Czy mozna cos sensownego napisac o miescie, w ktorym spedzilo sie zaledwie dziewiec dni? Czy nie bedzie to jedynie spojrzenie bardzo naskorkowe, europejskiego turysty, ktory probuje sie jakos odnalezc w zupelnie obcej dla siebie cywilizacji. Ale moze wlasnie takie spojrzenie kilkudniowego podgladacza tez sie liczy, nieskazone czesto bardzo subiektywnymi wizjami pisarzy czy zabiegami politykow?
Spedzilam wiec dziewiec dni szeroko otwierajac oczy, nadsluchujac dochodzacych do mnie glosow ulicy, dzwiekow, spiewow i glosow tamburow. Rozmawialam z ludzmi, pytalam o wszystko, o system polityczny, o kobiety, o szczescie. Obserwowalam. Magiczny Marakesz. Co to takiego?
Mimo, ze miejsce to nabierze rytmu i zycia dopiero wieczorem i pozna noca, wlasnie teraz, za dnia, latwiej przygladac sie ludziom, ich twarzom, kolorowym sukniom, lapac spojrzenia. Ludzkie mrowisko nie przypomina tlumu wychodzacego z paryskiego metra. Inny jest tez pospiech-ludzie przemieszczaja sie z wysoko podniesiona glowa, moze po to, zeby nie zgubic turbanu, nakrycia glowy, bawelnianej czapeczki. Na rowerze przejezdza mezczyzna ubrany w mocnoniebieska suknie, z turbanem na glowie. To Tuareg. Niebieski jest kolorem Tuaregow, ludzi pustyni . Sahary odleglej o zaledwie piecset kilometrow.
Kilka godzin pozniej na placu, wraz z nastaniem mroku poprzedzonego glosnymi nawolywaniami muezinow do modlitwy, pojawiaja sie zaklinacze wezy, zespoly grajace na starodawnych tamburach i spiewacy. Klimat sredniowiecznego miasta. Gdy kiedys szukalam opisow zycia teatralnego Genewy z okresu przed Kalwinem, trafialam wlasnie na takie obrazy, podrozujacych z dzikimi zwierzetami treserow i akrobatow. Natrafilam tez na takie opisy czytajac o historii X-wiecznego Paryza i targu Lendit. Tak jakby tysiace handlarzy i chlopow sciagnelo tu z calego kraju proponujac materialy, skory z wezy i baranow, przyprawy, ziola, perfumy i instrumenty muzyczne. Paryski sredniowieczny targ Lendit slynal rowniez ze znakomitej jakosci pergaminu. W Marakeszu nie sprzedaje sie pergaminu.
Wyprawa do dzielnicy wyprawiaczy skor. Bladzimy wsrod biednych, bardzo biednych uliczek. Ktos chce nam pomoc, pokazuje droge, ale nie wierzymy. Podazamy przed siebie. Obrazy bardzo mocne, czesto szokujace. Widzialam je na zdjeciach, ale czym innym sa zdjecia a czym innym trwajace dwie-trzy godziny ocieranie sie o ulice, spotykanie ze wzrokiem obserwujacych nasz kazdy krok ludzi. Nie mam nawet odwagi na wyjecie aparatu. Jakis pseudoprzewodnik proponuje nam odwiedzenie ukrytych we wnetrzach ciasnych podworzy fos ze skorami. Napredce opowiada o procedurze uzdatniania smierdzacych baranich, kozich powlok ktore pozniej przerobi sie na torby i paski. Nie, nie ma zadnego zapachu przed ktorym nas przestrzegano. Ale technologia, co wyraznie widac, chyba sie nie zmienila od sredniowiecza. Po francusku na skore mowi sie „maroquinerie”-to od Maroka.
Karmimy sie ziarnami kuskusu, gotowanym jagniecym miesem i warzywami. Pijemy litry herbaty mietowej, ktora nalewa sie z rozmachem, z wysoka, zeby utworzyla sie pianka. Aby ja w ten sposob schlodzic? Nie, to dla smaku. Wykwintnego smaku miety.
I nagle przychodzi mi do glowy, ze rozmawialam z wieloma mezczyznami, ale z zadna kobieta. W restauracjach i kawiarniach kelnerami sa tylko mezczyzni, w sklepikach i warsztatach mezczyzni. Nie ma salonow fryzjerskich dla kobiet. Nie, jest, jeden, ale ukryty za kotarami. Gdzie sa kobiety, co robia, czym sie w tym miescie zajmuja. Oczywiscie spotyka sie je na ulicy, ukryte pod bezksztaltnymi sukniami do samej ziemi, z zakrytymi glowami, z dziecmi na rekach, rzadko a moze nawet nigdy samotne.
Wynajety do spaceru wokol murow miasta szofer zielonego powozu zawozi nas do panstwowego souku. A tam trafiamy do kooperatywy kobiet. Ta najbardziej wygadana, trajkocze jak nakrecona o zaletach sprzedawanych produktow farmaceutycznych. Wychodzimy z jakims mydlem o niezidentyfikowanym, ale bardzo mocnym zapachu i przyprawami. Dochody maja trafic do kooperatywy. Czym sa i jakie maja znaczenie takie feministyczne inicjatywy. Czy jest ich wiele? Chcialabym dowiedziec sie wiecej i wiecej o kobietach zyjacych w krajach Orientu. Z pewnoscia cos znajde na znajomych literackich blogach.
Yves Saint Laurent, ktorego wystawe obejrzymy pozniej w Ogrodzie Majorelle i ktory byl zafascynowalny Marakeszem powiedzial, ze to miasto pozwolilo mu odkryc kolory i bylo cudownym wprowadzeniem do Afryki. Do Maroka trzeba powrocic. Jak najszybciej.