foto

foto
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malarstwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Jak natrafiliśmy na ślad nieznanego obrazu Olgi Boznańskiej


Piątek. Najciekawszy dzień w słynnym paryskim domu aukcyjnym Drouot. Na kilku piętrach i jednocześnie w kilku salach odbywają się aukcje mebli, obrazów, biżuterii, książek, fotografii, masek afrykańskich czyli wszystkiego, co tylko możecie sobie wyobrazić.
Licytacje rozpoczynają się z reguły o 14, ale aby obejrzeć to, co zostanie tego dnia wystawione na sprzedaż, trzeba być  na miejscu między 11 a 12, a wówczas wolno nam podotykać, dokładniej się przyjrzeć, odwrócić do góry dnem, zadać każde pytanie ekspertowi.
Tuż przed wyjściem z domu dzwoni znajomy.
 –Jedziesz do Drouot? To jadę z Tobą.
Wchodzimy do pierwszej sali: meble, obrazy, sporo przepięknych foteli, ceramiki. Przy stoliku informacyjnym leży sporych rozmiarów, w cudownej ramie, portret mężczyzny w niebieskim garniturze. Nie jest podpisany. Podoba nam się. Znajomy pyta panią za biurkiem o estymację.
-Jest to obraz nieznanego malarza, wyceniliśmy go więc na 500-600 euro.
Mało, bardzo mało-dochodzimy do wniosku. I nagle mój znajomy przygląda się bliżej obrazowi i mówi - przecież to Boznańska.  Olga Boznańska. Wpatrujemy się dokładniej…
-Spójrz, to jest technika Boznańskiej, ten sam sposób nakładania farby, rysowania rąk, a ponadto obraz został namalowany na kartonie, jak większość jej prac,  dając ten specyficzny matowy cień, mówi znajomy. Stojąca obok pani ekspert przysłuchuje się jego wywodowi i podchodzi do nas:
-Czy naprawdę wie pan kto mógł ten obraz namalować? To znakomicie! My nie wiedzieliśmy, podpisaliśmy „Ecole moderne”, ale nie mamy pojęcia, kto mógłby być jego autorem. A więc jak nazywa się ta pani, która go namalowała? Czy mógłby mi pan przeliterować nazwisko? I ona mieszkała w Paryżu? Znakomicie!

 Gdy znajomy wyjaśnia wszystko szczegółowo ekspertce, wokół zaczyna się zbierać coraz większy tłum przysłuchujących się mu marszandów. Pani ekspert prosi mojego znajomego o wizytówkę, gdyby w przyszłości potrzebowała kogoś znającego się na sztuce polskiej. 

Mamy dwie godziny do aukcji. Podnieceni i przekonani, że już za dwie godziny staniemy się właścicielami portretu mężczyzny w niebieskim garniturze, siadamy w najbliższej brasserie. Ja decyduję się, że wysupłam te 1,5-2 tys euro, bo Boznańska, ale więcej to chyba nie dam… Cena może pójść wyżej-zastanawiamy się…No tak, ale czy ktoś zdecyduje się kupić niepodpisany obraz? A ponadto, poza nami, czy ktoś jeszcze może wiedzieć, że jest to na pewno obraz polskiej malarki? Chyba nikt! A jeśli to nie ona jest autorką -zastanawiamy się-to stracimy trochę pieniędzy. Gorączka rośnie!

Na miejscu jesteśmy już wiele minut przed otwarciem sali. Rusza licytacja. Nasz upatrzony obraz mężczyzny w niebieskim garniturze ma numer 46…Czas straszliwie się dłuży…Wreszcie chłopcy stawiają obraz na podwyższeniu…jest…w całej swojej okazałości. Przepiękny portret, w cudownych ramach. Przedstawiony zostaje jako możliwy portret Paula Valery’ego. Nikt nie wspomina o Boznańskiej…

Olga Boznańska Portret mężczyzny w niebieskim garniturze


Zaczynają padać z sali cyfry: tysiąc, dwa, cztery, dziesięć, piętnaście, dwadzieścia…w przeciągu zaledwie kilku sekund cena obrazu dochodzi do 32 tys. euro! Trzy stuknięcia młotkiem i już ma właściciela! Rozglądamy się po tłumie stojących za nami marszandów, ale trudno się zorientować w czyje ręce trafił.

Wychodzimy z sali, i wówczas podchodzi do nas zdenerwowany młody człowiek i mówi łamaną polszczyzną -"I po co Pan im powiedział, kto namalował ten obraz, po co! Mój tata licytował do 24 tysięcy, dalej to już nie miało sensu…gdyby Pan im tego nie powiedział, to pewnie licytacja nie poszłaby tak wysoko,  nikt by się nie dowiedział, że ten obraz namalowała  Boznańska. Kilka minut później podchodzi do nas już tata, który okazuje się być bardzo znanym polskim marszandem sztuki, autorem wielu znanych w Polsce kolekcji…

-Tym razem się nie udało- mówi…Dochodzimy jednak wspólnie do wniosku, że na sali było jeszcze kilka innych osób, które rozpoznały, że był to obraz polskiej malarki...

Gdy wychodzimy z Drouot mówię do znajomego -No i widzisz, co narozrabialiśmy? I nagle kątem oka widzę, że jakaś dama taszczy środkiem ulicy naszą Boznańską. I że jest to nasza pani ekspert, która zarzekała się jeszcze przed dwoma godzinami, że nie wie, kto jest autorem dzieła i dlatego dała taką niską cenę…
-To nie dla mnie, tłumaczy się, to dla znajomego…

Robimy sobie jeszcze kilka pamiątkowych zdjęć z „naszą” Boznańską, zanim nie zawiśnie ona gdzieś, u kogoś, w salonie. Sugerujemy również pani ekspert, że portretowany mężczyzna, to jednak nie jest, jak utrzymywała, Paul Valery, ale nie daje się przekonać.

Olga Boznańska, Mężczyzna w niebieskim garniturze, na paryskiej ulicy


I tak oto NIE stałam się dzisiaj posiadaczką obrazu Olgi Boznańskiej, co bynajmniej nie oznacza, że tego żałuję, bowiem podstawowa zasada przy kupowaniu na aukcjach, ale można ją równie dobrze zastosować w życiu brzmi: niczego nie żałować-na pewno czeka nas jeszcze niejedna, dużo lepsza okazja. A ponadto mój znajomy stał się ekspertem w dziedzinie malarstwa polskiego w Drouot, przeżyliśmy fajną przygodę razem, a to ma większą wartość niż posiadanie. Boznańską możemy sobie przecież obejrzeć w muzeum. Ale do Drouot postanowiliśmy zaglądać jednak częściej!

niedziela, 3 marca 2013

Sekrety Luwru: Gabrielle d’Estrées i jedna z jej sióstr



Gabrielle d’Estrées i jedna z jej sióstr 

Miałam wczoraj przyjemność i zaszczyt bycia oprowadzanym po Luwrze przez... księżną i hrabinę  de La Rochefoucauld. To przywilej rozmawiać z  z osobą, w której żyłach płynie od wieków niebieska krew a ponadto, księżna okazała się osobą bezpośrednią, kontaktową i z pasją opowiadającą o sztuce. Zdradziła kilka sekretów muzeum, pokazała najnowsze akwizycje oraz poprosiła o zwrócenie uwagi na jeden z najbardziej tajemniczych i fascynujących obrazów królewskiej kolekcji noszącym tytuł „Gabrielle d’Estrées i jedna z jej sióstr”. 

Jest to obraz anonimowego autora z tzw.. drugiej szkoły Fontainbleau. Widzimy na nim dwie nagie  kobiety, siedzące w przykrytej białym prześcieradłem wannie. Jedna z nich dotyka sutka drugiej, trzymającej w palcach pierścień. Na drugim planie widoczna jest trzecia kobieta o rudych włosach szyjąca prawdopodobnie ubranko dla dziecka. Obok niej stoi przykryty zielonym suknem stół, w głębi widać ciemne lustro. Co znaczy dotykanie sutka Gabrielle przez jej siostrę? Co łączy obie kobiety? Co oznacza pierścionek albo, czy rude włosy kobiety na drugim planie są synonimem zdrady? Dlaczego w lustrze, w głębi obrazu, malarz niczego nie namalował i dlaczego nie podpisał się pod obrazem? Czy się bał?  Kim jest nagi mężczyzna w głębi obrazu, który ma przykryte czerwoną materią genitalia? Wszystkie te pytania dręczą ponoć po nocach historyków sztuki.


Wiemy natomiast że:   po prawej stronie obrazu namalowana została kochanka Henryka IV- Gabrielle d’Estrées. Ponoć najpiękniejsza wówczas kobieta we Francji, o wyjątkowo białej skórze,  powiła  królowi dwóch synów, Cesara i Alexandra oraz dziewczynkę, dzieci te zostały przez króla uznane. Ale Henryk IV był wówczas w związku małżeńskim z niepłodną królową Margot, więc aby poślubić piękną Gabrielle, musiał o unieważnienie małżeństwa prosić papieża, aby królewska nałożnica  mogła zostać królową Francji. Wszyscy byli jednak temu związkowi przeciwni. Przede wszystkim dlatego, że zrodzone w tym związku dzieci były bękartami i to do tego podwójnymi, gdyż Gabriela była już przecież poślubiona przez szlachcica z Bellegarde. Ponadto, uważana była za osobę rozpustną, rozrzutną, kochającą przepych i komfort, w przeciwieństwie do skromnego i kochanego przez wszystkich króla Henryka IV.

Ale gdy wszystko było już przygotowane  do ceremonii zaślubin z Gabrielle d'Estrées,  królewska kochanka w mocno zaawansowanej ciąży wraca na kilka dni z Fontainbleau do Paryża. Zaczyna się przedwczesny poród, dziecko rodzi się martwe, w kilka dni później w strasznych męczarniach umiera również królewska faworyta. Oficjalnym powodem są komplikacje porodowe, ale podejrzenia padają na przeciwników małżeństwa króla.

Wspomniany obraz ma swoją interpretację oficjalną: jej sutka dotyka siostra, księżniczka de Villars sugerując w ten sposób, że piękna białoskóra Gabrielle jest w ciąży z królem oraz, że z jej piersi wypływać będzie mleko.  Gabrielle trzyma w dłoni pierścień koronacyjny króla- znak, że zostanie królową. W głębi obrazu niańka szyje wyprawkę dla nienarodzonego jeszcze następcy tronu.

 A może za tą oficjalną lekturą kryje się jeszcze inna, pełna nowych znaczeń? Na przykład, zastanawia co łączyło obie kobiety. Czy na rozwiązłym dworze Henryka III Walezjusza (przez kilka miesięcy króla Polski) na którym obie damy się wychowywały, kobiet nie połączyło coś więcej niż tylko zwyczajna kąpiel? A może, mimo podobieństwa obu kobiet, „tą drugą” nie jest jej siostra, ale Henriette d’Entragues, kolejna królewska kochanka, która po śmierci Gabrielle zastąpi ją w królewskim łożu? A może przykryty zielonym suknem stół, to katafalk, zapowiadający śmierć białoskórej Gabrielle? I co oznacza rudy kolor włosów kobiety na drugim planie, czy nie jest symbolem zdrady? Czarownicy, z którymi walczył Henryk IV? 

Obraz jest kodowany, nie wszystko jest dziś czytelne. Ale jeśli uda się go kiedyś odczytać to może dowiemy się więcej o losie najsłynniejszej kochanki Henryka IV. 

Natomiast ten obraz jest niesamowitym źródłem inspiracji. Chociażby tu znajdziecie jego nowoczesną wersję...


niedziela, 1 listopada 2009

Palac w Chantilly-sladami genialnego ogrodnika André Le Nôtre'a






W ostatni dzien pazdziernika wybralam sie do Chantilly, miejscowosci polozonej 49 km na polnoc od Paryza i znanej przede wszystkim ze znakomitej, bitej (recznie!) smietany. O innych walorach tego miejsca dowiedzialam sie zaledwie kilka dni temu dzieki ostatniemu wydaniu genialnego programu francuskiej telewizji „Korzenie i skrzydla” (Polecam w co druga srode na France3!). Ujawnial on tym razem tajemnice restauracji palacu nalezacego przez wieki do dynastii Kondeuszy, fontann i systemu irygacji w ogrodach zalozonych w XVII wieku przez genialnego ogrodnika André Le Nôtre’a. Mialam do odebrania gosci z lotniska Charles de Gaulle, ktore znajduje sie zaledwie kilkanascie kilometrow od Chantilly, wiec postanowilam zobaczyc te wszystkie architektoniczne cudenka na wlasne oczy.

Palac w Chantilly, malowniczo polozony na wodzie, zrobil na mnie wieksze wrazenie niz Wersal czy Chambord. Uderza przede wszystkim ogromny spokoj panujacy wokol obiektu, nie ma mrowia autokarow i turystow a moze to po prostu sam palac, jego architektura i otoczenie, hektary zielonej przestrzeni i przepieknie zadbanych ogrodow z fontannami sprawiaja, ze odczuwamy jakis rodzaj spokoju, wyciszenia i harmonii.






Krolewski ogrodnik André Le Nôtre byl niewatpliwie geniuszem. Wszystkie fontanny, a jest ich niemalo, dzialaja wedlug sprytnie wymyslonego systemu dostarczania wody dzieki spadkowi z zainstalowanej nieco dalej wiezy. Architekci bronili sie za wszelka cene, aby zachowac XVII wieczny system hydrauliczny i nie montowac elektrycznych pomp. Warto wspomniec, ze Le Nôtre zaslynal projektujac ogrody w palacu Vaux-le-Vicomte. Jego wlasciciel Fouquet chcial zaimponowac krolowi Ludwikowi XIV. Krol sie wsciekl z zadrosci, Fouqueta wyslal na banicje a sam kazal sobie budowac Wersal. Oczywiscie Le Nôtre zostal projektantem ogrodow...w tymze Wersalu.



Natomiast we wnetrzach znakomicie utrzymanego palacu mozna obejrzec ogromna, druga pod wzgledem wielkosci po Luwrze imponujaca kolekcje obrazow z malarstwem europejskim i stara, piekna blibioteke zaopatrzona w ponad 13 tys. ksiazek, istny raj dla bibliofilow. Mysle, ze warto wybrac sie do Chantilly nie tylko na wspanialy krem serwowany w drewnianych XVII-wiecznych altankach, ale przede wszystkim dla urokliwego, zacisznego parku w stylu francuskim.





Dla koniarzy, rewelacja moga sie okazac zabytkowe stajnie, ktore ani rozmiarami ani architektura niczego nie musza pozazdrosci palacowi. Miesci sie tam „zyjace muzeum konia”, ale otwarte ono bedzie dopiero po renowacji, ktora potrwa do 2011 roku. Na razie mozna zobaczyc w „konskim teatrze” przedstawienia, stylowe parady - pokazy konskich figur i akrobacji.


Szukalam jakichs polskich akcentow w palacu w Chantilly. Nie, nie bylo latwo, ale znalazlam. W jednej z galerii obrazow mozna obejrzec portret Adb-El Kadera namalowany przez Stanislawa Chlebowskiego. Ten polski, XIX wieczny artysta z Podola byl przez 12 lat nadwornym malarzem tureckiego sultana Abdula-Azisa i stad orientalna tematyka w jego malarstwie. Mam wrazenie, ze nigdy nie zdobyl jakiejs wielkiej slawy. Czasami trafia nawet na aukcje. Ale jak znalazl sie w Chantilly, w towarzystwie Rafaela i Van Dycka? Zagadke pozostawiam historykom sztuki.