foto

foto

czwartek, 19 sierpnia 2010

Krzyz i Ars Homo Erotica



Po kilku dniach w Szwajcarii, powitalam przed tygodniem lotnisko Chopina w Warszawie.  Czy wiecie co się robi z rozpedu i bez zastanowienia gdy przylatuje się z Paryza? Kupuje pierwszy lepszy przewodnik po warszawskich teatrach i wystawach, zaglada na strony „kulturalna Warszawa” i szuka namiętnie czegos ciekawego do zobaczenia Co wiec tym razem w programie?
Z przyzwyczajenia popędziłam na Nowy Swiat i Krakowskie Przedmiescie a tam oczywiscie centralnym punktem byl jeszcze krzyz. Obraz byl to dosc zalosny, tak jakbym nagle znalazla się nie tyle w centrum Warszawy, co podczas procesji Wielkiego Tygodnia w Kalwarii Zebrzydowskiej…Bylam, widziałam … Krakowskie Przedmiescie nawet z tym nieszczesnym krzyzem wyglada naprawde wspaniale, tym bardziej, ze dopisywala pogoda i ulica stala się jednym wielkim deptakiem…
No i oczywiście nastepne moje kroki skierowałam do Muzeum Narodowego, gdzie przed kilkoma tygodniami, w atmosferze skandalu, otwarta zostala bodajze jedyna w historii naszego wystawiennictwa narodowego wystawa poswiecona sztuce „homo”. Przede wszystkim brawa dla dyrektora Muzeum, dla ministra Kultury i kuratora, ze cala ta wystawa mogla dojsc do skutku.
Bez watpienia jest to wystawa wazna i odwazna.  Stanowi przegląd trendow , tendencji  i moim zdaniem dosc kompletne świadectwo przemian społecznych zachodzących, takze w naszym  społeczeństwie. To, co na tzw. Zachodzie nie wywoluje już emocji i stanowi, czy ktos chce czy tez nie, rodzaj zwyczajności aco najwyzej egzotyki, u nas jest jeszcze przedmiotem negatywnych reakcji, nietolerancji i odrzucenia.
Nie mam zamiaru w szczegółach opisywac tego co widziałam. Od calej serii aktow meskich, robionych przez klasykow malarstwa polskiego po bardzo realistyczne obrazy zbiorowych orgii homoseksualnych malowanych przez artystow współczesnych.. Było kilka obrazow bardzo mocnych, ale nie dostrzeglam nic, co przekraczaloby jakiekolwiek, jeśli wogole takie jeszcze istnieja, granice sztuki.
Najwazniejsze jest to, ze udalo się te wystawe zorganizowac, sytuując nas troszke bliżej normalnych, otwartych i tolerancyjnych społeczeństw zachodniej Europy. Jak na razie tkwimy gdzies pomiedzy skrajna sredniowieczna dewocja, anachronicznym klerykalizmem i proba "wybicia sie na niepodleglosc". Co dalej?

Inna, bliska tematycznie, była piekna wystawa zorganizowana w Wilanowie, w Orangerii, „Amor Polonus czyli milosc Polakow" na ktorej odnalazłam cale mnóstwo zwiazkow kulturalnych polsko-francuskich. Ale o tym napisze jutro. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza