foto

foto
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

Jak wyzwolono Paryż w dziesięć dni?



Od tygodnia tkwię po uszy w historii Francji okresu drugiej wojny światowej. A to za sprawą Guciamal, która zupełnie niewinnie w komentarzu, przy okazji mojego wpisu z wystawy „Sztuka czasu wojny” napomknęła  o książce Alana Ridinga „A zabawa trwała w najlepsze”- o życiu kulturalnym w okupowanym Paryżu. Czy można pisać o sztuce w okresie wojny, jeśli nie czytało się  tego ważnego opracowania? Nie. Książkę właśnie kończę i obiecuję, że już niedługo o niej napiszę, a dziś kilka zdań na temat dotyczący tego samego okresu, sierpnia 1944 roku i wyzwolenia Paryża.

Zdarzyło mi się, że spacerując ulicami  tego pięknego miasta, zadawałam sobie pytanie, jak to się stało, że uniknęło ono losu Warszawy, że nie zostało przed wycofaniem się Wermachtu zrównane z ziemią? Co się na to złożyło?
Gdy więc przed kilkoma dniami natrafiłam przypadkowo we FNAC-u, na film René Clément'a z 1966 roku „Czy Paryż pali się?” –i przeczytałam na koszulce, że dotyczy on wyzwolenia miasta, zdecydowałam się ten film obejrzeć.  Grają w nim same debiutujące wówczas gwiazdy: Alain Delon, Jean Paul Belmondo, Leslie Caron, Orson Welles, Simone Signoret, Yves Montand…, lecz nie jest to jedynie film fabularny,  ma ambicję dokładnej rekonstrukcji wydarzeń z ostatnich tygodni przed wyzwoleniem miasta, w fabułę wplecione zostały dokumenty z epoki.


Leslie Caron i Alain Delon jako członkowie ruchu oporu w jednej ze scen filmu

Spłakałam się na tym filmie jak bóbr, gdy generał Leclerc, wbrew woli swojej alianckiej hierarchii, wyrusza na pomoc powstańcom, jego czołgi pędzą na Paryż gorąco witane po drodze przez ludność cywilną.  Eisenhower obiecał de Gaulle'owi, że to francuskie oddziały wyzwolą Paryż i tak się stało.  Powstanie warszawskie trwało już wówczas od trzech tygodni, nie doczekało się tak szczęśliwego zakończenia

Jak więc doszło do wyzwolenia Paryża? Akcja filmu rozgrywa się na kilka tygodni przed, ale po 20 lipca 1944 roku, tuż po zamachu na Hitlera oraz po inwazji wojsk alianckich na Normandię. Hitler wzywa do swojej kwatery w Prusach Wschodnich generała von Choltitza i mianuje go gubernatorem Paryża, powtarzając wielokrotnie, że jeśli miałoby dojść do kapitulacji i wyprowadzenia wojsk niemieckich, to Paryż należy spalić, zniszczyć, zrównać z ziemią…


Plac Zgody, scena z filmu "Paryż pali się?"

Minęły wówczas już cztery lata od dnia, w którym Francja, reprezentowana przez marszałka Petaine’a podpisała  haniebne zawieszenie broni, oddając władzę, gospodarkę i kulturę w ręce niemieckich okupantów. Niemcy mieli nieograniczone pełnomocnictwa aby kraść, mordować, wywozić do obozów, wspomagani przez francuską administrację, policję i żandarmerię. Wedle warunków zawartego porozumienia, Francja musiała za to jeszcze słono płacić. W Londynie, generał de Gaulle budował ruch oporu i rząd. I tak minęły cztery lata. 6 czerwca 1944 roku rozpoczęło się lądowanie Aliantów w Normandii. Krok za krokiem, niszcząc obronę niemiecką, armie złożone z wojsk alianckich posuwały się na wschód. Nie było konkretnego planu wchodzenia do Paryża i wyzwalania go. Ale na wieść o ich sukcesach , w strachu, że miasto znajdzie się pod okupacją Aliantów a wreszcie w związku z zamordowaniem (wersja filmowa) kilka dni wcześniej grupy studentów, 15 sierpnia wybuchło w Paryżu powstanie, które postawiło sobie za cel uwolnienie miasta o własnych siłach. A tak na marginesie, może paryskie powstanie było częściowo zainspirowane powstaniem w Warszawie? Na ile powstanie w Warszawie mogło być katalizatorem wydarzeń paryskich? -zupełnie luźno dywaguję.

Yves Montand w filmie "Czy Paryż pali się?"

15 sierpnia strajk rozpoczęli pracownicy Prefektury Policji. Zajęli lokal i zagrozili zbrojnym oparciem każdemu, kto będzie chciał ich stamtąd wyrzucić. Przestały od tego momentu działać komisariaty. Następnego dnia, generał von Choltitz, gubernator Paryża, wezwał ludność Paryża do zachowania spokoju.  Następnie, wstrzymana została dystrybucja gazu, w wielu dzielnicach zabrakło wody. Gestapo ulokowane w hotelu Majestic opuściło Paryż. Po trochu zamknięte zostały wszystkie biura, strajk generalny rozpoczęła poczta, z miasta wyjechał również rząd Vichy i przeniósł się do Nancy. Przestały działać ”gadzinówki” a ruch oporu zaczął wieszać flagi na największych budynkach w mieście. Nie było wody, gazu ani transportu, nie funkcjonowało metro. 19 sierpnia na ulicach toczyły się walki, ale obie strony były wyjątkowo słabo uzbrojone,   nie były to więc regularne walki, ale raczej potyczki. Wszyscy czekali na interwencję Aliantów. Stopniowo, odzyskana została kontrola nad najważniejszymi instytucjami niemieckimi. W mieście pozostał jedynie  sztab wojskowy generała von Choltitza. Ale jak pokazuje w filmie René Clément  Choltitz właściwie nie interweniował, spokojnie czekał na rozwój wydarzeń, wiedział, że uwolnienie Paryża spod okupacji niemieckiej, to już sprawa tylko godzin, może dni…oddał się dobrowolnie w ręce Aliantów, miasta nie zniszczył, chociaż mógł, ale wiedział, że mu się to nie opłaci...


Alain Delon w filmie " Czy Paryż się pali?"

Wybuchają jeszcze gdzie nie gdzie potyczki pomiędzy patrolami niemieckimi i przedstawicielami francuskiego ruchu oporu, ale generalnie, Wermacht się wycofuje.  Trzykolorowa flaga zostaje zawieszona  na ratuszu miejskim i prefekturze policji. Budowane są barykady, trwają bitwy uliczne. 24 sierpnia wieczorem dywizja generała Leclerca wkracza do Paryża i już w nocy dociera do ratusza, gdzie oczekują na niego przedstawiciele Narodowego Komitetu Ruchu Oporu. W środku nocy biją dzwony. Paryż jest wolny. W dziesięć dni.

Dzień później, 25 sierpnia, Polami Elizejskimi będzie defilował generał de Gaulle. To jest obraz, który przejdzie do historii. Powstańcom warszawskim pozostaną jeszcze dwa długie miesiące wal i tragiczny koniec. Aż trudno uciec przed porównaniami.


26 sierpnia 1944 generał de Gaulle defiluje Polami Elizejskimi

To nie były takie same powstania. Jak wynika z filmu „Czy Paryż pali się” opartego na faktach historycznych, w Paryżu, zarówno powstańcy  jak i Niemcy byli  bardzo słabo uzbrojeni, ale przede wszystkim Niemcy nie bronili się z takim uporem i z taką zawziętością jak w Warszawie, czując zbliżanie się frontu z północy. General Von Choltitz, gubernator Paryża nie zamierzał zniszczyć miasta, mimo nakazu Hitlera, ograniczył się do rozmieszczenia materiału wybuchowego pod mostami oraz na kilku najważniejszych obiektach. To nie determinacja ruchu oporu, ani waleczność Francuzów spowodowały, że miasta nie zniszczono. To szczęśliwy zbieg okoliczności. No i to, że Francja znalazła się w innej strefie wpływów, generałowi Leclerc w wyzwalaniu Paryża pomagały wojska amerykańskie. Stalin nie zamierzał się w tę strefę wtrącać. My nie mieliśmy szans.

Odbicie miasta przez ruch oporu i oddział generała Leclerca z rąk niemieckich było determinujące w późniejszej negocjacjach Aliantów. Ale to już zupełnie inna historia. Ja chciałam tylko podzielić się tymi kilkoma, z pewnością niekompletnymi, informacjami dlaczego Paryż pozostał nietknięty, a Warszawa wyglądała po wojnie tak, jak na słynnym zdjęciu Roberta Capy, choć w obu miastach wybuchły, mniej więcej w tym samym czasie, powstania liczące na interwencję wojsk alianckich. Paryż pozostał nietknięty, z Warszawy została kupa gruzu...nie mieliśmy szczęścia.


Robert Capa, kościół Sw. Augustyna Warszawa

sobota, 22 maja 2010

Podroz do Lunéville





Rodzinne obowiazki staly sie okazja, aby przed kilkoma dniami odwiedzic polnocna Szwajcarie. W drodze powrotnej przejezdzalismy przez Alzacje i Lotaryngie i nie sposob bylo nie zatrzymac sie w Lunéville, aby odszukac osiemnastowieczny palac Stanislawa Leszczynskiego, z ktorego sprawowal wladze jako ksiaze Lotaryngii przez rowno trzydziesci lat. Dzieki niemu miejsce to stalo sie przystania dla Woltera, Monsteskiusza, markizy Châtelet i wielu innych intelektualistow okresu Oswiecenia.

Do miasteczka wjechalismy droga prowadzaca przez malownicze Wogezy, poszukujac jakiegos kierunkowskazu, ktory moglby nas zaprowadzic do palacu krola Stanislawa. Wreszcie jest. Jedziemy waska uliczka, po obu stronach jedno-dwupietrowe kamieniczki, dosc zaniedbane, nieodrestaurowane, czesto nawet niezamieszkane.


Wjezdzamy wreszcie na „rue polonaise” co jest jednoznacznym znakiem, ze jedziemy w dobrym kierunku. Ta droga moze juz tylko prowadzic do palacu. I nagle, sposrod  jednostajnych kamienic wylania sie konstrukcja o niezwyklej architekturze, monumentalna, podobna do Wersalu, czesciowo przykryta rusztowaniami. Zatrzymujemy sie i zaczynamy szukac jakiegos wejscia, kasy, znaku, aby choc czesc palacu zwiedzic, ale nic nie znajdujemy.

W 2003 roku poludniowe skrzydlo palacu zostalo prawie calkowicie zniszczone podczas pozaru, spalily sie nieocenionej wartosci zbiory i od kilku lat trwaja prace przy jego rekonstrukcji. Jak na razie, palac Leszczynskiego swieci wiec pustkami i jedynie na dziedzincu swoje kramy rozlozyli handlarze-trwa wielki, sobotni targ.

Gdyby nie slub Marii Leszczynskiej z Ludwikiem XV to Stanislaw Leszczynski nigdy nie stalby sie wladca Lotaryngii. Leszczynski ja przejal za zrzeczenie sie  praw do polskiej korony. Po jego smierci, jako spoznione wiano dla jego corki, zostala ona wlaczona do Francji.

Leszczynski zaslynal w Lunéville nie tylko jako wielki umysl, filozof i swietny zarzadca powierzonym mu ksiestwem, ale przede wszystkim jako niezwykle szczodry i gospodarz. Slynna, wielbiona do dzis przez francuzow intelektualistka, markiza de Châtelet, partnerka Woltera, byla na tym dworze czestym gosciem. Przygarnieta przez krola na okres ciazy, w ktora zaszla podczas romansu ze slynnym uwodzicielem St. Lambertem, kilka dni po porodzie zmarla. Wolter pozostal przez dlugie lata niepocieszony po stracie jednej z najmadrzejszych kobiet swojej epoki.


Mieszkanie Woltera podczas pobytu w Lunéville miescilo sie w prawym skrzydle na pierwszym pietrze

Krol Leszczynski, co jest pewnie znakiem czasu, nie byl swiety a swoimi romansami sprawial niemalo trosk swojej ukochanej corce Marii, ktora zdecydowanie nie tolerowala jakichkolwiek przejawow libertynizmu. Jej ukochany ojciec, „papinio” jak nazywaly go wnuki - mial obok prawowitej zony, Katarzyny Opalinskiej, oficjalne kochanki. W Lunéville zyl w nieslubnym zwiazku z Maria Franciszka de Boufflers, markiza i wlasnie ona, niczym pani de Pompadour w Wersalu, organizowala zycie polskiego krola. Maria Leszczynska jej nie znosila i co jakis czas podsuwala swojemu ojcu kolejne kandydatki na zony, przed ktorymi Leszczynski bronil sie jak tylko mogl.


                                   Marmurowe schody z czasow Stanislawa Leszczynskiego

Za czasow Leszczynskiego palac w Lunéville blyszczal na cala Francje. Prowadzono bardzo wystawne, bogate zycie towarzyskie, nierzadko nie mogl pomiescic wszystkich zjezdzajacych sie  gosci. Slynal z przepieknych ogrodow z kaskadami, fajerwerkow oraz znakomitej kuchni. Do historii kulinarnej przeszly ulubione desery Leszczynskiego takie jak ciasto paczowe (Baba au rhum), ale jak niedawno sie dowiedzialam, rowniez z Lunéville pochodza slynne Madelaine, ciastka w ksztalcie migdalow.



Kucharka Leszczynskiego miala na imie Madelaine. Ktoregos razu spalilo jej sie ciasto i zeby mimo wszystko podac jakis deser, przywiozla ciastka upieczone przez jej matke. Krolowi-lakomczuchowi tak bardzo one zasmakowaly, ze kazal je sobie piec czesciej. Do kuchni francuskiej weszly one pod nazwa Madelaine.



20-sto tysieczne miasteczko zyje ciagle czasami krola Stanislawa-W glebi kawiarnia "Le Stanislaw".

Nie polecam jednak na razie wyprawy do Lunéville. Trzeba zaczekac az skoncza sie przewidziane jeszcze na kilka lat prace renowacyjne. Natomiast, jesli ktos chce sie dowiedziec czegos wiecej o francuskim zyciu krola Leszczynskiego polecam ksiazke „Kobiety Oswiecenia na dworze Stanislawa” autorstwa Gilberta Mercier.

czwartek, 26 listopada 2009

Yannick Haenel o Janie Karskim

Nie moglam wczoraj ominac spotkania, jakie paryska Sorbona zorganizowala z Yannikiem Haenelem, autorem ksiazki o Janie Karskim. Kim jest ten mlody francuski pisarz, ktory z tak ogromna pasja i talentem wydobyl z niepamieci postac polskiego Kuriera? Co go najbardziej zafascynowalo w postaci Karskiego? Jaka byla droga, ktora zaprowadzila go do poswiecenia mu kilku lat ze swojego zycia ?-zastanawialam sie.
O Janie Karskim nie wiedzialam zbyt wiele przed przeczytaniem ksiazki Haenela. I szczerze mowiac, juz od lat zadaje sobie pytanie, jak to mozliwe, ze uczac sie historii w szkole podstawowej, liceum i na studiach nikt nigdy nie rozmawial z nami na temat Holocaustu. Do roku 1989 temat ten po prostu nie istnial, rozmowy stanowily swoiste tabu.

Pamietam film Lanzmanna „Shoah”, wyswietlany w warszawskim kinie Muranow w 1985 roku. Trzy razy po trzy godziny. Wowczas, ale i dzis film ten byl odbierany za zdecydowanie antypolski. Widok polskiego chlopa, ktory na pytanie, czy widzial pociagi wiozace Zydow do Oswiecimia odpowiedzial, ze pokazywal im poderzniete gardlo, byl obrazem szokujacym. Czy faktycznie odpowiadal prawdzie, czy tez Lanzmann swiadomie wykorzystal ten obraz, aby wyrzucic z siebie to, co myslal o postawie Polakow? Tak czy inaczej, mysle, ze film Lanzmanna w duzym stopniu wplynal na opinie o Polakach-antysemitach we Francji. Ale oczywiscie o tej opinii nie mogl zadecydowac jedynie film.

Ksiazka francuskiego pisarza jest jedna z niewielu, jesli nie jedyna, ktora nie zajmuje sie ocena zachowan Polakow w obliczu Holocaustu. Ale wlasnie ta postawa spotkala sie z krytyka zaproszonego na wczorajszy wieczor profesora CNRS , z pochodzenia Polaka, Jean-Charles Szurka. Przedstawil on swoja wizje ksiazki Haenela, jak rowniez swoje widzenie wspolodpowiedzialnosi Polakow za Holocaust sugerujac nawet, nie do konca wprost, ze uratowalo sie jedynie 50-60 tys. Zydow z wojennej pozogi. „A pozostali? Dlaczego tak malo? Co stalo sie z 1.5 mln?”-pytal Szurek. Jego uwaga spotkala sie z natychmiastowym protestem profesor Celiny Francelle-Gervais a takze prowadzacego spotkanie profesora Wojciecha Falkowskiego. "Pragne podkreslic, zeby nie bylo w tej sprawie niedomowien, ze za smierc 1.5 mln Zydow nie sa odpowiedzialni Polacy” –probowal prostowac profesor Falkowski.

Szurek zaatakowal Haenela za brak obiektywizmu, za tworzenie obrazu Polski nieodpowiadajacemu rzeczywistosci, bo "byli nie tylko Polacy dobrzy, ale rowniez zli, ci ktorzy donosili, denuncjowali Zydow".
„ Mnie interesuje Polska Jana Karskiego. Moglbym nawet powiedziec, ze nie interesuje mnie Polska jako taka, nie jestem historykiem, nie bede sie wiec wdawal w spory historyczne. To, co mnie interesuje to czlowiek, Jan Karski i to jak sie zachowal w sytuacji ktora nie miala precedensu”-odpowiedzial Yannick Haenel.
Polska okresu wojny opisana przeze mnie -mowil Haenel - to Polska Karskiego. Kraj i ludzie najbardziej opuszczeni na swiece. Nie tylko Zydzi zostali w tej wojnie zapomniani, ale rowniez Polska, ktorej nikt nie przyszedl z pomoca.
Haenel mowil rowniez o duchowosci Karskiego, ktora spowodowala, ze pod koniec zycia nazywal sie „katolickim Zydem”. Czy Bog w jego zyciu istnial? Dzialania Karskiego-zdaniem Haenela- byly wywolane zarowno obecnoscia jak i nieobecnoscia Boga. Nie mogl tak do konca zniesc mysli, ze Bog, jesli istnieje, mogl pozwolic na Zaglade. „Nikt tak do konca nie wie, co dzialo sie w myslach Karskiego. „Ja kierowalem sie moja intuicja pisarza”.

Szurek zarzucil Hanaelowi, ze przedstawil wyidealizowany obraz Karskiego, ze w rzeczywistosci wcale taki nie byl, ze jest to prawie hagiografia, tymczasem tak naprawde niewiele o nim wiemy, majac do dyspozycji jedynie 40-sto minutowe nagranie z „Shoah” Lanzmanna. Nawet jego zona popelnila samobojstwo. Yannick Haenel bronil sie, mowiac, jest to jego wizja, wizja do ktorej jako pisarz ma prawo.

I dodal, ze nigdy nie spodziewal sie, ze jego ksiazka wywola tak ogromne emocje. Pomysl jej napisania powstal w Warszawie, gdzie zbieral informacje na temat cmentarza zydowskiego.Wowczas natrafil na slad Karskiego i postanowil cos dla niego zrobic. „A poniewaz jedyna rzecza, ktora potrafie, jest poslugiwanie sie piorem, wiec postanowilem napisac jego biografie”. Wiemy, ze ostatecznie z biografii nic nie wyszlo, ale powstal piekny esej literacki.

Szukajac informacji o Karskim natrafilam na zdjecie innego bohatera wczorajszego dnia, uwolnionego z wiezienia w Zurychu Romana Polanskiego z 2000 roku, gdy razem z Karskim otrzymuja godnosc honorowego obywatela miasta Lodzi. Polanski jest przykladem, ze jednak byli Polacy, ktorzy ratowali i pomagali. Skadinad, co bylo czesto wczoraj podkreslane, to wlasnie Polacy, w liczbie 6 tys. sa najliczniejsi wsrod tych, ktorym przyznano medal Yad Vashem.
Yannick Haenel ujal wszystkim niezwykla wrazliwoscia, przepieknym francuskim i mysle, ze nikt, kto byl obecny na sali nie ma watpliwosci, ze jego dalsza tworczosc trzeba bedzie uwaznie sledzic. A ja chcac mu podziekowac za piekna ksiazke o Janie Karskim zaprosilam go na polska kolacje. Usmiechnal sie i nie odmowil, choc nie bedzie to latwe. Autor ksiazki o Janie Karskim mieszka w Rzymie.

niedziela, 22 listopada 2009

Czy mozna bylo powstrzymac Shoah?

Dlugo przymierzalam sie do przeczytania tej ksiazki. Szczerze mowiac, nie bardzo wierzylam, ze francuski eseista moze cos nowego wniesc do naszej wiedzy o Janie Karskim. Kilka dni temu przyznano jej kolejna nagrode, tym razem, prestizowa „Interallié” i to mnie ostatecznie zmobilizowalo do lektury.

Ksiazka Yannicka Haenela sklada sie z trzech czesci. W pierwszej, autor wlasnymi slowami opowiada o obrazach zarejestrowanych przez Claude’a Lanzmanna w 1985 roku podczas krecenia wywiadu z Janem Karskim do filmu „Shoah”. Szczegolowo analizuje jego zachowanie, sposob mowienia, prace kamery. Druga czesc ksiazki, to relacja faktow zawartych w ksiazce wydanej zaraz po wojnie przez Jana Karskiego w Stanach Zjednoczonych zatytulowanej „Tajne panstwo”. Jest to jego historia. Historia walki o zaprzestanie zaglady Zydow. Trzecia czesc ksiazki, to fikcyjny monolog Karskiego, jego „zycie po zyciu” czyli piecdziesiat lat bezsennych nocy spedzonych na rozmyslaniach napisany przez Haenela na podstawie m.in jego biografii "Karski, How one Man Tried to stop the Holocaust" Wooda i Jandowskiego.
Przeznaczenie powierzylo Janowi Karskiemu jedna, jedyna misje: wstrzasnac opinia publiczna i politykami na tyle, zeby powstrzymac Holokaust. W 1942 roku zostaje wydelegowany przez AK jako emisariusz i naoczny swiadek zaglady do Anglii i Stanow Zjednoczonych. Aby wywiazac sie z zadania, zostaje przez dzialaczy zydowskich dwukrotnie wprowadzony do getta. Widzi sceny, ktore sa, jak mowi „rodzajem piekla” :zwloki martwych ludzi, umierajace z glodu dzieci, potworny brud i nedze. Drugim miejscem do ktorego udaje mu sie dostac, to oboz przejsciowy dla Zydow w Izbicy Lubelskiej. Haenel bardzo szczegolowo przytacza przerazajace opisy Karskiego.

Majac w pamieci obrazy eksterminacji ludnosci zydowskiej przez Niemcow, wyrusza w podroz do Anglii a pozniej do Stanow Zjednoczonych aby przestrzec, sklonic Aliantow do reakcji . Chce zapobiec calkotej zagladzie Zydow. Robi wszystko, co jest w jego mocy, ale osoby z ktorymi rozmawia albo mu nie wierza albo sa calkowicie obojetne na jego swiadectwa. Swoja akcje rozpoczyna w listopadzie 1942 roku. Od tego momentu swiat nie moze juz mowic, ze "nie wiedzial". Karski opowiada wszystkim, kogo spotka, o tym co zobaczyl w getcie warszawskim. Sa wsrod jego sluchaczy tacy ludzie jak Wells, Koestler. Wreszcie, o spotkanie prosi go nawet sam prezydent Roossvelt.

Yannick Haenel opowiada bardzo szczegolowo o spotkaniu Karskiego z Roosweltem. Prezydent sluchajac historii Karskiego ziewa, jest obojetny, bez reakcji. Karski konstatuje, Alianci wiedzieli o zagladzie Zydow, ale nie mieli zadnego interesu w ich ratowaniu, choc mieli ku tego srodki. Mogli postawic Niemcom warunki, ze jesli nie zaprzestana eksterminacji, to zostana przez Aliantow zbombardowane miasta niemieckie. Mogli bombardowac linie kolejowe ktore dowodzily wiezniow do Oswiecimia. Mogli...Ale nic takiego sie nie stalo. Ten plan nie byl czescia strategii wojskowej ani Stanow, ani Rosjan ani Anglii. Haenel w imieniu Karskiego oskarza Aliantow, ze pozostawili Zydow samych sobie, bez zadnej pomocy i obrony. „Alianci wygraja wojne, za rok, dwa, trzy-mowi Karskiemu jeden z jego przewodnikow po getcie warszawskim- ale co z tego, jesli Zydzi juz wtedy przestana istniec”-pisze w swojej ksiazce Haenel.

Yannick Haenel jest niezwykle zyczliwy dla Polakow. Nie oskarza lecz stara sie zrozumiec dlaczego wlasnie Polacy sa najczesciej oskarzani o antysemityzm, przeciez... gdzie indziej nie bylo lepiej niz w Polsce. Pisze:„...nie mozna byc Polakiem, bo Polak oznacza wstyd i mimo, ze Polacy nie byli odpowiedzialni za zaglade Zydow, bedzie sie ich traktowalo jako katow. Mimo, ze 3 mln polskich Zydow zostalo zgladzonych, istnieje jakis rodzaj nieufnosci wobec Polakow. Polska kojarzy sie z Zaglada tylko dlatego, ze w Polsce miala miejsce eksterminacja Zydow europejskich. Wybierajac to miejsce, jako miejsce Zaglady, nazisci wykonczyli Polske. I mimo, ze Polacy byli ofiarami nazizmu, ofiarami stalinizmu i udalo im sie przeciwstawic temu podwojnemu naciskowi, swiat bedzie zawsze widzial w Polaku kata a Polske, jako miejsce zbrodni”.
Dalej pisze Haenel, ze przyczyna tego stanu rzeczy jest prosta. Oskarzajac Polske i Polakow, niejako zmywa sie krew ze swoich rak. Tuszuje cynizm i obojetnosc.

Ksiazka zostanie przetlumaczona i wydana na poczatku przyszlego roku w Wydawnictwie Literackim. Na pewno warto ja przeczytac, chocby po to, aby dowiedziec sie wielu nowych, nieznanych faktow z zycia Jana Karskiego, bezwzglednie jednej z najpiekniejszych postaci XX wieku. Autora imponuje nam wiedza i zrozumieniem spraw polskich.

W najblizsza srode, 25 listopada 2009 o godz.19.00 na paryskiej Sorbonie odbedzie sie spotkanie autorskie z Yannickiem Haenelem. Adres: 17, rue de la Sorbonne, 75005 Paris, Amphithéâtre Milne Edwards, Escalier B ou E, niveau F

środa, 18 listopada 2009

St. Germain de Près i francuskie koneksje Jana Kazimierza





St. Germain de Près to kawiarnie słynące ze spotkań paryskiej bohemy lat 50-tych „Café de Flore” czy „Les deux magots”, ale jest tez jeszcze jedno miejsce, ktore warto w tej okolicy odwiedzic. Na placu imienia Jean- Paul Sartre’a i Simone de Beauvoir, z prawej strony, wylania sie niewielki kosciolek parafii St. Germain. Warto wejsc do srodka tego kosciolka, aby po jego lewej stronie, odnaleźć bardzo piekny nagrobek polskiego króla  Jana Kazimierza. Tak naprawde w miejscu tym pochowane zostalo jedynie serce polskiego wladcy, cialo po jego smierci zostalo przewiezione do Polski. Skąd pomnik polskiego władcy w samym sercu Paryża?

Dzieje Jana Kazimierza, znanego nam wszystkim i pięknie opisanego w „Potopie” Sienkiewicza sa bardzo blisko zwiazane z Francja. Nie wiadomo, czy to prawda czy tez nie, ale Jan Kazimierz poznal swoja przyszla zone, Marie Gonzage juz w roku 1640, podczas podrozy do Francji. Projekty malzenskie przyszlej krolowej Polski byly bardzo skomplikowane. Za probe poslubienia brata krola, Ludwika XIV wsadzono ja do wiezienia, pozniej przetrzymywano w zakonie. Nic tez nie wyszlo z jej kolejnych zaslubin. O jej reke staral sie tez w 1634 roku nasz krol Wladyslaw IV, brat Jana Kazimierza, ale w koncu wybral za żonę skromną i oddaną mu Austriaczke, Renatę Cecylię. Wladyslaw IV nie nacieszyl sie zbyt dlugo mlodą zona. Po siedmiu latach malzenstwa, Renata Cecylia zmarla i wtedy polska szlachta, niechetna aliansom z Austriakami, postanowila go ożenić z francuska ksiezniczka Maria Gonzaga. Przyszla panna mloda byla juz zdziebko podstarzala, miala 35 lat, ale i pan mlody nienajmlodszy, gdyz liczyl 51 wiosen.

Zaslubiny per procura odbyly sie najpierw we Francji a nastepnie francuska ksiezniczka wyruszyla w droge do Polski ze swoim stu-osobowym dworem. Malzenstwo nie bylo udane, a Wladyslaw IV zmarl po dwoch latach. W wyniku wyborow, ale ponoc sama wdowa tez miala w tej sprawie cos do powiedzenia, krolem zostal w 1648 roku Jan Kazimierz. Mimo silnych protestow szlachty oraz oskarzenia go o kazirodztwo, zdecydowal sie poslubic 38-letnia francuske-slynela z urody, ale przede wszystkim z nieposkromionej energii i inteligencji. Ponoc trzymala krola Jana Kazimierza krotko, konsultowal sie z nia w kazdej sprawie „wodzila go jak maly etiopczyk slonia”-mowiono o krolu. Do historii przeszly awantury jakie mu urzadzala. Prawda jest natomiast, ze chetnie ja zdradzal. Historycy twierdza, ze slabego psychicznie krola uzaleznila od siebie, nie potrafil bez niej zyc. Trudno sie jednak temu wszystkiemu dziwic, krol slynal z nieuctwa, ponoc nigdy nie przeczytal nawet jednej ksiazki do konca, natomiast jego zona kochala artystow i poetow, prowadzila w Warszawie bardzo intensywne zycie intelektualne i towarzyskie, dzieki niej powstala pierwsza polska gazeta "Merkuriusz Polski", przyjaznila sie z Morsztynem...fascynowala wiec nie tylko uroda, ale przede wszystkim wiedza i inteligencja.
Ale wracajac do kaplicy w St. Germain. Po smierci zony Jan Kazimierz zalamal sie. Ponoc plakal i rozpaczal jak dziecko. Byc moze to wlasnie jej smierc przyczynila sie do jego abdykacji i opuszczenia Polski. Ludwik XIV z zamian za poparcie dla swojego francuskiego kandydata na tron Polski podarowal mu bogate opactwo St. Germain. Ale po wyjezdzie z Polski Jan Kazimierz nie osiadl w Paryzu, ale w opactwie swojej zony, w Nevers. Mowi sie nawet, ze chcial poslubic siostre swojej zmarlej malzonki, tez wdowe. Jesli wierzyc plotkom, swoja rozpacz po smierci zony leczyl w ramionach wielu Francuzek i w okolicy Nevers (Burgundia) wiele rodzin umieszcza w swoim drzewie genealogicznym jako przodka wlasnie Jana Kazimierza.
Zmarl w Nevers, ponoc na wiesc o upadku Kamienca Podolskiego, co potwiedza lacinski napis na jego nagrobku. Staraniem siostry zony, Anny Gonzagi serce jego zlozono we wspanialym mauzoleum wyrzezbionym w marmurze przez slynnego Gaspara Marcy w kosciele parafialnym St. Germain de Près.
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, ze Maria Ludwika Gonzaga byla nielubiana w Polsce, gdyz, zdaniem polskiej szlachty, wywierala zbyt duzy wplyw na krola i mieszala sie do polityki. We Francji, kilkadziesiat lat pozniej, Marii Leszczynskiej zarzucano, ze nie wyrobila sobie odpowiedniej pozycji, ze nie miala zadnego wplywu na decyzje krola i w zwiazku z tym nie odegrala zadnej roli zyjac w cieniu Ludwika XV. I jak tu ludziom dogodzic...