foto

foto

niedziela, 21 marca 2010

Tragiczna historia rodziny de Camondo


Przed kilkoma dniami ogladalam ujawnione po raz pierwszy przez Lanzmana 42-minutowe nagranie rozmowy z Janem Karskim, przeprowadzone w 1978 roku i pokazane przez ARTE. Lanzman jest sceptyczny, dociekliwy, tak jakby do konca nie wierzyl, ze Karski dobrze wypelnil swoja role „swiadka” Holocaustu podczas spotkania z Roosweltem i innymi politykami amerykanskimi. Karski konczy rozmowe mowiac, ze mozg ludzki jest juz tak zbudowany, ze to w co wierzy i co moze zrozumiec jest ograniczone doswiadczeniami, tym co sie wie, przezylo i poza te granice nie wychodzi. Probowal w ten sposob wytlumaczyc, dlaczego ci, ktorzy wiedzieli, nie wierzyli i nie reagowali....dlaczego dopuscili do zaglady Zydow.

Jak bardzo ludziom bylo trudno uwierzyc w cos, czego nie widzieli na wlasne oczy, przekonalam sie dzis po poludniu.

Skuszona pierwszymi promykami slonca, wybralam sie na spacer niedaleko od domu, w okolice Parku Monceau. A poniewaz z inicjatywy „Teleramy” zorganizowano „muzealny weekend”, totez celem wyprawy stalo sie polozone na obrzezach parku muzeum Nissima de Camondo.

Przechodzac przez jedna z najpiekniejszych dzielnic Paryza, zbudowana przez bogata burzuazje w drugiej polowie XIX wieku dotarlam pod adres 63, rue Monceau i weszlam na potezny, rozlegly dziedziniec typowego paryskiego „Hotelu” . Wizyte rozpoczelismy od polozonej w podziemiach wspanialej kuchni, z ogromnym piecem. Potem rozpoczelismy zwiedzanie poszczegolnych pomieszczen, biur, salonow, sypialni...wszystko urzadzone w stylu XVIII-wiecznego rokoka, od rzezb, zegarow, przez meble, bileloty i lustra...imponujace, ale przytlaczajce.

„Przepraszam, czy pani wie, ze w sasiedniej salce wyswietlany jest film o wlascicielu tego miejsca?”-zapytal mnie nagle pilnujacy tych skarbow starszy pan. Byl tak mily i ujmujacy, ze choc nie mialam ochoty na ogladanie filmow grzecznie zapytalam.-A jak tam trafic?

Gdy weszlam do sali, film juz sie rozpoczal. Byla to historia rodziny bankierow Camondo , wielkiej rodziny safaradzkich Zydow-najwiekszych bankierow ottomanskiego Imperium i ich droga z Konstantynopola do Paryza.  Dwaj bracia, Abraham i Nissim osiedlaja sie w dwoch „Hotelach”-blizniakach-jeden pod numerem 63 a drugi 61. Nissim ma syna, Moïsa, ktory odziedziczy po ojcu dom pod adresem 63. Jest on wielkiem kolekcjonerem nie tylko sztuki XVIII wieku, ale rowniez rodzacego sie na poczatku XX wieku impresjonizmu. Burzy nawet stary hotel i buduje cos bardziej funkcjonalnego, i co z zewnatrz bedzie podobne do wersalskiego petit Trianon.

Ma dwoje dzieci, Béatrice i Nissima. Gdy w 1914 roku wybucha wojna, Nissim wstepuje do wojska, chce walczyc za ojczyzne. Francja go potrzebuje. Walczy w jednostkach powietrznych, robi zdjecia i 1917 roku rodzina otrzymuje tragiczna wiadomosc o jego smierci. Ojciec sie zamyka, popada w depresje i podejmuje decyzje, aby po jego smierci, ku pamieci syna, przekazac caly swoj dom Muzeum Sztuk Dekoracyjnych i panstwu francuskiemu. Przekazuje wielkiej wartosci kolekcje. Jego wola sie spelnia w 1935 roku.

Przy zyciu, z rodzimy Camondo, pozostaje wtedy jedynie Béatrice, ktore wiele lat wczesniej poslubila Léona Reinacha, pochodzacejgo z wielkiej dynastii bankierow, ale takze intelektualistow. Reinach poslubia natomiast jedyna spadkobierczynie „Rotschildow Wschodu” jak zwyklo sie nazywac Camondo. Maja dwoje dzieci, Fanny i Bertranda. Béatrice pasjonuje sie konmi, poswieca im caly swoj czas.

Wybucha wojna. Béatrice nie czuje sie Zydowka, przechodzi w 1942 roku na katolicyzm. Sytuacja Zydow z dnia na dzien sie pogarsza, nie tylko dochodzi do konfiskacji mienia, ale wprowadza sie obowiazek noszenia gwiazdy Dawida. Béatrice nosi ja na konnych przejazdzkach po Lasku Bulonskim. Czuje sie bezpieczna, bo czy moze byc w niebezpieczenstwie ktos, czyj brat zginal za Francje, kto przekazal czesc swojego ogromnego majatku i zbiorow sztuki panstwu francuskiemu? Kto jest katolikiem?

W 1942 roku policja, nie wiadomo do dzis czy byla to policja francuska czy niemiecka, przychodzi po Béatrice i Fanny i zabiera je do obozu przejsciowego w Drancy. Trafia tam rowniez maz Léon i syn Bertrand. W 1943 roku cala rodzina zostaje wywieziona do Auschwitz. Ojciec i dzieci umieraja wczesniej. Béatrice prawdopodobnie na tyfus dwa tygodnie przed wyzwoleniem obozu przez Rosjan.

Jak to mozliwe, ze spadkobierczyni jednej z wielkich fortun francuskich nie uwierzyla? Nie ukryla sie, nie wyjechala, dala sie tak wywiezc na rzez? Podobnie jak sedzia Frankfurter, ktoremu Karski opowiadal w Waszyngtonie o sytuacji Zydow W Polsce. „Jak Panu nie wierze”-odpowiedzial. Obecny przy rozmowie ambasador Polski w Waszyngtonie, Ciechanowski, ktory przyjaznil sie z Frankfurterem obruszyl sie. Jak to, sugeruje Pan, ze pan Jan Karski klamie? Nie-odpowiedzial Frankfurter, ja nie mowie, ze on klamie, ja mowie, ze ja mu nie wierze.

Oto kilka zdejc z domu Moisa Camondo, ktory zgodnie z testamentem, zostal zachowany w takim samym stanie w jakim przekazal je panstwu ich wlasciciel w 1935 roku. Muzeum Nissima Camondo w kolejnosci mojego zwiedzania:




Ten gigantycznych rozmiarow piec, z 1912 roku sluzyl do grylowania mies. Wrazenie robi ogromnych rozmiarow, nowoczesna i funkcjonala kuchnia


Droga do pomieszczen mieszkalnych prowadzi tymi oto wspanialymi schodami





Miejsce westchnien wszystkich bibliofili, biblioteka z widokiem na park Monceau



Gabinet porcelany, w ktorym Pan domu spozywal rowniez posilki, gdy byl sam.


Wzorcowy XVIII-wieczny salon. W glebi portret malowany przez Vigée-Lebrun

5 komentarzy:

  1. Mysle, ze nie wierzyli, bo trudno bylo im sie pogodzic z mysla, ze ludzie wyksztalceni potrafia robic takie rzeczy. Tez sie wybiore do tego parku:D A poki co przeprowadzka dobiega konca, juz ostatnie bagaze... Mam nadzieje, ze za niedlugo sie spotkamy! Obowiazkowo pokaze Ci moje mieszkanko:) Pozdrawiam i milego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  2. material na dobra sage rodzinna, a przynajmniej Béatrice nalezaloby utrwalic

    OdpowiedzUsuń
  3. Plath, jesli juz wybierzesz sie do parku, to moze warto rowniez zajrzec do muzeum, ktore tak naprawde jest jedynym zachowanym i udostepnionym zwiedzajcym swiadectwem tego jak zylo sie w Paryzu, w okolicach parku Monceau w okolicach lat 30-tych...
    Klara,
    Masz absolutnie racje! Myslalm o tym samym a juz na pewno historia Béatrice de Camondo jest tak bogata i tragiczna zarazem, ze moglby z tego powstac przepiekny film. Nie wspomnialam o jej matce, ktora porzucila ojca dla wloskiego ksiecia, zatrudnionego przez meza do zajmowania sie rodzinnymi stajniami. Aby go poslubic, musiala przejsc na katolicyzm, ale zostala wykleta przez w sumie dosc konserwatywna arystokracje paryskich Zydow. Béeatrice byla cale zycie bardzo z matka zwiazana i choc wychowywal ja ojciec, czesto spedzala czas we Wloszech z matka...ta postac kryje w sobie tyle tajemnic...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pasjonująca historia! Muszę się wybrać do tego muzeum, nie wiem, jak mogłam przegapić jego istnienie... Park Monceau kojarzy mi się z dwiema rzeczami - moim porannym joggingiem ;) i... książką Zoli "La curée" (Zdobycz). Zawsze jak tam jestem, nie mogę myśleć o pięknej Renée, która w egzotycznej cieplarni spotykała się ze swoim przybranym synem-kochankiem.

    A słowa Karskiego - są szalenie prawdziwe. Myślę też, że ta "niewiara" to jeden z mechanizmów obronnych, umysł broni się przed tymi okropnościami, czasem lepiej nie wiedzieć za dużo, żeby nie zwariować...

    Pozdrawiam serdecznie z wiosennego Krakowa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czara,

    Chetnie bym sie z Toba wybrala na taki poranny jogging po parku Monceau, zwlaszcza, ze biega sie tam pooowooolutku i mialybysmy czas na pogaduszki...Zole musze koniecznie przeczytac...dziekuje za sugestie...
    Dziekuje tez za pozdrowienia z Krakowa...i czekam moze tez na jakas opowiesc o jego mieszkancach...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń