foto

foto

piątek, 29 sierpnia 2014

Jean-Baptiste Carpeaux i Antoni Berezowski

Taniec, Jean-Baptiste Carpeaux
Paryż nauczył mnie jednego-oglądać wszystko! A najlepiej to, co jest bardzo odległe od zainteresowań-tylko tak  otwierają się "klapki " na rzeczy zupełnie nowe. Czasem wydarzenie, wystawa wydają się z pozoru  nieinteresujące, a później okazuje się, że odkrywamy coś wspaniałego, że wzbogacamy się o doznania albo o wiedzę czy fakty o których istnieniu nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Przechodzę do rzeczy- nie jestem ani znawcą ani amatorem rzeźby, ale w myśl zasady o której powyżej, zdecydowałam się wybrać na wystawę Jean –Baptiste’a Carpeaux do muzeum Orsay, nie bardzo wiedząc, co mnie tam czeka.  I tu zaskoczenie! Odkryłam fascynującego rzeźbiarza, bardzo mocno obecnego w Paryżu,  a ponadto małe polonicum i to jakie! Na czasie!

Kim był Carpeaux? Zacznę od końca, czyli od rzeźb, które możecie zobaczyć w Paryżu i które na pewno kojarzycie. Po pierwsze fasada Opery Garnier. Jedna z grup reprezentuje słynny „Taniec” i jest to figura skąpo odzianego młodzieńca otoczonego jeszcze bardziej skąpo odzianymi młodymi niewiastami. Słynny dlaczego? Ponieważ w rozpustno-moralistycznej połowie XIX wieku  został uznany za dzieło zbyt wyuzdane i...oblany czarnym tuszem. Na szczęście nic mu już teraz nie grozi, chyba, że pod operą pojawią się wiadomej narodowości pielgrzymi...

Druga słynna rzeźba Carpeaux stoi w Ogrodzie Luksemburskim i przedstawia monumentalną fontannę reprezentującą cztery kobiety symbolizujące cztery kontynenty trzymające glob ziemski.

Carpeaux mawiał, że życie to rzeźba a rzeźba to ruch. I to właśnie nieustanny ruch charakteryzuje najbardziej tego rzeźbiarza. Także dlatego uważany jest za prekursora rzeźby współczesnej.

Inny element który go fascynował to przemoc, ból, cierpienie. Te właśnie stany duszy ludzkiej starał się uwiecznić na przykład rysując głowy z płaskorzeźby  „Marsylianka” obecne na Łuku Triumfalnym i zaprojektowane przez jego mistrza Francois Rude.
Pisać o Carpeaux i nie wspomnieć o wpływach sztuki włoskiej na Francuza to wielki grzech. I ja go nie popełnię. Bowiem, gdy Carpeuax wygrał szkolny konkurs za „Hektora błagającego Bogów o wstawiennictwo za synem Astjanaksem”, nagrodzono go wieloletnim pobytem w rzymskiej Villi Medicis. Tam zachłysnął się rzeźbami Michała Anioła oraz zwyczajnymi ludźmi, których obserwował we Włoszech. Tam też przeżył pierwszą wielką miłość. Z literatury włoskiej czerpie również inspirację do Ugolina-tyrana z Pizy z „Piekła” Dantego, którego arcybiskup Ubaldini ukarał zamykając w twierdzy w własnymi dziećmi i wnukami. Ugolin zjadł własne dzieci i umarł z głodu.
Carpeaux fascynuje makabra, zbrodnia, przemoc.  Nie jest ani szkolny ani poprawny w tematach , które wybiera. Na przykład maluje scenę porodu, na której kilka kobiet trzyma rodzącą i tak jakby wyrywało z niej dziecko.

Maluje również konie, zafascynowany Les Barbieri-corocznym tradycyjnym galopem koni przez Piazza del Poppolo. I wiele swoich portretów „selfies”, rzeźbi słynnych władców i ich dzieci na przykład w cudownym „Księciu imperialnym i jego psie Nero” Ta rzeźba pokazana została w wielu materiałach. Rzeźbi imperatorkę Eugenię, Matyldę Bonaparte i Alexandra Dumas-syna z którym się przyjaźnił.

Nie był to człowiek banalny. Miał trudny charakter, był kłótliwy, niektórzy twierdzą nawet, że w jego zachowaniu było sporo przemocy. I takie też są jego rzeźby: w ruchu, dynamiczne.  
A na koniec obiecane polonicum. Otóż gdy w 1867 roku do Paryża przyjechał car Alexander II polski student Antoni Berezowski próbował dokonać na niego zamachu i strzelił do niego dwukrotnie. Ten zamach się nie udał, ale Berezowski miał znakomitego adwokata i uszedł z życiem, został ostatecznie skazany na banicję.


Carpeaux namalował scenę zamachu, bardzo rozmazaną, niewyraźną, ale na pierwszym planie widać dość wyraźnie Berezowskiego a na drugim, pojazd wiozący cara.

Podpis pod obrazem „zamach Berezowskiego, polskiego anarchisty na cara Alexandra II. Anarchista czy patriota-jak byście ten obraz podpisali?

sobota, 23 sierpnia 2014

Rosyjska cerkiew już za rok "ozdobi" Paryż


Proj. bryły Cerkwi i Centrum Kultury
Ci, którzy lubili podziwiać wieżę Eiffla z mostu Alma będą niepocieszeni. Federacji rosyjskiej udało się kupić w samym centrum Paryża teren o powierzchni ponad 4 tys. metrów,  tuż koło muzeum Quai Branly, niedaleko wieży Eiffla i planuje zbudować na tym terenie potężną cerkiew, Ośrodek kultury i duchowości rosyjskiej oraz  szkołę. Byłam tam dziś i widziałam na własne oczy. Budowa wrze! Obok mostu Alexandra III wyrośnie w Paryżu drugi obiekt na chwałę Rosji. Chcecie się dowiedzieć jak do tego doszło i kto w tym maczał palce?

Otóż pomysł zbudowania prawosławnej katedry w Paryżu pojawił się podczas wizyty rosyjskiego patriarchy Alexisa II w 2007 roku we Francji. Nicolas Sarkozy został właśnie prezydentem i pomysł ten przyjął z entuzjazmem. Tym bardziej, że przyjaźń rosyjsko-francuska była wówczas w rozkwicie. Rosji oddano Luwr do dyspozycji, aby mogła zorganizować wystawę „Święta Rosja” , podpisywano również właśnie kontrakty w sprawie sprzedaży Rosji słynnych Mistrali za kwotę 1,2 mld euro. Takim dobrym klientom kupującym francuski sprzęt wojskowy niczego się nie odmawia!

Sarkozy więc pobłogosławił projekt "żeby sprawić przyjemność Putinowi, któremu leżał on na sercu"i pozwolił, aby Rosja zakupiła teren- w samym centrum Paryża, przy 1 Quai Branly-4200 metrów2 w prestiżowej 7 dzielnicy, dwa kroki od wieży Eiffla. Rosja zapłaciła za ten teren 70 mln euro  czyli ok. 17 tys. euro za metr. Nikt nie był w stanie dać więcej!  W 2010 roku, administracja prezydenta Putina, która jest zleceniodawcą tego projektu, ogłosiła konkurs na projekt architektoniczny i w marcu 2011 roku, jury międzynarodowe składające się z dygnitarzy kościoła rosyjskiego, urzędników francuskich i rosyjskich  wybrała projekt Hiszpana, Manuela Nunez-Yanowskiego oraz gabinet rosyjski Arch Group.

proj. widok od strony mostu Alma


Projekt zakładał zbudowanie katedry z pięcioma  kopułami pokrytymi cienką warstwą szkła, seminarium oraz bibliotekę i wszystko to miało  być otoczone pięknym, zielonym ogrodem. Kopuły, z których najwyższa miała mieć 27 metrów wysokości, w projekcie miały mieć pozłacany odcień oraz srebrne dekoracje. Wszystko to było dosyć widowiskowe, dalekie od kościelnego rygoru, ale decyzja jury była kontestowana przez wiele osób i tak naprawdę nikomu się nie podobała a przede wszystkim merowi Paryża, Bertrandowi Delanoe. Taka była przynajmniej wersja oficjalna. W międzyczasie, główny architekt zmodyfikował projekt, ale ani stara wersja ani nowa nie przypadła znów do gustu merowi Paryża, który stwierdził, że jest to „architektura bardzo przeciętna a projekt wykonany w pośpiechu i nie pasuje do Paryża”... Zwrócił się nawet do Unesco, aby zgoda na budowę nie została komukolwiek udzielona bez konsultacji i aby za wszelką cenę ochronić brzegi Sekwany.

Co tu dużo mówić,  mer Paryża był przeciwko oszpecaniu miasta rosyjską cerkwią. Czy mógł zapobiec tej budowie? Nie bardzo! Co prawda budowa czegokolwiek w Paryżu leży w gestii mera, ale tym razem porozumienie zostało zawarte na poziomie międzynarodowym, między Rosją i Francją.

Prezydent Francji François Hollande (bo prezydenci się zmieniają ale przyjaźń rosyjsko-francuska trwa) popierał od początku swojego mandatu projekt, obiecując jednocześnie, że zrobi wszystko, aby język rosyjski stał się szerzej używany i nauczany we Francji”-powiedział to na konferencji prasowej, która dotyczyła budowy cerkwi i Centrum Kultury rosyjskiej.

Zgoda na budowę została wydana 24 grudnia 2013 roku. Wcześniej, zrezygnowano z projektu wybranego w konkursie Hiszpana i autorem nowego został Francuz, Jean-Michel Wilmote. 6 czerwca Putin położył kamień węgielny (przy okazji pobytu we Francji z okazji rocznicy lądowania Aliantów w Normandii). Budowę rozpoczęto w  czerwcu tego roku i w połowie 2015 ma być ona zakończona.
Projekt Centrum od wewnątrz

Budynki zostaną zbudowane z naturalnego kamienia z Burgundii tradycyjnie używanego we Francji. Z takiego kamienia zbudowana została katedra Notre Dame, czy Luwr. Autorem projektu jest, jak pisałam,  Jean-Michel Willmotte, francuski architekt bardzo dobrze znany w Rosji,  bowiem to on zaprojektował nabrzeża Wołgogradu, przebudowę fabryki w Krasnym Aktiabrze w Moskwie oraz zaprojektował Uniwersytet europejski w St. Petersburgu i stadionu w  Kalinigradzie, na którym będą się odbywały mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2018 roku. Nie będzie to tylko gigantyczna ortodoksyjna Katedra, ale również sale konferencyjne, szkoła dla 150 dzieci, hotel dla seminarzystów-jednym słowem-wspaniały obiekt propagandowy a miała być tylko cerkiew!

Przechodziłam dzisiaj mostem Alma, koło placu budowy i przypomniało mi się, jak warszawiacy, po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku własnymi rękoma rozebrali potężną cerkiew zbudowaną przez cara w Ogrodzie Saskim-symbol opresji carskiej Rosji. My więc rozebraliśmy...a
Francuzi budują Putinowi kościół! "Ortodoksyjna katedra w samym sercu Europy oznaczać będzie powrót Swiętej Rosji na arenę międzynarodową. Ma to znaczenie geostrategiczne"- powiedział w wywiadzie najbliższy współpracownik Putina odpowiedzialny za budowę paryskiej świątyni.

W prasie francuskiej ktoś napisał w komentarzu pod artykułem o przyszłym Centrum kultury rosyjskiej w Paryżu:  « Putin będzie mógł prewencyjnie przysyłać do Paryża wojsko dla ochrony swoich rodaków» A jest ich tu ponoć 200 tys. Laicka, antyreligijna Francja buduje więc w centrum Paryża ortodoksyjną katedrę! Były francuski minister kultury, Frederique Mitterand, nazwał w swoich wspomnieniach nową paryską świątynię katedrą Sw. Władimira. 

A oto kilka zrobionych dzisiaj zdjęć z budowy:


Zleceniodawca: Federacja rosyjska




Za kilka miesięcy ten widok na wieżę Eiffla zostanie przysłonięty rosyjską cerkwią

sobota, 16 sierpnia 2014

Tajemnica ulicy Radziwiłła


Zupełnie przypadkiem, udeptując paryskie ścieżki i zakamarki, odkryłam przed kilkoma dniami  mało znaną  kartę z życia naszego słynnego rodaka- Karola Stanisława Radziwiłła „Panie kochanku”. Ten dowcipniś i hulaka  a jednocześnie wielki patriota i najbogatszy w XVIII wieku polski magnat posiada, jak się okazuje, w okolicach Palais Royal malutką, zamkniętą uliczkę, która nosi jego imię: "rue Radziwill".

Gdy zobaczyłam niebieską tabliczkę z nazwą ulicy, mój zmysł detektywistyczny włączył się natychmiast. Kogo imię nosi ta ulica i dlaczego nazwano ją imieniem Polaka? Czy może zbudował tu jakiś wspaniały pałac? A może zajmował wówczas w Paryżu jakąś ważną  funkcję? Przekopałam się przez kilka dokumentów, ale na wszystkie pytania nie udało mi się zdobyć odpowiedzi. Oto co udało mi się ustalić.

Miasto Paryż, na swojej stronie, podaje niezupełnie, moim zdaniem, sprawdzone informacje: Można tam przeczytać, że ulica została otwarta w 1640 roku, że obecną nazwę otrzymała w roku 1867, że poprzednio nazwę Radziwill nosił jedynie pasaż. I do tego momentu można się zgodzić, ale już nie do informacji podanej dalej: " pasaż prowadził przez dom zbudowany przez księcia Radziwiłła w XIII wieku (?). Mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby polski książę, w XIII wieku budował w Paryżu pałac...Tym bardziej, że żadne inne źródło takiej informacji nie potwierdza. Podana data, jest więc pewnie wynikiem omyłki.

W słowniku Paryża z początku tego wieku znaleźć można natomiast potwierdzenie informacji o roku otwarcia ulicy oraz o istnieniu pasażu imienia Radziwiłła oraz po raz pierwszy podano imię oraz kilka informacji na temat polskiego księcia. Otóż chodzi-wedle Słownika- chodzi o księcia Karola Stanisława Radziwiłła( Charles Stanislas Radziwill) urodzonego w Nieświeżu w  1734 roku i zmarłego w Białej Podlaskiej w 1790 roku, który „walczył energicznie w 1772 roku przeciwko aneksji Polski przez Rosję, został wysłany na banicję przez Poniatowskiego, ukrył się w Paryżu po tym, gdy Car skonfiskował jego dobra warte pięć milionów”-podaje słownik francuski.

Jest to w tej chwili zamknięta ulica
 Natomiast na tej małej uliczce, według innego źródła, pod numerem 35-37 mieścił się pałac należący do rodziny Radziwiłłów, który został zburzony, gdy Bank Francji postanowił powiększyć swoją siedzibę. Wiele źródeł rozpisuje się na temat niezwykłych schodów, które mieściły się w tym domu, pozwalającym dwóm osobom jednocześnie wejść na dziewiąte piętro, nigdy się nie spotykając.

Informację, że chodzi o Karola Stanisława Radziwiłła potwierdza również Słownik ulic paryskich, ale nie podaje niestety nic więcej na temat polskiego arystokraty.

Kim więc był ów słynny książę Radziwiłł „Panie Kochanku”, który stał się pierwowzorem stolnika Horeszki w Panu Tadeuszu i o którym Julian Ursyn Niemcewicz pisał w swoich wspomnieniach: „ wyniosłej i ogromnej postaci; więcej sarmacką surowość i powagę niż nadobność i piękność w twarzy jego widziałeś”?


Przede wszystkim zachował się w zapisach pamiętnikarzy jako postać niezwykle barwna, ktoś kto co prawda nie stronił od picia, ale za to był cudownym gawędziarzem. Jego opowieści krążyły po całej Rzeczpospolitej. „W podróżach moich za granicą, gdy płynąłem do Wenecji, pokazała mi się, panie kochanku, syrena; zaczęła śpiewać prześlicznie, potem wlazła na okręt. Była ona, panie kochanku, gładka kobieta; diabeł mnie skusił, spaliśmy ze sobą i z tego złączenia się naszego porodziły się śledzie, których tyle jest dzisiaj”.

Przeszedł jednak do historii jako wspaniały patriota. Sprzeciwił się wkroczeniu wojsk rosyjskich do Polski, uznał sejm konwokacyjny w obecności wojsk rosyjskich za nielegalny, jego wojska w liczbie 3 tys. stoczyły w 1794 roku podczas powstania Kościuszkowskiego bitwę z wojskami Katarzyny II pod Słonimiem, za co zapłacił odebraniem mu tytułu wojewody, sekwestracją jego dóbr i skazaniem go na banicję. Później wrócił do łask ślubując wierność polskiemu, ostatniemu królowi. Ale wierność bez Rosji. W 1768 roku wystąpił przeciwko traktatowi, na mocy którego Polska miała się stać rosyjskim protektoratem i przyłączył się do przywódców barskich. Nie złożył nigdy przysięgi na wierność Katarzynie II. Po I rozbiorze osiadł w Nieświeżu.

Miłej niedzieli życzę, a gdyby ktoś chciał wybrać się na spacer  w okolice ogrodów Palais Royal, to ta mała uliczka o polskiej nazwie znajduje się bardzo blisko, jest równoległa do parku i rue de Valois.







niedziela, 10 sierpnia 2014

Podróżując legendarnym Orient Expressem...


W 1883 roku, z paryskiego dworca Wschodniego wyruszył do Stambułu pociąg, który przez następne sto lat stanie się przedmiotem zachwytu i fascynacji,  inspiracji dla pisarzy i artystów przewożąc śmietankę ówczesnej Europy: koronowane głowy i polityków, arystokrację i aktorów, szpiegów i pisarzy. Czy wiecie już o jaki pociąg chodzi? Oczywiście o Orient Express!

W paryskim Instytucie Świata Arabskiego trwa od kwietnia  wystawa, której celem jest przenieść nas w zaczarowany świat tego legendarnego pociągu, który 3050 kilometrów, z Paryża do Stambułu, pokonywał w rekordowym jak na ówczesne czasy tempie-w 81 godzin i 31 minut.

Postanowiłam więc zakosztować uroków podróżowania owym słynnym pociągiem. Schodząc z mostu Sully od podwórza Instytutu Świata Arabskiego doszły do moich uszu jakieś dziwne dźwięki, jakiegoś pomrukiwania, posapywania... Okazało się, że grzała się, przed podróżą-  słynna parowa lokomotywa- 230G 353. Ta „gwiazda” francuskich kolei, grała chociażby w słynnym filmie „Zbrodnia w Orient Expressie” Sydneya Lumeta zrealizowanym według powieści Agaty Christie czy też w jednym z odcinków Jamesa Bonda. Dodałam Wam linka do tego filmu, bo znakomicie pokazany jest w nim nie tylko sam pociąg, ale również życie podróżujących.

Podróż w czasie na dziedzińcu Instytutu rozpoczęłam  od wagonu, w którym mieściły się salony , w każdym przedziale stały cztery komfortowe fotele oraz szeroki stolik. Przyznam Wam się, że magia Orient Expressu zadziałała od razu. Wszystko zostało tak zaaranżowane, jak gdyby pasażerowie przed chwilą opuścili wagony pozostawiając nakrycia, torebki i bagaże. Przechodzimy później do części sypialnej,  część wagonu to dwuosobowe kuszetki (właśnie na takich nocował słynny detektyw Herkules Poirot) a dalej oglądamy już dwupokojowe, luksusowo urządzone przedziały noclegowe z łazienkami.
Przestrzenie wagonów są cudnie udekorowane-pracowali nad nimi najwięksi artyści epoki-w krysztale-Lalique, dywany pochodziły z manufaktury Gobelin, welury z Genui a drogocenne srebra, satynowe obrusy i kryształowe kieliszki z Francji. Orient Express do dziś symbolizuje sztukę wyrafinowanego, eleganckiego podróżowania.






Dalsza część podróży odbywa się w już w salach wystawowych ISA (Instytut Świata Arabskiego) , gdzie na dwóch poziomach, na ponad 1000 metrach zgromadzono wszystko to, co wiąże się z historią legendarnego pociągu: gigantyczne walizki, filmy dokumentalne oraz fragmenty filmów fabularnych, wiadomości z epoki.




Rozmarzyłam się patrząc na te wszystkie cuda...nawet jeszcze dziś wsiadłabym do takiego pociągu, który z Paryża, przez Strasburg, Monachium, Wiedeń, Budapeszt, Bukareszt zawiózłby mnie do Stambułu, a może nawet i dalej. Ba, gdybym jeszcze mogła przenieść się w czasie!!! Orient Express jeździł jeszcze dalej, bowiem na jego wzór  powstał również Taurus Express, który wiózł podróżnych ze Stambułu, przez Damaszek, Alep i Beyrouth do Trypolisu...
Podróżowało nim wiele znakomitości: Marlena Dietrich, Lawrence d’Arabie, król Ferdynand z Bułgarii Lew Tołstoj, Mata Hari, nawet Trocki i to nie raz...
Można sobie tylko wyobrazić atmosferę panującą w eleganckich pomieszczeniach Expressu, dyskusje jakie się tam odbywały, interesy jakie załatwiano czy też informacje jakie można było zebrać.  Dodam tylko, że Orient Express funkcjonował jeszcze do lat siedemdziesiątych XX wieku,  z czasem stał się zbyt powolny, zbyt wiele granic państw komunistycznych musiał przekraczać...

I na koniec małe polonicum. Zerknęłam na strony internetowe ISA utworzone przy okazji wystawy i dowiedziałam się, że 11 listopada 1918 roku w jednym z wagonów zostało podpisane zawieszenie broni pomiędzy szefem wojsk alianckich generałem Fochem i przedstawicielem Niemiec Matthiasem Erzbergerem. Tego dnia, na obiad podano kalafiora po polsku...

A propos restauracji, to z okazji wystawy otwarto specjalną restaurację z kuchnią orientalną „U Kalifa”- gdzie tanio i bardzo dobrze można zjeść.

Jeśli ktoś lubi historię i stare klimaty, to wystawę polecam.  Potrwa ona do 31 sierpnia.



Trasa Orient Expressu



Kasa

Salon 


Popielniczka stylu secesyjnym

Jeden z salonów w pociągu



Kolejka do Orient Expressu-długa...mimo deszczu!



Oj, nie podróżowało się wówczas lekko...



Raj dla łasuchów u Kalifa






wtorek, 5 sierpnia 2014

Sankcje i fascynacje Zachodu Rosją


Arkhip Kouindji, Elbrus
Jeszcze jedna kartka z wakacji. Z kolorowej, słonecznej Marsylii przemieściliśmy się na północ, jadąc przez zielony Vercors i górską Sabaudię do Genewy. W mieście Kalwina zatrzymaliśmy się na dłużej. Popołudniami, bo za oknem często padało, lubiłam słuchać szwajcarskiego radia. Szwajcarzy francuskojęzyczni mówią powoli i tematy nie są te same co we Francji, na przykład można się dowiedzieć jakie zioła uprawiać  na balkonie, jakie zwierzęta żyją w  Zoo w Garennes czy posłuchać  ludowej muzyki. W szwajcarskim radiu nie ma takiego szalonego rytmu podawania informacji jak w prawie każdym radiu francuskim. Mało mówi się o Ukrainie czy Gazie-więcej o pogodzie, kosmetykach dla psów i korkach w tunelu Sw. Gotharda. Radio szwajcarskie działa jak lekarstwo, relaksujący sport czy zajęcia z jogi...wycisza.

Podczas jednego z takich wakacyjnych popołudni włączyłam więc radio. Usłyszałam głos, ale to nie był głos Szwajcara, nie ta szybkość-to był Francuz, Emmanuel Ducamp, profesor paryskiej Szkoły Luwru i znawca Rosji carskiej. Chyba nigdy w życiu nie usłyszałam tylu komplementów pod adresem Rosji i jej stolicy Moskwy. To była relacja o raju, w jakim żyje 12 mln mieszkańców Moskwy, uczęszczających do ponad 100 teatrów, słuchających koncertów w 25 salach koncertowych i oglądających filmy w 125 kinach. Mówił o pięknym metrze, o zabytkach, o historii Kremla, o przeszłości i przyszłości: „Dzisiejsza Federacja Rosyjska jest kontynuatorem Rosji Carskiej, spadkobierczynią tradycji imperialnych. Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak potężna jest Rosja. Ten kraj był zawsze autokratyczny i taki pozostał do dziś-tłumaczył pan Ducamp, podkreślając, że dziś, tak jak za czasów carskich, istnieje alians „tronu i ołtarza”, że religijny kościół prawosławny wspiera władzę, że siła religijna Rosji rośnie wraz z jej potęgą polityczną. Opowiadał też o związkach Rosji z Europą, o tym jak carowie zapraszali do siebie architektów z Włoch...
W tonie jego głosu wyczuwało się fascynację krajem carów i Putina. Apolityczny, bezkrytyczny dyskurs francuskiego historyka sztuki o carskiej i dzisiejszej Rosji zgrzytał w kontekście podawanych codziennie informacji o wydarzeniach na Ukrainie i nieśmiałych sankcjach ze strony Unii.

W oddalonej o zaledwie 30 minut od Genewy Lozannie, w Pałacu des Beax-Arts trwała natomiast wystawa zatytułowana „Magia rosyjskiego pejzażu”-ze zbiorów galerii Trietiakowskiej w Moskwie. Postanowiłam ją zobaczyć. Nazwiska malarzy takich jak Riepin, Ajwazowski, Utkine, Lewitan ci, którzy  żyli w komunistycznej Polsce znają bardzo dobrze, bo o nich uczono w szkole, wmawiając nam, że są najlepsi na świecie.  Ale teraz, po sześcioletnim doświadczeniu przyglądania się  malarstwu francuskiemu, miałam troszkę inne spojrzenie na malarstwo rosyjskie. Przyznaję się, nie oglądałam tej wystawy przez pryzmat technicznych umiejętności malarzy, choć niektórym nie wolno ich odmówić, lekce pobierali w Paryżu i w Szwajcarii, ale moją uwagę przykuła tematyka. I przyznam się, wystawa mnie zaskoczyła. Na przykład uświadomiłam sobie, że Ukraina czy Kaukaz,  których to Rosja nie chce pozostawić w spokoju były na tej wystawie bardzo obecne, obrazy o tej tematyce malowało wielu rosyjskich malarzy. Druga rzecz, która zwróciła moją uwagę, to ogromna przepaść w rozwoju cywilizacyjnym Rosji, widoczne to było jak na dłoni w pokazanym malarstwie: obrazy błota, rozpadających się drewnianych domów, okutych w szmaty ludzi.

M.Kuzniecow "Swięto"-dziewczyna w stroju ukraińskim

Wystawie towarzyszy wydany przez Szwajcarów katalog, opiewający urodę rosyjskiego pejzażu, świąt ludowych, rosyjskiego folkloru. I w tym właśnie katalogu można też przeczytać o rusofili Szwajcarów i Francuzów, która rozpoczęła się w okresie ostatnich dwudziestu lat XIX wieku a wynikała z „konieczności znalezienia oparcia, po przegranej 1870 roku, w przymierzu na Wschodzie, aby przeciwważyć hegemonię Niemiec”.
Wystawa w Lozannie uświadomiła mi dwie rzeczy: jak bardzo Ukraina  i Kaukaz są elementem rosyjskiej tożsamości narodowej, jak bardzo są obecne w malarstwie oraz jak silna jest w zachodniej Europie rusofilia.
Od wieków. Pamiętacie politykę znienawidzonej przez nas Katarzyny II wobec Encyklopedystów? O tym, jak kupiła za życia bibliotekę Diderota albo jak wykupywała całą produkcję zegarków Woltera w zamian za uznanie ją „oświeconą” carycą. Encyklopedyści, elita intelektualna XVIII –wiecznej Europy wielbili ją, udzielała im wsparcia finansowego. Nie zastanawiali się nad prowadzoną przez nią polityką zagarniania ziem sąsiadujących z Rosją. W XIX wieku, gdy zachodnia Europa zaprzyjaźniała się z kolejnymi carami i budowała ku ich czci mosty ( w Paryżu) i place ( w Berlinie) my byliśmy poddani polityce rusyfikacji. Nie zachwycaliśmy się, bo nawet nie wypadało, rosyjską sztuką ani teatrem, bo ten przecież bojkotowaliśmy. Inna historia, inne doświadczenia...Przez cały XIX wiek, gdy Europa zaprzyjaźniała się z carską Rosją-my jej nienawidziliśmy...Na Zachodzie Rosja nasuwa skojarzenie z takimi postaciami jak Czechow, Bułhakow, Czajkowski, Rachmaninow, Tołstoj i Diagilew-dla nas, niestety, nie tylko... 

Może warto pamiętać, że jesteśmy stosunkowo młodzi w grupie państw, które coś mają w Europie do powiedzenia. Czasem mam wrażenie, że nasz głos niewiele znaczy w obliczu starych, dotartych przez wielki aliansów. Wystarczy przejrzeć prasę czy posłuchać dziennika, aby uświadomić sobie, jak dalece nasz stosunek do Rosji i stosunek do niej Francji czy choćby Szwajcarii się różnią. Zachód był i jest zafascynowany Rosją, nawet jeśli dziś zmuszony jest na nią nałożyć sankcje. My jesteśmy wobec niej o wiele bardziej twardzi, bo więcej przeżyliśmy.


Już po powrocie do Paryża, słuchałam przed dwoma dniami w France Inter rozmaitych specjalistów, Rosjan i francuskich rusofilów przestrzegających przed sankcjami wobec Rosji „bo może to się źle skończyć, bo nie należy poniżać narodu rosyjskiego, który stoi murem za Putinem.” Ale wydźwięk tych wypowiedzi jest jeden. Bo nie chodzi tu tylko, mam wrażenie, o względy gospodarcze, dyplomatyczne czy polityczne, ale o sentymenty. Których my, z racji doświadczeń historycznych nie mamy.
I jeszcze jedno. Jakoś brakuje nam, przynajmniej w Paryżu, polskich intelektualistów, dziennikarzy, ludzi pióra, którzy potrafiliby przedstawić polski punkt widzenia, skończyła się Kultura Paryska, brakuje Wata, Giedroycia, Miłosza, Herlinga-Grudzińskiego czy Konstantego Jeleńskiego. Nie działa polski Instytut Kultury, albo działa, ale tylko pozornie. Szkoda, bo Rosjanie potrafią wpływać na opinię francuską, słychać ich!