Ale z paryskiego okna sprawa wygląda nieco inaczej i trudno być tak całkowicie na traumę francuską obojętnym. Z góry mówię, że trudno obie sytuacje porównywać, ale skala szoku jakiego doznała Francja jest porównywalna do katastrofy smoleńskiej w Polsce. Nie ma co prawda ofiar śmiertelnych, ale Francja straciła prezydenta, ale nie tylko jego, ale narodową godność , honor a przynajmniej tak odczuwało się to we Francji gdy w telewizjach na całym świecie pokazał się niedoszły francuski prezydent w kajdankach na rękach w drodze do nowojorskiego więzienia dla kryminalistów. DSK, z którego Francja była naprawdę bardzo dumna, chociażby dlatego, że przewodniczył najważniejszej na świecie instytucji finansowej, miał niewątpliwie charyzmę, był kompetentny , w niego wierzono.
Popierało go, jak wynikało z sondaży, 60 proc. społeczeństwa. W zasadzie urząd prezydencki miał w kieszeni a tu nagle, w przeciągu kilku minut stracił absolutnie wszystko..
O sprawie DSK piszą od dziesięciu dni wszystkie francuskie gazety, nie przestaje nadawać na ten temat radio i telewizja-najczęściej komentatorzy przekrzykują się w oskarżeniach o tym, „kto wiedział i dlaczego nie powiedział”. Temat ten przesłonił naprawdę wszystkie inne wydarzenia i nie należy się temu dziwić.
Zatrzymanie DSK na lotnisku w Nowym Jorku, pokazanie go w kajdankach i przetrzymywanie w ciężkim więzieniu wywołało we Francji oburzenie, bo przecież, krzyczą wszyscy, łącznie z największymi autorytetami moralnymi, istnieje domniemanie niewinności!-termin ten słyszy się wszędzie, bez przerwy, tak jakby Francuzi nie chcieli uwierzyć, że to jest jednak możliwe. A przecież doskonale wiedzieli. Było tajemnica poliszynela, ze DSK jest, jak to się u nas mówi, podrywaczem, i że żadnej urodziwej pannie nie przepuści . Wszyscy znany ten rodzaju mężczyzn. We Francji, ze względów historycznych, tradycji libertyńskiej tego rodzaju zachowania są dość mocno tolerowane. I być może we Francji uszło by mu to bezkarnie albo za odpowiednia rekompensatą by się z tego wywinął, ale nie w Stanach Zjednoczonych. Skądinąd taki był główny argument wszystkich obrońców, bo przecież u nas...
Jakiś rok temu DSK został zaproszony do radia francuskiego France Inter. Znakomity satyryk, Stephane Guillon, zrobił wówczas na te okazję rewelacyjny humorystyczny program emitowany przed spotkaniem z szefem MFW, w którym naśmiewał się z seksualnego apetytu francuskiego socjalisty. Był jeszcze dziennikarz Liberation, Jean Quatremer, który podczas wyborów DSK na szefa MFW wprost powiedział wprost, że jego jedynym problemem jest apetyt na kobiety…
Cala sprawę obserwuję na co dzień czytając prasę i śledząc wydarzenia we francuskiej telewizji. To, co najbardziej zaskakuje, to całkowite negowanie wydarzen i domniemanej winy DSK, zarówno przez lewicę jak i prawicę. Tak jakby nie chciało się przyjąć do wiadomości, że fakt ten może okazać się prawdą. Druga ciekawa rzecz, to brak jakiegokolwiek współczucia dla ofiary, którą teraz będzie nagabywać armia detektywów, adwokatów, i szukać, grzebać w każdym drobiazgu z jej życia, aby udowodnić wszelkimi dostępnymi środkami niewinność Francuza. Jedyną osobą z francuskiej klasy politycznej, która upomniała się o poszkodowaną kobietę była Marine Le Pen, nowa szefowa skrajnie prawicowego frontu Narodowego. Ale nikt z lewicowej partii socjalistycznej, nawet wśród kobiet o biednej niepiśmiennej kobiecie, nawet nie wspomniał.
Być może po raz pierwszy w życiu będę miała okazje się przekonać, ile jest wart tak naprawdę amerykański system sprawiedliwości, na ile warto wierzyć w sprawiedliwość amerykańskiego sadownictwa i na ile bogatemu DSK uda się uniknąć odpowiedzialności za to co uczynił, jeśli uczynił.
Stoi za nim niezwykle mądra, błyskotliwa i nieprzyzwoicie bogata żona, dziennikarka, którą świetnie pamiętam z programu telewizyjnego 7/7 prowadzonego w każdy niedzielny wieczór-Anne Sinclair. Jest ona spadkobierczynią ogromnego majątku otrzymanego w spadku po dziadku, Paulu Rosenbergu, jednym z największych kolekcjonerów sztukiz początku wieku, przyjaciela Matissa, Picassa i wielu innych. W 1940 roku, w obawie przed prześladowaniami wyjechał do Stanów i tam założył nowojorska galerię sztuki. Nikt tak dokładnie nie wie, co kryje się w zbiorach Anne Sinclair, żony DSK, kolekcja jest ukryta w genewskim Port Franc i jak twierdzą kolekcjonerzy sztuki, jej właścicielkę nie kusza żadne pieniądze. Wiadomo jedynie, że obraz Matisse’a Odalisque z jej kolekcji został sprzedany na aukcji w 2007 roku za 33 .6 mln euro.
Anne Sinclair jest członkiem rady administracyjnej Muzeum Picassa w Paryżu, obecnie w remoncie, bliską przyjaciółką Elie Wiesela, skądinąd jej syn nosi jego imię, do niedawna z Waszyngtonu prowadziła bloga „Dwie trzy rzeczy widziane z Ameryki”. Dziś całkowicie poświeciła się obronie męża.
A tak już na marginesie. Czy to ma być model nowoczesnej kobiety? Przebaczyć zawsze i mimo wszystko? Bez względu na to jak jest się traktowanym przez męża, zdradzanym, ponizanym, ośmieszanym na oczach całego świata? A honor? A szacunek do samej siebie? Czy nie obowiązują nas już żadne normy etyczne?
Zaskakuje mnie również, że jak się okazało, francuska lewica wybrała na swojego kandydata, człowieka żyjącego w skrajnym luksusie, przedstawiciela burżuazji francuskiej, Miał on reprezentować francuską klasę robotniczą… na rezydencje w której pilnowany jest DSK Anne Sinclair, jego żona wybrała dom w Tribece za 35 tys. euro miesięcznie, czyli luksusową złotą klatkę. I to miał być prezydent francuskiej lewicy?
Francja czeka na dalszy ciąg rozprawy, akt oskarżenia zostanie wysunięty 6 czerwca.
Oto obraz Picasso, który przedstawia babcię Anne Sinclair trzymającą na kolanach jej mamę "Michu"






