchow jest jeszcze ogrod japonski Albert-kahn w Boulogne-Billancourt ;)
    zyta

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach, ach. Bardzo to wszystko piękne, aż chciałoby się wsiąść do pociągu, byle jakiego...
    Zdjęcia robisz przepiękne. Holly po japońsku wygląda malowniczo i tajemniczo. Świetny pomysł na zaprezentowanie nam i tej wersji.
    Niedźwiedź niebywale niedźwiedziowaty! a ogrodzenie wydaje się niewysokie (?)

    Zbieram się do popracowania nad swoją stroną, by była choć podobnie piękna i wygodna do czytania. Może uda się któregoś dnia, bo strach przed 'przeciąganiem' ogarnia mnie okrutny. Nie ten talent i odwaga. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Japonia i Paryż? Cudowne 2 w 1:))))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zyto,
    Dziękuję za przypomnienie! Znam ogród Alberta Kahna i nawet kiedyś o nim pisałam na blogu-jest faktycznie przepiękny i na szczęście można go oglądać spokojnie, bez tłumu dzieci….

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewo, tyle ochów i achów, że chyba się zarumienię, napisz coś krytycznego, błagam! Choć jeśli chodzi o niedźwiedzia, to się z Tobą całkowicie zgadzam-był niezwykle fotogeniczny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Midori,
    Sporo ostatnio tej Japonii w Paryżu, na każdym kroku…ale przyznaję, że piękny koktajl!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, to musiało być faktycznie tłoczno, niemniej ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Proszę bardzo holly:
    - lewy cudzysłów przy słowie "Ogród Japoński" został w poprzedniej linijce,
    - ...przygląda nam się z zazdrością w oczach dziki tłum...ajajaj, cieszysz się małodusznie z uprzywilejowanej pozycji (bo ty już w ciuchci).

    Czy wystarczy, abyś nie rumieniła się, podziwiana - czołowa europejska blogerko? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ewo,
    Oby los dał każdemu blogerowi takich czytelników jak Ty! Kajam się przed małodusznymi uczuciami, ale to była taka mała radość z dokonania dobrego wyboru! Gdyby nie ciuchcia, to przyszłoby nam stać chyba ponad godzinę na wejście...A wahaliśmy się! Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Holly, nie mialam pojecia o tym Ogrodzie Japonskim :) a na Porte Maillot czesto bywam. Jesli pogoda dopisze, to moze wybiore sie tam z kolezanka, co do mnie z Polski przyjechala :)
    Dziekuje w kazdym razie za inspiracje :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ewo jesteś cudowna, i nie wiem jak Ci dziekowac za płomień który zapaliłaś we mnie iskrzący fascynacją do Paryża i spowodowało to ze dziś z przyjaciółką zobaczylismy bilety za 200zł w dwie strony do Paryża i kupiłyśmy po przeczytaniu tego posta, i w czerwcu jstesmy w Paryżu i choć bez żadnych pieniedzy na nocleg ale z wielką fascynacją i miłoscią do tego miejsca :) jeszcze raz dziekuje.
    Tez chciałam Ciebie prosic bys zerkneła na moje prace, zalezy mi na Twojej opini. Dziwne ze akurat na Twojej ale przywiązałam sie do Twojego bloga i chciałam dac Ci coś od siebie byś moze tez choc w małej czesci zainspirowała sie moimi obrazami jak ja Twoimi tekstami.

    Pozdrawiam
    Dziekuje
    Happy Weekend !!
    http://modocreauit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Spaery,
    A więc udanej wyprawy! Ogród japoński tylko do 8 maja a więc trzeba się pospieszyć...

    OdpowiedzUsuń
  13. @i believe…
    To jesteście dziewczyny zupełnie szalone ! Życzę udanego pobytu, a gdybyście miały jeszcze jakieś pytania, to śmiało, jestem w Paryżu do końca czerwca, odpowiadam chętnie…
    Serdecznie dziękuję za okazane mi zaufanie i pokazanie własnych prac! Bardzo mi się podobały, masz już własną kreskę, własny styl dość łatwo rozpoznawalny, a o to chyba dość trudno. Prace z "przeszłości” spokojniejsze, bardziej wyważone. Czy przewidujesz jakąś wystawę?

    OdpowiedzUsuń
  14. Wpis owszem interesujący, ale w komentarzu informacja - bomba!!! Jak to do końca czerwca???? Holly przecież Ty i Paryż to mariaż doskonały!! Mam nadzieję, że Twój mąż nie przeczyta tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Droga Bee,

    Nie, jeszcze nie wyjeżdżam, tylko w lipcu wyruszam w świat, czyli oczywiście niedaleko, bo na południe Francji, najpierw na festiwal w Avignonie, a później będziemy krążyć po okolicy. Jak też sobie nie wyobrażam wyjazdu z tego miasta...

    OdpowiedzUsuń
  16. Holly, niestety choroba mnie powalila, wiec nie dalam rady :/
    Na szczescie moglam o tym przeczytac i poogladac zdjecia u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Uff, kamień z serca :)

    OdpowiedzUsuń