foto

foto

sobota, 8 października 2016

O niepokornych konstruktywnie

Niedzielna manifestacja kobiet w Paryżu
Świat przyspiesza. Zmiany dokonują się coraz szybciej i prowadzą nas w nieznanym kierunku. W głowie mieszają nam media, politycy, dziennikarze. Komu wierzyć? Czy można jeszcze komuś wierzyć? A może najlepiej zamknąć się w swoich czterech ścianach i zacząć hodować kaktusy albo uprawiać jogę? Ale nie, przecież nasze działanie, choćby niewielkie, może zmienić świat, uczynić go choć odrobinę lepszym. Wiem, trzeba dokonywać wyborów, stanąć po właściwej stronie. Kata czy ofiary? Prawdy czy kłamstwa, wolności czy zniewolenia. Nie daje się wszak żyć na zasadzie "panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Moje ostatnie dni w Paryżu obfitowały w spotkania z ludźmi którym nie jest, nie było, obojętne to, co działo się i dzieje na świecie,  niezgadzającymi się na zło, na łamanie prawa, na pozbawianie innych wolności wyboru. Postanowiłam napisać o tych spotkaniach kilka słów.

Najpierw niedziela. Na placu Inwalidów, obok polskiej ambasady, zebrały się kobiety ubrane na czarno, na znak protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce.  Dwie wspaniałe dziewczyny z ruchu „nousdabord” czyli „najpierwmy” prowadziły spotkanie, w którym brało udział chyba ponad tysiąc osób. Francuzek było chyba  dwukrotnie więcej niż Polek, zrzeszone w rozmaitego rodzaju organizacjach feministycznych, broniące praw kobiet do stanowienia o sobie. Odśpiewałyśmy razem francuski hymn kobiet z refrenem „ powstańcie kobiety niewolnice, rozerwijmy kajdany, powstańmy, powstańmy, powstańmy”. Mówi się, Francja to stara demokracja. Tak, my dopiero raczkujemy, zbieramy się, żeby razem manifestować i działać, one są już wytrawione w boju.  1968 rok, walka o antykoncepcję i legalizację aborcji zrobiły swoje. Ale większość uczestników niedzielnej manifestacji, to młode polskie kobiety, odważnie broniące wolności i prawa do decydowania o sobie. Manifestacja była wielkim sukcesem.


Z kolei wczoraj rano, po raz pierwszy brałam udział w konferencji prasowej Mateusza Kijowskiego zorganizowanej w Paryżu przez KOD. Dobrze, że przyjechał, spotkał się z dziennikarzami i wyjaśnił jak wygląda sytuacja w Polsce. Otworzył oczy tym, którzy przecież nie muszą wiedzieć, że Polacy nie stali się z  dnia na dzień antydemokratyczni i antyeuropejscy, że istnieje społeczeństwo obywatelskie, gotowe manifestować w obronie prawa, Konstytucji, wolności mediów państwowych, przeciwko inwigilacji przez policję i służby specjalne czy dyskryminację obywateli nie zgadzających się z partią sprawującą w Polsce władzę. Takich demonstracji najbardziej boją się dyktatorzy, bo nawet mały ogień może wywołać pożar. Wychodząc z konferencji pomyślałam sobie, że dzięki jego inicjatywie i powstaniu KOD-u, położona została pierwsza, mocna tama przez wprowadzaniem stopniowo w Polsce władzy autorytarnej na wzór sprawowany przez Putina. Ale to, co udało się w Rosji- spacyfikowanie społeczeństwa- w Polsce nie ma szans, obudziliśmy się! 

A wieczorem,  czas poświęcony prawom człowieka, tym razem w Rosji.  Wczoraj cały świat wolnych mediów obchodził dziesiątą rocznicę zabójstwa rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej. Dla działającego we Francji stowarzyszenia Russie-Libertés, ta rocznica stała się okazją złożenia hołdu ikonie wolnego, bezkompromisowego, odważnego dziennikarstwa. Za pisanie prawdy, za śledztwa i reportaże z wojny w Czeczenii zapłaciła własnym życiem.  Nie znaleziono zleceniodawców zabójstwa dziennikarki 7 października 2006 roku.

10 lat bez Anny(Politkowskiej)
Konferencja odbywała się budynku merostwa 4 dzielnicy, otworzył ją mer, Christophe Girard i podkreślił, że ta siedziba zawsze służy ludziom broniącym wolności. Najbardziej dramatyczny apel usłyszeliśmy z ust wydawcy Anny Politkowskiej, Jean-Francois Bouthorsa z wydawnictwa Buchet/Chastel. Mówił o świecie, w którym wygodniej jest zamknąć oczy, nie widzieć tego co dzieje się w Rosji i przed czym starała się nas przestrzec Anna Politkowska. 

Dzisiejsza Rosja nie jest krajem demokratycznym-mówił, Putin pozbył się opozycji, zniszczył społeczeństwo obywatelskie, organa sprawiedliwości wydają decyzje pod jego dyktando. Ale rękę do tego przykłada świat Zachodu, nie reagując na niszczenie prawa, przymykając oczy na łamanie praw człowieka, bagatelizując morderstwa na politykach opozycyjnych i dziennikarzach. Zachód jest zafascynowany Putinem, jego brutalnością, przemocą, bezwzględnością w egzekwowaniu posłuszeństwa-mówił wydawca Politkowskiej. Francja nie jest wyjątkiem, zarówno na lewicy jak i wśród partii prawicowych mamy jego wyznawców, dla wielu jest on modelem-ostatnio nawet w Stanach. Rosja Putina zinstrumentalizowała dramat Syrii, bez jej poparcia reżim Baszara Al-Sada, który ma na sumieniu śmierć 300 tys. ludzi oraz miliony uchodźców nie padł, ale utrzymał się u władzy. Prawicowy kandydat na prezydenta Alain Juppé przyznał, że mamy do czynienia z ludobójstwem. Anna Politkowska nas przestrzegała, pokazując w swoich książkach i reportażach z Czeczenii prawdziwą twarz Putina oraz dzisiejszej Rosji. Nie bała się. Klimat nienawiści, brutalizacja polityki jakie wprowadził Putin rozlewa się dziś na całą Europę. Nie fascynuje dziś ludzi demokracja, wolność, prawda, fascynuje władza autorytarna.
Dobrze, że te słowa padły, bo może były najpiękniejszym przywołaniem ideałów Anny Politkowskiej.

Na zdjęciu Małgorzata Szuleka: Helsińska Fundacja Praw Człowieka
Obejrzeliśmy też doskonały i szeroko nagradzany film szwajcarskiego reżysera, Erica Bergkrauta „List do Anny” opowiadający o ostatnich latach Anny Politkowskiej, na który składały się sceny kręcone jeszcze za życia dziennikarki, wywiady z jej najbliższymi-mężem, dziećmi, w redakcji gazety, rekonstrukcja zabójstwa, minuta po minucie a także filmowane fragmenty z jej spotkań w Czeczeni. 

 A po filmie, w debacie przy okrągłym stole wzięli udział rosyjscy dysydenci, artyści i dziennikarze. Elena Milaczina, dziennikarka, która przejęła tematykę Czeczenii po Annie Politkowskiej w Nowej Gazecie, adwokat  Paweł Czikow z ONG Agora, artysta performer Paweł Pavleński znany m.in. z tego, że zaszył sobie usta na znak protestu. Był też polski akcent wieczoru, o sytuacji w Polsce mówiła Małgorzata Szuleka z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w Polsce. Zrelacjonowała ona obecną sytuację w kraju, kończąc wypowiedź optymistycznym akcentem, że społeczeństwo obywatelskie w Polsce trzyma się mocno, o czym świadczą ostatnie protesty a pierwszym celem ataku władzy autorytarnej jest zniszczenie więzi społecznych, stworzenie atmosfery strachu i wzajemnej nieufności. W Polsce nie udało się zniszczyć społeczeństwa obywatelskiego mimo, że zawłaszczono media publiczne, instytucje, firmy i spółki a trwają nieustanne ataki na niezależność sądów, prokuratury i Trybunału Konstytucyjnego.

Przyszło nam żyć w czasach, gdy nie sposób stać na boku i przyglądać się wydarzeniom. Zaangażowanie wymaga odwagi, ale w życiu trzeba dokonywać wyborów czy opowiadamy się za złem czy za dobrem,  demokrację czy dyktaturą, wolnością czy zniewoleniem. Tak było zawsze, w różnych okresach historii i zawsze byli Ci odważni, nieustępliwi i konformiści, którzy za wygodę i korzyści sprzedawali duszę: kolaboranci, cwaniacy, ludzie bez kręgosłupa moralnego. Wystarczy poczytać Szekspira...


3 komentarze:

  1. Od zawsze interesowała mnie historia. Szczególnie ta najnowsza Polski. Zaczytywałam się w relacjach ze strajków, protestów. Zastanawiałam się, czy miałabym odwagę tak protestować. Z czasem doszłam do wniosku, że żyję w wolnym kraju i nie muszę. Codzienność zweryfikowała moje osądy. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Ja w tych strajkach kiedyś brałam udział, nigdy nie zapomnę, gdy krzyczeliśmy na Placu Zamkowym w Warszawie podczas starcia z policją w 1981 roku "nie bójmy się" trzymając się za ręce, gdy policja rzucała w nas puszki z gazem łzawiącym. Zdobycze polityczne po 89 roku sprawiły, że wydawało nam się, iż ta wolność będzie trwać wiecznie, że już nigdy nie będziemy musieli wychodzić na ulicę, że stworzymy sobie kraj marzeń. Wystarczyło kilku cyników, kilku frustratów i wielu rozczarowanych aby wszystko się zmieniło, i znów musimy wychodzić na ulicę aby walczyć o swoje prawa. Najważniejsze to nie bać się śmiało wygłaszać swoje opinie, to nasze podstawowe prawo, na tym polega demokracja. A jednocześnie jedyny sposób obrony przed dyktaturami. Wolność, jak powiedziało już wielu mądrych ludzi, nie jest czymś danym na zawsze, trzeba o nią walczyć codziennie. Odwagi życzę i pozdrawiam!

      Usuń
  2. Najwazniejsze to respektowac wybory wiekszosci. Tyle pani krzyczy o tej demokracji a nie potrafi jej zaakceptowac. PiS sam sie nie wybral wygral wiekszoscia, Trump sam sie nie wybral , Marie le Pen tez prowadzi w sonadzach na tyle klamstw i propagandy lejacej sie z klamliwych mediow . Jest pani hipokrytka i tyle w temacie. Najpierw niech sie pani nauczy demokracji zeby o niej pisac. DEMOKRACJA TO RZADY WIEKSZOSCI i trzeba to uszanowac !!! Cale te towarzystwo lewackie razem z KODem to antydemokraci i tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń