foto

foto

niedziela, 1 listopada 2009

Palac w Chantilly-sladami genialnego ogrodnika André Le Nôtre'a






W ostatni dzien pazdziernika wybralam sie do Chantilly, miejscowosci polozonej 49 km na polnoc od Paryza i znanej przede wszystkim ze znakomitej, bitej (recznie!) smietany. O innych walorach tego miejsca dowiedzialam sie zaledwie kilka dni temu dzieki ostatniemu wydaniu genialnego programu francuskiej telewizji „Korzenie i skrzydla” (Polecam w co druga srode na France3!). Ujawnial on tym razem tajemnice restauracji palacu nalezacego przez wieki do dynastii Kondeuszy, fontann i systemu irygacji w ogrodach zalozonych w XVII wieku przez genialnego ogrodnika André Le Nôtre’a. Mialam do odebrania gosci z lotniska Charles de Gaulle, ktore znajduje sie zaledwie kilkanascie kilometrow od Chantilly, wiec postanowilam zobaczyc te wszystkie architektoniczne cudenka na wlasne oczy.

Palac w Chantilly, malowniczo polozony na wodzie, zrobil na mnie wieksze wrazenie niz Wersal czy Chambord. Uderza przede wszystkim ogromny spokoj panujacy wokol obiektu, nie ma mrowia autokarow i turystow a moze to po prostu sam palac, jego architektura i otoczenie, hektary zielonej przestrzeni i przepieknie zadbanych ogrodow z fontannami sprawiaja, ze odczuwamy jakis rodzaj spokoju, wyciszenia i harmonii.






Krolewski ogrodnik André Le Nôtre byl niewatpliwie geniuszem. Wszystkie fontanny, a jest ich niemalo, dzialaja wedlug sprytnie wymyslonego systemu dostarczania wody dzieki spadkowi z zainstalowanej nieco dalej wiezy. Architekci bronili sie za wszelka cene, aby zachowac XVII wieczny system hydrauliczny i nie montowac elektrycznych pomp. Warto wspomniec, ze Le Nôtre zaslynal projektujac ogrody w palacu Vaux-le-Vicomte. Jego wlasciciel Fouquet chcial zaimponowac krolowi Ludwikowi XIV. Krol sie wsciekl z zadrosci, Fouqueta wyslal na banicje a sam kazal sobie budowac Wersal. Oczywiscie Le Nôtre zostal projektantem ogrodow...w tymze Wersalu.



Natomiast we wnetrzach znakomicie utrzymanego palacu mozna obejrzec ogromna, druga pod wzgledem wielkosci po Luwrze imponujaca kolekcje obrazow z malarstwem europejskim i stara, piekna blibioteke zaopatrzona w ponad 13 tys. ksiazek, istny raj dla bibliofilow. Mysle, ze warto wybrac sie do Chantilly nie tylko na wspanialy krem serwowany w drewnianych XVII-wiecznych altankach, ale przede wszystkim dla urokliwego, zacisznego parku w stylu francuskim.





Dla koniarzy, rewelacja moga sie okazac zabytkowe stajnie, ktore ani rozmiarami ani architektura niczego nie musza pozazdrosci palacowi. Miesci sie tam „zyjace muzeum konia”, ale otwarte ono bedzie dopiero po renowacji, ktora potrwa do 2011 roku. Na razie mozna zobaczyc w „konskim teatrze” przedstawienia, stylowe parady - pokazy konskich figur i akrobacji.


Szukalam jakichs polskich akcentow w palacu w Chantilly. Nie, nie bylo latwo, ale znalazlam. W jednej z galerii obrazow mozna obejrzec portret Adb-El Kadera namalowany przez Stanislawa Chlebowskiego. Ten polski, XIX wieczny artysta z Podola byl przez 12 lat nadwornym malarzem tureckiego sultana Abdula-Azisa i stad orientalna tematyka w jego malarstwie. Mam wrazenie, ze nigdy nie zdobyl jakiejs wielkiej slawy. Czasami trafia nawet na aukcje. Ale jak znalazl sie w Chantilly, w towarzystwie Rafaela i Van Dycka? Zagadke pozostawiam historykom sztuki.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza