foto

foto

środa, 4 lipca 2012

Corbusier i Wikingowie w Paryżu


Odwiedzili mnie Wikingowie. Tacy prawdziwi, z północnej Danii. Z długimi, blond włosami, smagłą od ostrych wiatrów od morza twarzą, ubrani w ekologiczne, solidne buty, tak jakby mieli zdobywać  Himalaje. Nazwozili przy tym hojnie prezentów made in Denmark-  straszliwie designerskich  termosów, solniczek o liniach prostych i kształtach obłych (Georga Jensena-oczywiście Duńczyka ), przyjemnych dla wzroku i w dotyku - i   dość ekscentrycznie wyglądających we wnętrzu zaprojektowanym pewnie przez jednego z uczniów Haussmana.


W kilka minut po przylocie i rozpostarciu się, byliśmy już w  Maison de Denmark, zajmującym potężną kamienicę tuż przy Łuku Triumfalnym, na Polach Elizejskich. Jego obecność, gdyby ktoś miał ochotę na specjały z ojczyzny Andersena i klocków Lego, sygnalizuje dobrze widoczna, bo sporych rozmiarów duńska flaga. Tak więc popędzając moich Wikingów Polami Elizejskimi w stronę Luwru, co wydało mi się nie tylko oczywiste, ale wręcz wskazane, usłyszałam głos. "A czy moglibyśmy tak pojechać na Wielki Łuk?" -pytali o obiekt, który w języku Woltera nosi nazwę "Grand Arche". "Oczywiście, a czy jest coś jeszcze, co koniecznie chcielibyście zobaczyć? "-zapytałam … i tu padło nazwisko, którego się nie spodziewałam- "Le Corbusier". Le Corbusier?-chyba nie udało mi się ukryć zaskoczenia. Miast podziwiać architektonicznie piękno hausmańskich kamienic, renesansowe domy placu Wogezów, bazylikę Sacre Coeur i Montmartre, jak na prawdziwych turystów przystało, oni chcą oglądać betonowe słupy i zimne, puste wnętrza wymyślone przez Le Corbusier? 

I tak oto już następnego dnia  wyruszyliśmy śladami  szwajcarskiego architekta, którego Fundacja mieści się pod tajemniczym adresem 55, rue Docteur Blanche.-metro Jasmin. Zupełnie nie znam tych okolic, rzadko tam chyba ktokolwiek zagląda, z wyjątkiem pewnie samych mieszkańców. Jest to dość odległy od centrum rejon„szesnastki“. Żeby dotrzeć na miejsce po wyjściu z metra, mija się przepiękne, mocno zdobione, bogate kamienice najbardziej burżuazyjnej, rezydencyjnej paryskiej dzielnicy.


Wejście do willi la Roche w szesnastej dzielnicy Paryża


Willa La Roche-fasada

I może właśnie ze względu na ten przeogromny kontrast pomiędzy barokowością hausmańskich kamienic a prostą linią, jaką le Corbusier rysował swoje projekty, willa La Roche robi na nas takie ogromne wrażenie. Została ona zaprojektowana  przez Corbusiera w latach 1924-25 roku dla szwajcarskiego bankiera z Bazylei. Miał to być jego dom rodzinny a ponadto galeria, ponieważ jej właściciel posiadał znaczące zbiory sztuki: Braque’a, Picassa, Legera. Ponadto mieścić się w niej miały wszystkie pomieszczenia użytkowe, salon, sypialnie, kuchnie. Corbusier nie miał wielkiego terenu do dyspozycji a działka była już wówczas dość szczelnie wokół zabudowana. Z tego właśnie względu, wielki hall został rozciągnięty na całą wysokość domu.  Długa rampa prowadziła do biblioteki dominującej nad głównym pomieszczeniem willi. I tak oto ultranowoczesna willa La Roche stoi sobie pośrodku XIX wiecznej, typowej dla Paryża architektury.


Podłużna rampa prowadząca do galerii-salonu

Był to mój pierwszy, prawdziwy kontakt z dziełem architektonicznym Corbusiera (chociaż kiedyś dawno temu zwiedzałam już, ale bez wielkich emocji, dom zaprojektowany przez niego w Genewie), ale ten kontekst właśnie XVI dzielnicy, mocno udekorowanych kamienic Hausmanna sprawia, że mocniej odczuwa się, niezwykłą prostotę i funkcjonalność rozwiązań szwajcarskiego architekta.

Kolejnym odkryciem okazała się podparyska willa Savoy, w Poissy. Zaprojektowana została przez Corbusiera jako domek na weekendy dla rodziny Savoya i ochrzczona „Widne godziny”. Miało to być pudełko na powietrze postawione na trawie i takim naprawdę jest. Nie m a „przodu” ani „tyłu” domu, parter ginie w cieniu pierwszego piętra, opartego na betonowych kolumnach i jest niejako zawieszony w powietrzu,  a zamyka go rozpostarty na płaskim dachu, ogromny taras.



Trzeba może mieszkać tak jak ja, w hausmańskim, mrocznym, pełnym okien wychodzących  na ciemne podwórka domu, żeby docenić projekt genialnego mistrza. Tam jest widno, przestrzennie,  wszędzie dociera światło! Wszystko jest proste w formie i linii-wmurowane w ściany szafy, biblioteki,  wypoczynkowa łazienka z kafelkową "kanapą".


Łazienka willi Savoy


Kręcące się schody



Tyle Corbusiera udało mi się zobaczyć z moimi Wikingami. Do trzeciego miejsca związanego z obecnością szwajcarskiego architekta w Paryżu musiałam dotrzeć już sama, a okazja ku temu nadarzyła się w związku z wystawą Sutter–Corbusier zorganizowaną w paryskim miasteczku Uniwersyteckim. Akademik dla młodych Szwajcarów jest dziełem Corbusiera.

Kilka słów o samej wystawie. Może tylko tyle, że mogłaby się stać tematem pięknego scenariusza filmowego. W 1927 roku, słynny już wówczas architekt odwiedza w azylu psychiatrycznym kuzyna. Od czterech lat jest on zamknięty w przytułku przez rodzinę. Corbusier spotyka kulturalnego, wykształconego, aczkolwiek ekscentrycznego i bardzo zadłużonego starszego pana, przy tym architekta i muzyka-skrzypka i postanawia mu pomóc, dostarczając materiał, papier, tusz oraz podejmując z nim cały szereg projektów. Współpraca ta trwa dziesięć lat, przerywa ją wojna.

Szwajcarski akademik jest w użytkowaniu i przyznam się szczerze, że z zewnątrz nie robi jakiegoś większego wrażenia. Wewnątrz wydaje się już też trochę muzealny, przywraca pamięć bloków budowanych w latach 70-tych w naszej komunistycznej ojczyźnie. Architektura nowoczesna poszła jednak, co tu się oszukiwać,  przez te ostatnie sto lat do przodu. Może właśnie tam, w tym obiekcie,  geniusz Corbusiera jest najmniej widoczny? A może z założenia miał być skromny, przeznaczony dla studentów? Jeden z pokoi jest zawsze otwarty i udostępniany zwiedzającym, nosi numer 105.


Szwajcarski akademik-czy nie przypomina architektury warszawskiego Domu Partii?






Pokój studencki zaprojektowany przez Corbusiera

Moi Wikingowie już powrócili do domu, nacieszyli oko Corbusierem i wieloma innymi paryskimi atrakcjami a ja nimi. Jedno mnie tylko ciekawi. Jaki był związek i wpływ Corbusiera na powojenną polską architekturę? Sadząc po załączonych zdjęciach, chyba niemały...


8 komentarzy:

  1. A ja czekałam na ten uśmiech Wikinga, ale rozumiem, że tak jak fantastyczne prezenty zachowałaś je dla siebie :), oj, dzieje się u Ciebie, dzieje :) i dziękuję, że mogę być w Paryżu częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja cieszę się ogromnie, że mam się z kim dzielić moimi paryskimi impresjami…Uśmiech Wikinga zabójczy! Jestem wielką fanką…Pozdrawiam!

      Usuń
  2. WOW, te dwa pierwsze domy Corbusier'a istne cudo.
    A dotychczas 16-tka kojarzyła mi się najczęściej z niegdysiejszym zachwytem Córki:
    Mamo, a czemu My nie mieszkamy w tej dzielnicy? :)
    Czy to miasteczko Uniwersyteckie to 'Cite Internationale Universitaire' przy Parku Monsouris?
    Mieszkałam tam kilka tygodni; Akademik tak zaprojektowany - zupełnie mi jednak 'umknął'.
    Czego to się człowiek u ciebie nie dowiaduje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja „szesnastki” nikomu bym nie polecała, strasznie snobistycznie i jakoś tak martwo… Życie toczy się jednak gdzie indziej. Miasteczko akademickie jak najbardziej przy parku Montsouris, może o nim samym coś kiedyś napiszę, bo chyba warto!

      Usuń
  3. Chętnie bym się wybrała na taką wycieczkę "w realu" z Tobą. A Cité Universitaire uwielbiam, jednak trzeba przyznać, że ten akademik, o którym piszesz dość kiepsko się starzeje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w zanadrzu jeszcze wiele innych "wycieczek"...musimy się koniecznie umówić! Jeśli chodzi o akademik, to całkowicie się z Tobą zgadzam, niezapominając, że ma już chyba ze sto lat i wtedy był naprawdę prekursorski...

      Usuń
  4. Pamietam, gdy czytałam kiedyś Łysiaka Francuską sciezkę po raz pierwszy , to on zachwycał się Corbusierem i jego kaplicą w Ronchamp. Taki duzy bunkier, dla mnie ta prostota ogromu nie do przyjęcia. Widziałam w Marsylii taki jego ogromny blok mieszkalny, podobno jest ich kilka we Francji. Tak, rzeczywiscie, nasze niektore osiedla wygladają "korbusierowsko", my na te bloki wołamy "szafy". Lata 70. i wielkie pawilony, niby pasaże handlowe w centrach miast wzorowały się chyba na jego pomysłach. Mam taki w swoim miescie, wyjatkowa brzydota i nawet, gdy go teraz pomalowali, wygląda upiornie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedny Corbusier, gdy to słyszy to pewnie przewraca się w grobie…Pozostaje pytanie, na ile wzorować się oznacza banalizować i w jakiś tam sposób pauperyzując przekłamywać wzory mistrza…

    OdpowiedzUsuń